Wygrana potyczka w wojnie o franka

  • Jacek Kowalczyk
10-09-2012, 00:00

Szwajcarska waluta wreszcie „odkleiła się” od euro, a bank centralny nie musi drukować pieniędzy. To dobre wiadomości dla polskich kredytobiorców

Przez ostatnie pół roku frank szwajcarski był niemal sztywną walutą w stosunku do euro. Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) z mozołem walczył, by frank się nie umacniał, czyli by kurs EUR/CHF nie spadł poniżej wytyczonej relacji 1,20. Jest jednak szansa, że to już historia. Ostatnie dni przyniosły to, na co szwajcarskie władze i polscy kredytobiorcy czekali od dawna.

Szwajcarska waluta nagle osłabła — kurs franka odbił od wyznaczonego limitu i wzrósł nagle powyżej 1,21. W ciągu niecałych trzech dni „szwajcar” osłabił się w stosunku do złotego o 11 gr i kosztował w piątek 3,39 zł.

Koniec Ctrl+P

Osłabienie się franka dowodzi, że inwestorzy przestają masowo lokować kapitał w Szwajcarii — globalnej bezpiecznej przystani. To skutek ostatnich wydarzeń w strefie euro, głównie pozytywnie ocenianej przez rynki zgody Europejskiego Banku Centralnego na program skupu obligacji państw Eurolandu.

— Niepokoje o przyszłość strefy euro osłabły, dlatego na rynki wrócił optymizm. W dodatku w Szwajcarii dane makro rozczarowały — wzrost gospodarczy okazał się słabszy, a deflacja głębsza od prognoz. W rezultacie popyt inwestorów na szwajcarskie aktywa spadł, osłabiając presję na umacnianie się franka — tłumaczy Radosław Bodys, główny ekonomista PKO BP.

SNB może wreszcie odetchnąć. Nie musi już masowo drukować pieniędzy, by skupować za nie waluty i utrzymywać franka w ryzach. W sierpniu SNB wykreował 9,8 mld CHF (o tyle wzrosły rezerwy walutowe banku). To nadal ogromna kwota, ale znacznie mniejsza niż w poprzednich miesiącach (w maju, czerwcu i lipcu SNB drukował po 40-60 mld CHF miesięcznie). Jest szansa, że we wrześniu rezerwy już zupełnie przestaną rosnąć. Frank jest wyraźnie powyżej granicy 1,20 i teoretycznie nie ma potrzeby interwencji.

— W czasie szczytu kryzysu związanego z siłą franka rozważaliśmy w banku uruchomienie nowych narzędzi [służących osłabianiu waluty — red]. Dzisiaj jednak wydaje się, że nie będzie takiej konieczności. Sytuacja jest pod kontrolą — stwierdził Johann Schneider-Ammann, wiceprezes SNB w wywiadzie dla Bloomberga.

Szansa na przełom

Do nagłego odwrotu od franka inwestorów skłoniła plotka, że SNB podniesie wyznaczony limit z 1,20 do 1,22. Oznaczało to, że bank centralny w każdej chwili może wejść na rynek i zepchnąć kurs do nowej granicy.

— Plotka rynkowa trafiła na podatny grunt, bo jeżeli SNB faktycznie rozważa podniesienie limitu dla kursu EUR/ CHF, to słabe dane makro oraz dynamika na rynku walutowym są sprzyjające. Łatwiej iść z trendem rynkowym niż przeciwko niemu, szczególnie jeśli dane makro to uzasadniają — wyjaśnia Radosław Bodys.

SNB nie komentuje tych doniesień. Ekonomiści mają wątpliwości, czy rzeczywiście podniesie walutowy limit. Dobra passa trwa zbyt krótko, by SNB rzucał rynkom rękawicę.

— Nie sądzę, by bank był już w stanie podnosić wyznaczony poziom, skoro jeszcze niedawno miał problemy z bronieniem obecnego — mówi Marcin Mazurek, analityk BRE Banku.

Możliwe jednak, że frank sam, bez pomocy SNB, będzie słabł. — Przemawiają za tym fundamenty — frank jest mocno przewartościowany. To jest możliwy scenariusz, ale sytuacja jest tak niepewna, że nie stawiałbym na taki rozwój wydarzeń większych pieniędzy — mówi Marcin Mazurek. Wszystko zależy od tego, jak długo utrzyma się optymizm inwestorów dotyczący strefy euro.

— Mało prawdopodobne jest, by na koniec roku kurs EUR/CHF spadł poniżej 1,2. Znacznie bardziej prawdopodobne wydaje się, że znajdzie się powyżej tej granicy — mówi ekonomista PKO BP.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / Wygrana potyczka w wojnie o franka