WYSYŁKOWA SPRZEDAŻ TO MARGINES RYNKU
Rynek książek o tematyce komputerowej jest odbiciem rynku oprogramowania. Nakłady pojedynczych książek nie są wysokie. Jeśli któryś wydawca sprzeda 10 tys. egzemplarzy, to już osiąga sukces. Różne wydawnictwa oferują bowiem bardzo podobne tytuły.
Wydawcy książek informatycznych twierdzą, że coraz większą cześć swojej oferty kierują do zaawansowanych użytkowników komputerów, np. administratorów sieci. W księgarniach dominują jednak pozycje opisujące podstawy działania poszczególnych programów komputerowych, a więc zawierające informacje podobne do tych, jakie znajdują się w instrukcjach obsługi dołączanych do legalnego oprogramowania. Jednak wydawcy książek zaprzeczają, jakoby swoją ofertę kierowali do osób, które tych instrukcji nie mają, czyli do użytkowników pirackich kopii.
— Jeszcze niedawno twierdzenie, że książki informatyczne są przeznaczone dla użytkowników pirackiego oprogramowania było bliskie prawdy. Aktualnie, najpopularniejsze programy ukazują się z bardzo okrojoną instrukcją, a książki są niejako jej rozwinięciem. Dla przykładu, instrukcja do pakietu Microsoft Office ma 600 stron. Tymczasem książki traktujące tylko o jednym elemencie tego pakietu, np. Wordzie lub Excelu, potrafią mieć i po 1000 stron. Ponadto sam Microsoft ma własne wydawnictwo, a trudno tę firmę posądzać o wspieranie piractwa — mówi Piotr Gomoliński, właściciel oficyny Help.
Niektórzy wydawcy książek informatycznych nie są jednak tak bardzo przekonani, że wszyscy nabywcy ich publikacji to posiadacze legalnego softwareŐu.
— Nie ma wątpliwości, że książki komputerowe kupują również użytkownicy legalnego oprogramowania. Instrukcje obsługi są zazwyczaj napisane bardzo pobieżnie i ludzie potrzebują czegoś bardziej zrozumiałego. To zapotrzebowanie zaspokajają książki. Wielu Polaków używa jednak kopii pirackich i nie można udawać, że ci ludzie nie przychodzą do księgarń, aby kupować książki opisujące działanie posiadanego przez nich oprogramowania — twierdzi Lech Koronkiewicz, właściciel wydawnictwa Croma.
Dominuje Microsoft
W księgarniach znaleźć można bardzo podobne tytuły. Większość wydawnictw informatycznych poświęca swoje książki tym samym zagadnieniom co konkurencja. Wszyscy starają się opisywać programy najpopularniejsze w swojej klasie. W praktyce oznacza to, że niektóre oficyny nawet nie publikują tytułów innych niż te poświęcone wytworom firmy Microsoft.
— W poszczególnych segmentach oprogramowania pewne programy praktycznie zmonopolizowały rynek. Jeżeli zaś jakiś program ma milion użytkowników, a jego konkurent tylko 10 tysięcy, to wiadomo, że każdy wydawca woli opisać w książce ten, którego używa milion osób. Prowadzi to jednak do tego, że nakłady pojedynczych tytułów systematycznie spadają — opowiada Lech Koronkiewicz.
Obecnie przeciętny nakład książki informatycznej to 2 do 5 tys. egzemplarzy. Książka, którą uda się sprzedać w 10 tys. egzemplarzy, to już spory sukces wydawniczy. Nakłady bestsellerów nie przekraczają 20 tysięcy. W tej sytuacji oficyny komputerowe coraz ostrzej walczą o rynek.
Do niedawna skutecznym sposobem na zwiększenie sprzedaży było dołączanie do książek darmowego lub sharewareŐowego oprogramowania na dyskietkach lub CD-ROM-ach. Aby przyciągnąć klientów, do niektórych książek dołączano nawet trzy kompakty. Obecnie podobne dodatki stały się tak popularne, że mają coraz mniejsze znaczenie dla potencjalnych nabywców książek.
