Chyba nie ma w Polsce przedsiębiorcy, który obiema rękami nie podpisałby się pod inicjatywą uporządkowania terminów wchodzenia w życie przepisów. Nie dziwi, że pełne uznanie w oczach biznesu znajduje pierwsza i sztandarowa propozycja Janusza Piechocińskiego, nowego wicepremiera i ministra gospodarki, polegająca na ograniczeniu terminów wprowadzania zmian prawnych tylko do 1 stycznia i 1 czerwca. Jednak eksperci nie wierzą w powodzenie tej reformy, gdyż bardzo pojemne wyjątki od zasady dwóch terminów (patrz: ramka) spowodują, że będzie ona martwa.

Dobry pomysł
Reforma ma być wprowadzona w projekcie nowelizacji ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Ma wziąć w karby nie tylko projekty rządowe, ale także poselskie, senackie i obywatelskie. Objąć ma zmiany zarówno niekorzystne, jak i korzystne dla firm. Pod koniec 2012 r. Ministerstwo Gospodarki (MG) skierowało projekt założeń do uzgodnień międzyresortowych i społecznych.
— Celem jest poprawa funkcjonowania przedsiębiorstw, w szczególności mikro-, małych i średnich firm, oraz zwiększenie stabilności prawa mającego wpływ na działalność gospodarczą. Dzięki temu przedsiębiorcy będą mogli bardziej racjonalnie planować działalność, obniżyć koszty i skrócić czas na analizę nowych przepisów — tłumaczy minister Janusz Piechociński.
Biznes popiera
— Firmy od lat narzekają, że nie nadążają ze śledzeniem zmian prawa. Wchodzenie w życie regulacji dotyczących przedsiębiorców tylko w dwóch terminach, czyli 1 stycznia i 1 czerwca, to krok w kierunku zapanowania nad obecnym chaosem legislacyjnym — mówi Katarzyna Urbańska, szefowa biura prawnego PKPP Lewiatan. — Taka reforma oszczędziłaby firmom czasu na śledzenie zmian w prawie i ułatwiłaby prowadzenie działalności — uważa Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej (KIG). Resort wyliczył, że dwa terminy pozwolą firmom oszczędzić rocznie nawet 1,3 mld zł. Zdaniem przedstawicieli organizacji przedsiębiorców, to wysoce wątpliwe.
— Dzięki tak pojemnym wyjątkom ministrom czy parlamentarzystom będzie bardzo łatwo uzasadnić praktycznie każdy przypadek opóźnienia i niewprowadzenia regulacji gospodarczej zgodnie z zasadą dwóch terminów. Zawsze bez problemu doszukają się jakiegoś nadrzędnego interesu publicznego i powołają się na niego, uzasadniając ominięcie reguły. Uważam, że to zbędna inicjatywa i pozorna reforma, która niczego nie zmieni — mówi Maciej Grelowski, szef Rady Głównej Business Centre Club (BCC). W ubiegłym roku ok. 20 proc. uchwalonych przepisów związanych było z implementowaniem prawa UE. Luk prawnych mamy jak dziur w porządnym serze.
— Tak szeroko zakreślone wyjątki od zasady dwóch terminów przypominają mi przesłanki odmowy wydania paszportu w PRL. Wszystko można pod nie podciągnąć. Moim zdaniem, wynika to z urzędniczej ostrożności. Zawsze będzie można odwlec wdrożenie ustawy, powołując się np. na koszty dla budżetu państwa. Szczególnie celuje w tym resort finansów. Przy zlej woli rządu czy parlamentu reforma okaże się martwym zapisem — mówi Andrzej Arendarski.
Szansa na dyscyplinę
Aż w tak czarnych barwach reformy Piechocińskiego nie widzi PKPP Lewiatan.
— Owszem, dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Obecnie trudno przewidzieć, jak w praktyce zadziała reforma. Na pewno daje szansę na racjonalizację procesu tworzenia prawa i zwiększenie dyscypliny parlamentu. Proponowane wyjątki od zasady rzeczywiście są jak głęboki worek, do którego można wiele wrzucić, lecz jestem optymistką. Ważne, że opóźnienie będzie musiało być uzasadnione. Jednak MG powinno zaproponować jakiś tryb zaskarżania spóźnionych ustaw lub sankcje dla odpowiedzialnych za opóźnienie — zauważa Katarzyna Urbańska.
Jak to robią inni
Wielka Brytania: zasada wprowadzona w 2004 r. Terminy ustalono na 6 kwietnia i 1 października. Przewidziano 3-miesięczne vacatio legis. Wyjątki są podobne do proponowanych przez MG. Francja: zasada wprowadzona w 2011 r. Terminy ustalono na 1 stycznia i 1 czerwca. Przewidziano 2-miesięczne vacatio legis. Wyjątki: przepisy UE oraz regulacje korzystne dla przedsiębiorców (dodatkowe terminy dla ustaw to 1 kwietnia i 1 października). Holandia: zasada wprowadzona w 2010 r. Terminy dla ustaw ustalono na 1 stycznia i 1 lipca. Przewidziano 2-miesięczne vacatio legis. Wyjątki: koszty wyższe od korzyści dla budżetu i firm, regulacje nagłe i awaryjne, ustawodawstwo naprawcze, przepisy UE. Litwa: zasada wdrożona w 2010 r. Terminy ustalono na 1 maja i 1 listopada. Przewidziano 3-miesieczne vacatio legis. Wyjątki: prawo UE i międzynarodowe, projekty parlamentu.
Wyjątki od zasady dwóch terminów
koszty (dla budżetu państwa lub przedsiębiorców) opóźnienia wejścia w życie aktu prawnego przekraczające korzyści
nadrzędny interes publiczny (np. zdrowie, bezpieczeństwo publiczne, klęski żywiołowe itp.)
ewidentne luki prawne
przepisy wdrażające prawo UE
1,3 mld zł Tyle, zdaniem resortu gospodarki, będą rocznie oszczędzać firmy dzięki wprowadzeniu dwóch terminów.