Jan Kryjak odchodzi, więc notowania Kęt spadają. Są też jednak inne powody wyprzedaży.
Nawet 6 proc. traciły wczoraj rano akcje Grupy Kęty, największej spółki w kraju zajmującej się przetwórstwem aluminium. Wyprzedaż walorów to reakcja na rezygnację Jana Kryjaka, wieloletniego prezesa spółki, choć nie tylko.
— Nie potrafię sobie wyobrazić lepszego menedżera dla tej firmy — mówi Flawiusz Pawluk, analityk z grupy CA IB.
— Nie ma ludzi niezastąpionych — odpowiada Jan Kryjak.
Swoją decyzję tłumaczy realizacją postawionych wcześniej zadań i względami osobistymi.
Nowy (stary) prezes
28 kwietnia zbierze się rada nadzorcza Grupy Kęty. Podczas obrad ma zostać przyjęta rezygnacja prezesa oraz — co w obecnej chwili jest najważniejsze — ma zostać wybrany jego następca.
— Rekomenduję radzie nadzorczej konkretną osobę. Będzie to członek obecnego zarządu, który zagwarantuje kontynuację dobrze ocenianej polityki — mówi Jan Kryjak.
Takie są też oczekiwania analityków.
— Rewolucji na pewno nie będzie. Raczej kontynuacja — uważa Sylwia Jaśkiewicz z CDM Pekao.
— Im mniej czasu minie do wyboru nowego prezesa, tym lepiej dla notowań spółki — zauważa Flawiusz Pawluk.
Analitycy podkreślają, że Jan Kryjak wybrał bardzo dobry moment na odejście — szczyt koniunktury gospodarczej. W ubiegłym roku Grupa Kęty zarobiła na czysto ponad 80 mln zł, w tym roku zysk ma przekroczyć 100 mln zł.
— Istnieje coraz większe ryzyko, że prognozy finansowe nie będą zrealizowane. Rośnie konkurencja, a przy silnym złotym dodatkowo powiększa się import — mówi Michał Marczak, analityk DI BRE Banku, który niedawno wydał rekomendację „redukuj” dla akcji spółki oraz określił cenę docelową na 111 zł (wczoraj akcje najtaniej kosztowały 104 zł).
— Na wyniki niekorzystnie wpływa także wzrost cen aluminium oraz — generalnie — koniunktura gospodarcza, która się pogarsza — dodaje Falwiusz Pawluk.
— Zawsze można spekulować na ten temat. Dziś nie ma podstaw do rewizji prognozy — uspokaja Jan Kryjak.
Nowy prezes będzie musiał podjąć też decyzje dotyczące akwizycji, które od dłuższego czasu spółka zapowiada.
Teraz nadzór
Jan Kryjak piastuje stanowisko prezesa zarządu Kęt od 12 lat, od prawie 10 lat spółka jest notowana na giełdzie i przez ten czas jej kapitalizacja wzrosła ponad 5-krotnie do 1 mld zł obecnie, a w czasie niedawnej hossy przekroczyła nawet 1,5 mld zł. I to koniec kariery zawodowej Jana Kryjaka?
— Nie. Jestem zainteresowany wykorzystaniem mojej wiedzy dotyczącej restrukturyzacji i zarządzania przedsiębiorstwami w nadzorze. Nie interesuje mnie praca na poziomie operacyjnym. Nie podejmę też pracy w sektorze aluminiowym, to byłoby nie fair wobec Kęt — mówi prezes giełdowej spółki.
Niektórzy analitycy nie umniejszając zasług Jana Kryjaka, zauważają też drobne rysy.
Rzecz dotyczy Alumetalu, spółki zależnej, która trafiła za 500 tys. zł w ręce doradców Kęt — firmy IRP. W tym samym roku spółka miała 8,6 mln zł zysku, a rok później 17 mln zł. Transakcję wiąże się z tzw. grupą trzymającą giełdę, czyli opisywanymi na łamach „PB” powiązaniami między inwestorami finansowymi a spółkami przy np. plasowaniu emisji.