W co się uzbroić na wyprzedaż? Oprócz anielskiego spokoju sprzedawcom przyda się przenośny terminal i drukarka.
Każdy, kto przepracował choć rok w handlu detalicznym, wie, co oznacza dla sklepu sezonowa gorączka zakupów. Urwanie głowy przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą. A przecież dochodzą jeszcze wyprzedaże. Wtedy utrzymanie jakości obsługi i szybka reakcja na oczekiwania klientów decydują o finansowym sukcesie lub porażce firmy. Warto przyjrzeć się, jak to robią inni.
Ciekawe rozwiązanie wprowadzili doświadczeni europejscy detaliści — sieci Walmart, Tesco, Marks & Spencer, MIM, WHSmith. Chodzi o mobilne wsparcie sprzedaży.
Organizacja sprzedaży
Czołowe sieci wykorzystują w sklepach przenośne terminale, skanery i drukarki. Ułatwiają one zarządzanie obsługą klientów, sprzedażą oraz stanem półek sklepowych.
Pracownik z przenośnym zestawem może drukować etykiety albo obsługiwać transakcje. W sklepie i na zapleczu działa sieć bezprzewodowa. Dzięki niej wymieniane są informacje między terminalem pracownika a głównym komputerem, który wie, ile zostało towaru i jaką ma on cenę, a także z osobami odpowiedzialnymi za łańcuch dostaw. System skraca kolejki i poprawia obsługę klienta oraz sprawia, że towar staje się dostępniejszy.
Zmieniamy ceny
Francuska sieć MIM ma ponad 200 butików dla młodych kobiet. Co roku używa 20 mln etykiet z cenami, z czego 0,5 mln podczas każdej wyprzedaży. Kiedyś operacja dołączenia cen do bluzek czy sweterków zajmowała sprzedawcom dwa dni. Teraz dzięki przenośnym urządzeniom — mniej niż dzień.
— Poza tym odpada ryzyko, że podczas etykietowania pracownicy się pomylą — mówi Philippe Lafon, menedżer IT w MIM.
Co przyspiesza przecenianie towarów?
— Pracownicy drukują etykiety cenowe przy półkach z towarami, a nie na zapleczu — tłumaczy Rafał Leszczyński, dyrektor ds. kluczowego klienta na Europę Środkową i Wschodnią w Zebra Technologies, firmie dostarczającej współpracujące z wieloma programami biznesowymi mobilne drukarki termiczne i termotransferowe do kodów paskowych, etykiet, paragonów i kart plastikowych.
Rozwiązanie świetnie sprawdza się w sieciach centralnie zarządzających promocjami. Nowe ceny trafiają z głównej kwatery do poszczególnych sklepów, a te wprowadzają je do swoich centralnych komputerów. Przenośne terminale pracowników ściągają z nich nowe informacje. Pracownicy przystępują potem do skanowania kodów paskowych etykiet i jeżeli dowiadują się, że konkretny towar ma przyporządkowaną nową cenę, zmieniają etykiety na miejscu. Reasumując, wystarczy jedno polecenie i przemetkowanie towarów załatwione.
Chodząca kasa
WHSmith, brytyjska sieć sprzedaży prasy i książek, ma na świecie 540 salonów i 800 punktów na lotniskach. Dzięki organizacji ruchomych punktów obsługi klienta w okresach przedświątecznego szału zakupów skróciła o połowę średni czas oczekiwania w kolejce. Sprzedawca podchodzi do klienta tłoczącego się w kolejce i podlicza jego zakupy. Takie rozwiązanie firma wprowadziła w najbardziej obleganych punktach, m.in. w Birmingham i w Liverpoolu.
— Zdecydowaliśmy się na to, gdy badania wykazały, że klienci nie wchodzą do sklepu, jeśli widzą duże kolejki do kas — tłumaczy Mark Branwell z WHSmith.
Podobne rozwiązania stosują już niektórzy rodzimi hurtownicy.
— Przenośne technologie oszczędzają czas i pozwalają obsłużyć więcej klientów. Przestają być problemem niedoświadczeni pracownicy sezonowi, którzy zbyt wolno obsługują klientów, czy też nieczytelne, ręcznie wypisywane etykiety — twierdzi Becky Brooks, dyrektor ds. marketingu do sieci detalicznych w Zebra Technologies.