Pracownik trzy razy dziennie wychodzi na papierosa. Miesięcznie urywa firmie cały dzień. A jednak palenia w miejscu pracy całkowicie zakazać nie można.
Katarzyna Olak, właścicielka LOBO Export-Import z Wołowych Lasów koło Wałcza, straciła już nadzieję, że upora się z nałogiem pracowników. Próbowała uregulować liczbę przerw papierosowych, aby zminimalizować straty czasu. Niepisana umowa zakładała, że na papierosa pracownicy wychodzą co dwie godziny, ale za to zostają dłużej, żeby nadrobić zaległości.
Nie poskutkowało. Załoga punkt siedemnasta zbierała się do wyjścia. W desperacji Katarzyna Olak wprowadziła zakaz palenia w zakładzie — nawet w palarni.
— Nie pomogło. Palacze co chwila wymykali się do łazienki. Zaczęłam wpisywać nagany do akt. Problem w tym, że pali prawie cała 40-osobowa załoga. Zakaz wywołał ostre protesty i pogorszył jakość pracy — opowiada Katarzyna Olak.
W końcu właścicielka przywróciła dawny porządek, z zastrzeżeniem, że teraz pracownicy wychodzą na papierosa dwójkami, a nie grupami.
— Nie chcę zwalniać ludzi dyscyplinarnie albo karać pieniężnie. Po pierwsze, to dobrzy pracownicy. Po drugie, mają niskie pensje, średnią krajową — wyjaśnia Katarzyna Olak.
Najważniejsze nie szkodzić
Norbet Kraj, prawnik w FPA Group, podkreśla, że nie wolno całkowicie zabronić palenia w pracy. Byłaby to forma dyskryminacji. Chyba że nałóg przeszkadza w wykonywaniu obowiązków służbowych. Co więcej, prawo nakłada na pracodawcę wiele obowiązków związanych z palaczami.
Powinien on wprowadzić zakaz palenia we wszystkich pomieszczeniach firmowych (biuro, jadalnia, szatnia, łazienki, korytarz), aby nie narażać niepalących na kontakt z dymem. Osoba, która zachoruje wskutek wdychania dymu, może pozwać zakład pracy do sądu i domagać się odszkodowania.
Zatrudniający co najmniej 20 osób ma obowiązek urządzenia palarni. Jeśli tego nie zrobi, palacze mogą pozwać zakład pracy do sądu.
— Jeśli nadzór nad budynkiem, w którym mieści się firma, sprawuje zewnętrzny administrator lub właściciel, do niego pracodawca zwraca się o udostępnienie kącika dla palaczy — mówi Norbert Kraj.
W zgodzie z polityką
Najlepiej, gdy pracodawca określi zasady polityki firmy wobec palaczy choćby w regulaminie wewnętrznym i poinformuje o nich podwładnych. Warto ustalić, od których pracowników wymaga się abstynencji nikotynowej, ponieważ jest ona konieczna ze względu na wykonywane przez nich obowiązki (np. recepcjonistka). Pozostałym należy postawić warunki, na jakich mogą wychodzić na pozakodeksowe przerwy na dymka.
— Jestem ortodoksyjnym przeciwnikiem palenia w pracy. Nie ma u mnie regularnych palaczy, a gdyby byli, to starałbym się im wydłużyć czas pracy — mówi Bogdan Wieczorek, prezes Supertour Luft-hansa City Center.
Warszawska Spółdzielnia Przemysłu Cukierniczego zakazała palenia w swoich zakładach piekarskich i ciastkarskich, z wyłączeniem palarni.
— Nikt nie zabronił palenia, ale częste wymykanie się na dymka jest niemile widziane — zaznacza Tadeusz Grzędza, pełnomocnik prezesa spółdzielni.
Czy pan pali?
Pracodawca podczas rekrutacji ma prawo zadać kandydatowi takie pytanie. Jeśli jednak papierosy obiektywnie nie przeszkodzą rekrutowanemu w wypełnianiu obowiązków, nie mogą stać się przyczyną odrzucenia jego podania. Nie znaczy to, że pracodawcy nie wolno delikatnie zasuge- rować, iż palenie nie jest w jego guście.
— W rozmowie o pracy podkreślam, że nie przepadam za trwonieniem czasu na papierosy. Uprzedzam o tym, a pracownicy sami decydują, czy im to odpowiada, czy nie. Dla już zatrudnionych palaczy wyznaczyłem tysiąc złotych premii za rzucenie nałogu — mówi Mirosław Kaliński, prezes B3 System, firmy zabezpieczającej systemy komputerowe.
W firmie Cenos z Wrześni, największym polskim dostawcy kaszy, zakazu palenia w zakładzie przestrzega się bardzo restrykcyjnie.
— Podczas rekrutacji nie pytamy, czy ktoś pali, ale od początku jasno sygnalizujemy, jaką politykę firma prowadzi w tej kwestii. Nie chcemy, aby palący negatywnie wpływali na kontakty z klientami. Dlatego również w samochodach służbowych obowiązuje zakaz palenia — mówi Tomasz Rzeźnik, prezes Cenosu.
Za łamanie — zwolnienie
Papieros na korytarzu albo w łazience? To się często zdarza. Pracownicy uporczywie łamiący przepisy przeciwpożarowe i BHP oraz ustalenia firmowe narażają się na kary.
— Jeśli firma ma regulamin wewnętrzny, pracodawca może zastosować sankcje zgodnie z jego zapisami. Jeśli go nie ma, kieruje się kodeksem pracy — informuje Norbet Kraj, prawnik w FPA Group.
Do łagodnych sankcji kodeksowych należą na przykład pisemne upomnienie czy kara pieniężna. Do ostrzejszych — nagana, której później pracodawca może użyć jako argumentu przy rozwiązywaniu stosunku pracy.