Obniżenie 12-miesięcznego Indeksu Default Rate (IDR) do 0,9 proc. niewątpliwie świadczy o poprawie jakości podmiotów notowanych na warszawskim parkiecie przeznaczonym dla obligacji korporacyjnych. Można zgadywać, ile w tym faktycznej poprawy kondycji finansowej przedsiębiorstw, a ile postawy inwestorów, którzy już nie palą się do udziału w każdej podsuniętej im pod nos wysokooprocentowanej emisji. Tak czy inaczej, spadek udziału niewykupionych obligacji jest łatwo dostrzegalny, bo jeszcze w latach 2015 i 2016 defaulty niemal regularnie stanowiły ponad 3 proc. zapadającego zadłużenia, a wcześniej IDR systematycznie przekraczał 7 proc.
W II kwartale wśród emisji notowanych na Catalyst nie wykupiono trzech serii obligacji. Zaskoczeniem w tym gronie był tylko czerwcowy default Eurocentu z papierami wartymi 1,8 mln zł. Natomiast brak spłaty zadłużenia w przypadku LZMO i PCZ były zdarzeniami od dawna spodziewanymi. Obie spółki mają na swoim koncie po kilka niewykupionych emisji. Pierwsza z nich znajduje się w postępowaniu sanacyjnym, które ze względu na brak pieniędzy ma się ku końcowi. Druga zaś znajduje się w upadłości likwidacyjnej, a jej założyciel przebywa w areszcie, do czego przyczynili się także sami obligatariusze, o czym – miejmy nadzieję – pamiętać będą menedżerowie chętni do defraudacji środków pozyskanych z emisji długu.

Należy oddać, że rekordowo niski udział w wartości niewykupionych papierów to też zasługa dużych wykupów, zrealizowanych zwłaszcza w minionym kwartale (wyższy mianownik obniża wartość wskaźnika). Dość wspomnieć, że na 4,2 mld zł zapadających papierów 2,5 mld zł stanowiły obligacje PGNiG. Bez tej jednej serii IDR wyniósłby 1,5 proc., co wciąż byłoby wartością wcześniej niespotykaną (indeks liczony jest od 2013 r.). Ale o poprawie wskaźnika nie decydowały tylko duże wykupy, bo jednocześnie rekordowo niska była też liczba niespłaconych serii. Przez 12 ostatnich miesięcy spółki nie wykupiły 14 emisji, stanowiących wówczas 11,7 proc. liczby wygasających w tym czasie papierów.
By lepiej oddać istotę wpływu kierowanych głównie do inwestorów instytucjonalnych dużych emisji na poziom IDR, wystarczy spojrzeć na małe serie o wartości nie wyższej niż 10 mln zł. To obligacje korporacyjne kierowane często przez mniejsze przedsiębiorstwa do inwestorów indywidualnych. Z zasady są to więc bardziej ryzykowne papiery, o czym nieubłaganie przypominają statystyki. W czterech ostatnich kwartałach inwestorzy, którzy brali udział w emisjach wartych maksymalnie 10 mln zł, nie otrzymali średnio co czwartej (24 proc.) zainwestowanej złotówki. Pokrywa się to także z samą liczbą defaultów w tym segmencie (23 proc.).
