Wykorzystamy nisze, by odnieść sukces

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2006-06-30 00:00

ECard przynosi straty. Rewizja strategii nie przełożyła się jeszcze na wyniki spółki. Do dziś odważni mogą składać zapisy na akcje.

„Puls Biznesu”: Sprawdził się nowatorski pomysł pozyskania akcjonariuszy przez internet?

Konrad Korobowicz: Tak. Widzimy zainteresowanie inwestorów, którzy wchodzą na stronę Domu Maklerskiego Capital Partners i składają zapisy online. Pracowaliśmy nad całą operacją kilka miesięcy. Przetarliśmy szlaki, głównie proceduralne. Było warto, bo w przyszłości taki wariant będzie zapewne obecny przy wielu ofertach publicznych.

Cenę emisyjną ustaliliście jednak na 2 zł, czyli w dolnym przedziale oczekiwań eCardu. Wystarczy na sfinansowanie inwestycji?

Cena godzi interesy i obecnych, i przyszłych akcjonariuszy. Przy cenie 2 zł za akcję wpływy w pełni zaspokoją inwestycyjne potrzeby spółki.

BDM PKO BP, współpracujący przy ofercie, wycenia akcje na 2,6-2,83 zł. To i tak dużo więcej od ceny emisyjnej.

Ta wycena jest zbyt konserwatywna. Nie uwzględnia, na przykład, dużego potencjału, jaki tkwi w projekcie 3DS. Uwzględnia wydatki na nowe projekty, choć pomija dochody z nich płynące. Ponadto założenia dotyczące wzrostu rynku przyjęte w raporcie BDM PKO BP są znacząco niższe niż nasze konserwatywne założenia zweryfikowane przez biegłych rewidentów.

Co zmieniło się od czasu zmiany akcjonariatu eCardu?

W niespełna rok znacznie rozszerzyliśmy ofertę. Nie tylko autoryzujemy transakcje, ale wdrażamy oprogramowanie 3DSecure dla banków-wystawców kart, integrujemy natychmiastowe przelewy elektroniczne (tzw. e-przelewy), rozliczamy płatności kartami przez telefon (call center i IVR), wprowadzamy dodatkowe usługi mobilne. Musieliśmy zainwestować w sprzęt IT, zwiększyć zatrudnienie, rozwinąć sieć sprzedaży i poprawić relacje z klientami.

Czy to wystarczyło, by zwiększyć wartość spółki z 4,3 mln zł, jakie zainwestowaliście, do 40 mln zł?

ECard rok temu i dziś to dwie zupełnie inne firmy. Nie widzę nic złego w tym, że akcjonariusze zarobili na inwestycji. Przeciwnie, to pokazuje nowym inwestorom, jaki potencjał drzemie w naszej firmie. Przypominam też, że główni udziałowcy mają roczną blokadę na zbycie akcji. Ja i wiceprezes nie możemy sprzedać papierów do połowy 2008 r.

Ponad 20 proc. przychodów wypracowujecie z Xtrade. Podobno nie możecie się dogadać z Optimusem, współudziałowcem tej platformy.

Oficjalnie nic nie wiemy na temat planów zmian w akcjonariacie tej spółki. Zresztą docelowo nie jest to nasz podstawowy biznes, bo brak w nim synergii z pozostałą działalnością eCardu.

Czy taki cios, jak upadek Air Polonii, który odbił się na waszych wynikach w 2004 r., może się powtórzyć?

Monitorujemy ryzyko niewypłacalności klientów. Stosujemy cywilne formy zabezpieczeń, w tym opóźnione płatności. Systematycznie zmniejszamy zależność od pojedynczych klientów.

Przy autoryzacji transakcji w internecie macie właściwie tylko jednego konkurenta — Polcard. To tak mało atrakcyjny rynek?

Rynek jest bardzo atrakcyjny i perspektywiczny, ale bariery wejścia są bardzo duże. Dla Polcardu także nie jest to podstawowy biznes, stąd też wynika nasza pozycja rynkowa.

Skoro rynek jest atrakcyjny, to pewnie w przyszłości zainteresują się nimi banki. Choćby eService z PKO BP, w którym rozliczacie transakcje.

Mamy tę przewagę nad bankami, że możemy dać klientom wiele usług dodanych. Sukces w naszej branży polega na współpracy z całą grupą banków, dla której je- steśmy partnerem, a nie konkurentem. To nasza przewaga nad ewentualnymi projektami banków, które zawsze niechętnie współpracują z bezpośrednimi rywalami.

Podobnie jest z bankomatami?

Tak. Dla banków to obciążenie, a dla nas atrakcyjna nisza, doskonale pasująca do pozostałej działalności eCardu. Dlatego chcemy mieć sieć 400-600 bankomatów. Przy tej wielkości będzie to opłacalne. W Polsce jest ciągle mniej maszyn niż na Zachodzie, a my wyposażymy je jeszcze w dodatkowe usługi.

Bankomaty są ujęte w prognozach?

Nie, choć wpływy z tego segmentu mogą pojawić się już za kilka miesięcy. Nasze prognozy nie uwzględniają też wejścia na rynek personalizacji kart. Dlatego zakładane przez nas wyniki uważamy za bardzo ostrożne.

Mimo zmian w eCardzie w tym roku znów spółka zanotuje stratę. Nie za wcześnie na upublicznienie spółki?

Oczywiście mogliśmy poczekać parę kwartałów i wejść na parkiet ze znacznie lepszymi raportami. Decyzja o IPO to jednak wybór strategiczny, na który zdecydowaliśmy się już przed rokiem. Tu nie chodzi o pieniądze, ale o prestiż związany ze statusem spółki publicznej. Zwiększa on jej wiarygodność w relacjach z partnerami w Polsce i za granicą.

Wydaje się, że jesteście spokojni o powodzenie IPO.

Cena emisyjna pozwala na realizację przyjętej strategii, zadowala dotychczasowych akcjonariuszy, a jednocześnie daje nowym inwestorom możliwość zajęcia pozycji w spółce o dużych perspektywach na atrakcyjnym, z punktu widzenia ryzyka, poziomie cenowym.