Bruksela chce wspomóc regiony dotknięte największym bezrobociem. Ale o szczegółach milczy.
O powstaniu w Unii specjalnego funduszu, który miałby wspomóc najbiedniejsze regiony dotknięte masowymi zwolnieniami pracowników, brukselskie wróble ćwierkają już od dłuższego czasu. Choć Informacje o tej inicjatywie często przedostają się do mediów, nie zostały dotychczas oficjalnie potwierdzone przez Komisję Europejską (KE). Według dziennika „Financial Times” („FT”), Jose Manuel Barroso, przewodniczący KE, miał wczoraj ogłosić jej projekt. Gazeta przypuszcza jednak, że plan może być przyczyną sporu wśród liderów UE.
Nowy fundusz miałby działać na podobnych zasadach, jak amerykański program pomocowy dla regionów, gdzie firmy nie wytrzymały ogólnoświatowej konkurencji. Byłby on uaktywniany w awaryjnych sytuacjach, a kontrolę nad nim sprawowałyby państwa członkowskie UE. „FT” zaznacza, że choć na tym etapie nie zostaną zaproponowane żadne sumy, to KE sugerowała, by gromadzić około 1 mld euro rocznie przez okres siedmiu lat.
„Propozycja nowego funduszu ma pokazać, że Europa może łączyć zasady wolnego handlu ze społeczną solidarnością” — pisze „FT”.
Dziennik dodaje jednak, że istnieje niebezpieczeństwo, iż fundusz stanie się przyczyną nowego rozłamu wśród krajów członkowskich i kością niezgody podczas zaplanowanego na 27 października nieformalnego szczytu UE w Hampton Court koło Londynu.
Jeden z unijnych dyplomatów określił propozycję, jako „nagrodę za porażkę” dla krajów, które nie wprowadziły reform. Dodał, że spodziewa się, że zablokują ją bardziej liberalni członkowie UE.