Niemal wszystkie akcje zyskują na wartości, ale nie walory Kruka.
W. Kruk, jedyna na giełdzie spółka zajmująca się sprzedażą dóbr luksusowych (m.in. biżuterii i odzieży), chce do końca roku odrobić 2,5 mln zł straty z pierwszego półrocza, w którym straciła prawie 5 mln zł.
— Czekamy na grudzień, który zawsze jest dla nas najlepszy. Prognozy są dobre, więc nie sądzę, aby grupa miała problemy z osiągnięciem 1,3 mln zł zysku — mówi Jan Rosochowicz, prezes W. Kruka.
W ubiegłym roku grupa ledwie wyszła na plus.
— Rytosztuka, spółka oferująca biżuterię skierowaną do niższego segmentu rynku, która najbardziej zaszkodziła ubiegłorocznym wynikom, jest już na prostej. W tym roku powinna zarobić około 220 tys. zł. Niestety, Deni Cler, która zawsze zarabiała po 0,7-1,2 mln zł, w tym roku prawdopodobnie będzie pod kreską — wyjaśnia prezes.
Jego zdaniem, dużo zależy od pogody. Im będzie zimniej, tym większa szansa, że nowa kolekcja odzieży jesienno-zimowej Deni Cler przyjmie się na rynku.
Giełdowa przygoda Kruka to na razie pasmo porażek. Najpierw nie udało się sprzedać wszystkich akcji w ofercie publicznej po minimalnej cenie, określonej przez zarząd w widełkach. Walory zadebiutowały bez premii, po cenie takiej jak w ofercie — 35 zł. Jeszcze na tej samej sesji spadły o 9 proc. Teraz kosztują zaledwie 18 zł.
— Nadszarpnęliśmy zaufanie inwestorów do naszej spółki. Zdaję sobie z tego sprawę i chcę to zmienić. Pieniądze pozyskane z emisji zainwestowaliśmy w 18 sklepów. To był dobry wybór, który zacznie procentować — mówi szef Kruka.