Marże spadają, ceny materiałów mogą poszybować w górę. Będą kłopoty z rentownością kontraktów — wróży branża.

Na razie sytuacja dużych, działających nad Wisłą firm budowlanych jest dobra. Ich portfele puchną od kontraktów zdobytych w okresie świetniej koniunktury. Ich szefowie radzą jednak uważnie przyglądać się obecnie podpisywanym umowom, bo z ich rentownością może być krucho. Rynek, jaki jest, każdy widzi, a firm wykonawczych zaczyna przebywać. Walka o kontrakty będzie więc bezpardonowa.
Firmy zapowiadają, że — mimo wzrostu konkurencji — ich portfele nadal będą puchły. Spore szanse na megawzrost ma Budimex, którego portfel przez ostatnie lata był na stałym poziomie, sięgającym około 3,3 mld zł, a obecnie wynosi 4,5 mld zł, bo grupa właśnie — wespół z Mostostalem Warszawa, zdobyła kontrakt na A1 Pyrzowice — Piekary Śląskie.
— Jeśli do tego dodamy 3,5 mld zł wartości prac na A1 Stryków-Pyrzowice, którą Budimex Dromex będzie realizował po zorganizowaniu finansowania przez Autostradę Południe (koncesjonariusz trasy), to uzyskamy wartość portfela przekraczającą 8 mld zł — zaciera ręce Marek Michałowski, prezes Budimeksu.
Budowlańcy obiecują, że nie dadzą się wpędzić w cenową wojnę i będą walczyć o utrzymanie rentowności. Ostrzegają przed tanimi ofertami w przetargach. Bo wiele z nich jest na poziomie 50-60 proc. kosztorysów, choć spadek cen materiałów i robocizny jest szacowany na 20-30 proc. Wkrótce mogą wzrosnąć i w efekcie podpisywane dziś kontrakty o niskiej rentowności zaczną przynosić straty. Tak było już na początku dekady, a skutki boleśnie odczuła m.in. grupa Budimeksu. Dziś już nie popełni błędów sprzed lat.
Więcej w piątkowym "Pulsie Biznesu".