Sławomir Stępniewski, prezes Aegis Media, to przedstawiciel branży, która jeszcze kilka lat temu wydawała się przedsionkiem nieba. Domy mediowe, agencje kreatywne to od lat domena wielkich międzynarodowych sieci, które zwykle lokują polskie siedziby w topowych biurowcach na warszawskim Służewcu. Od kilku kwartałów nad branżą reklamową pada jednak deszcz — maleją marże, klienci przykręcają wydatki, przychody kuleją. Co w takiej sytuacji robi Aegis Media, część globalnego giganta Dentsu? Inwestuje w siebie.
— Przez ostatnie lata bardzo się zmienialiśmy, szukaliśmy pomysłu na siebie. Mamy go, nasz biznes rośnie wbrew sytuacji na rynku — twierdzi Sławomir Stępniewski.
Aegisu pomysł na siebie siedzi nie tylko w Excelu i głowach menedżerów. Wylewa się na ściany i przestrzenie, w których pracuje ponad 300 osób. Żadnej szarzyzny, kartonowej bylejakości, sztampy. Ściany mają inspirować, napędzać do biegu. W myśl zasady, że skoro na zewnątrz pada, to w środku świeci słońce.
Panele kolekcjonera
Gabinet prezesa Aegis Media nie powala przestronnością. Ale adrenalinę czuć od wejścia, bo naprzeciwko drzwi wisi worek treningowy, a na parapecie leżą rękawice. Czyżby następca Gołoty?
— To nie do boksu, tylko do szlifowania Krav Magi, na którą mam ostatnio mało czasu, ale przygodę z nią zacząłem długo przed modą na tę sztukę walki — tłumaczy menedżer.
Gdy spojrzeć na marniejące drzewko w rogu i pustawe białe biurko, można odnieść wrażenie, że szef Aegisu być może preferuje zimną, skandynawską wersję wnętrz. Do tej układanki pasuje wymazana flamastrami ściana służąca za tablicę podczas burzy mózgów. Dalej jednak wzrok natrafia na trzy pokaźne panele, których kolorystyka nie pozwala oderwać od nich wzroku. Nic dziwnego, to w końcu prace samego Leona Tarasewicza z 1989 r. Czyżby jednorazowa miłość prezesa? Nic bardziej mylnego.
— Kolekcjonuję sztukę od lat. Moje obrazy to głównie polskie malarstwo z lat 1950-70 — mówi Sławomir Stępniewski.
Rzeczywiście — myszkując po kolejnych pokojach siedziby grupy mediowej, zobaczyć można dzieła bardziej i mniej znanych artystów. Prezes przyniósł do biura kilka dzieł kolorystów i kubistów z poprzednich dekad oraz artystów bardziej współczesnych. W gabinecie ma jeszcze akryl performera Oskara Dawickiego i swój pokaźny portret złożony z kilkuset zdjęć pracowników Aegisu. — To prezent od zespołu na 40. urodziny — wyjaśnia.
Ikea odpada
Na korytarzach królują wybujałe kolory, odważne konstrukcje architektoniczne i ukryte przesłania i hasła. Kluczowe wartości korporacji zaszyte są w muralach kodowanych dziwną czcionką i grą skojarzeń. „Team work” odczytać łatwo, ale „Pioneering”, ukryty w matematycznym wzorze, to już zagadka dla bystrzejszych.
Pracownicy, którym przyszło siedzieć w towarzystwie np. barwnych abstrakcji Małgorzaty Szymankiewicz czy przewrotnych prac Jana Simona (np. „Korespondencja mailowa” pokazująca, ile razy autor został zignorowany przez renomowane galerie), nie narzekają. — Lepsze to chyba niż reprinty z Ikei? — pyta retorycznie jeden ze współpracowników prezesa. &
Intrygujący kierowca.
Za workiem treningowym w gabinecie prezesa schowała się jeszcze jedna grafika. Przywołuje skojarzenia z Royem Lichtensteinem, artystą, który malował obrazy technikami znanymi z komiksów. Jedną z jego prac sprzedano na aukcji w 2011 r. za 43 mln dolarów. Grafika w gabinecie szefa Aegis Media to pastisz dzieła Lichtensteina „In the Car” z 1963 r. Przerobiono w nim kierowcę auta. Przypomina państwu kogoś?
