Dywersyfikacja, oszczędności, zielona energia – to recepta Famuru na sukces w czasach, w których węgiel odchodzi powoli do lamusa.
- Rok 2020 przyniósł diametralne zmiany w polskiej polityce – mówi Mirosław Bendzera, prezes Famuru.

Famur produkuje maszyny i urządzenia dla kopalń, nie tylko węgla, ale i miedzi. Ostatnie lata przyzwyczaiły go do deklaracji polskiego rządu, mówiących o centralnym miejscu węgla w polskiej energetyce i gospodarce. Tymczasem w 2020 r. Komisja Europejska ogłosił Nowy Zielony Ład i uzależniła finansowe wsparcie dla krajów członkowskich od ich zobowiązań w dziedzinie klimatu. Polski rząd gwałtownie zmienił kurs, co dla Famuru ma znaczenie.
- Nasza ekspozycja finansowa na polskie górnictwo to 840 mln zł, z czego 40 mln zł to płatności przeterminowane. Rynek krajowy odpowiada za 67 proc. naszych przychodów – podaje Mirosław Bendzera.
Do zmiany rządowego kursu należy dołożyć kryzys w polskim górnictwie i pandemię, która skłoniła klientów Famuru do zamrożenia nowych projektów. W efekcie zeszłoroczne przychody Famuru spadły aż o 47 proc., do 1,139 mld zł, choć płynność wciąż jest na bezpiecznym poziomie Ten rok nadal ma być trudny, potem w analizach, na które powołuje się Famur, widać odbicie, ale to do optymizmu nie wystarcza.
- Konieczna jest rewizja kierunków strategicznych – mówi Mirosław Bendzera.
Famur planuje m.in. przedstawić plan działania w sektorze odnawialnych źródeł energii.
- Będzie to w przyszłości motor naszego wzrostu. Na początek będziemy zainteresowani fotowoltaiką, potem przyjdzie czas na kolejne technologie – mówi Mirosław Bendzera.