— Jeżeli tytuł jest kiepski, to i dołączone do książki CD-ROM-y nie pomogą w jego sprzedaży. Zaawansowani użytkownicy komputerów nie są zaś w ogóle zainteresowani tego typu dodatkami. Dla nich liczy się tylko merytoryczna zawartość książki — twierdzi Robert Siejka z wydawnictwa Helion.
Autor kontra tłumacz
Dla niektórych wydawnictw sposobem na zdobycie klientów stali się więc polscy autorzy.
— Książki napisane przez naszych rodaków lepiej odpowiadają polskiej rzeczywistości, a co za tym idzie, lepiej się sprzedają. W przypadku tłumaczeń zdarza się, że pewne niuanse nie mają żadnego znaczenia dla polskiego czytelnika, a z kolei rzeczy dla niego ważne są w ogóle pominięte przez autora — mówi Piotr Gomoliński.
Są jednak i tacy, dla których największą zaletą współpracy z polskimi autorami jest zmniejszenie ryzyka finansowego, jakie wydawnictwo ponosi przy publikacji nowego tytułu.
— Autor jest związany emocjonalnie ze swym dziełem. Zależy mu na tym, aby książka z jego nazwiskiem pojawiła się w księgarniach. W tej sytuacji łatwiej można wynegocjować umowę wiążącą honorarium ze sprzedażą książki. W przypadku tłumaczeń jest inaczej. Jeszcze przed pojawieniem się książki na rynku trzeba zapłacić za licencję jej zachodniemu wydawcy oraz opłacić tłumacza — wyjaśnia Witold Sikorski, wiceprezes wydawnictwa Mikom.
Nie wszystkie oficyny chcą jednak rezygnować z przedruków. Mogą się one bowiem pojawiać w księgarniach razem z nowymi wersjami oprogramowania, wcześniej niż oryginalnie polskie tytuły.
— Amerykańscy autorzy są związani z producentami oprogramowania i mają dostęp do nowych wersji ich wyrobów dużo wcześniej niż pozostali. W USA książki ukazują się często jeszcze przed programami. Nawet biorąc pod uwagę czas pracy tłumacza jest szansa, że tłumaczenie takiej książki trafi na polski rynek równocześnie z programem, którego dotyczy. Tymczasem polski autor może rozpocząć pracę nad książką dopiero wraz z pojawieniem się w Polsce programu — mówi Grażyna Jędrzejec, szefowa działu reklamy wydawnictwa Read Me.
Sposób na zapasy
W walce o klientów właściwie wszystkie oficyny informatyczne uruchomiły sprzedaż wysyłkową swoich książek. Jej udział w całości sprzedaży nie przekroczył jednak w żadnym z wydawnictw kilkunastu procent. Wbrew oczekiwaniom, z usług tego typu nie korzystają głównie mieszkańcy prowincji. Zupełnie nieoczekiwanie sprzedaż wysyłkowa stała się sposobem na wyzbywanie się magazynowych zapasów.
— Drogą wysyłkową dobrze sprzedają się książki specjalistyczne oraz tytuły starsze, których nie można już znaleźć w księgarniach. One zaś najczęściej zainteresowane są wyłącznie nowościami. Kiedy książkę wyprzedadzą, to najczęściej nie zamawiają jej następnej dostawy, lecz interesują się dopiero kolejną nowością — mówi Witold Sikorski.
POTĘGA MICROSOFTU: Kilka miesięcy temu na rynku było ponad 70 tytułów traktujących wyłącznie o Windows 98. Sądzę, że obecnie jest ich jeszcze więcej — twierdzi Piotr Gomoliński, właściciel oficyny Help. fot. Grzegorz Kawecki
OBNIŻANIE KOSZTÓW: Część przekładów pozostawia wiele do życzenia. Prawdopodobnie, aby obniżyć koszty, niektóre wydawnictwa zlecają tłumaczenia studentom lub osobom, które co prawda dobrze znają język angielski, ale nie mają pojęcia o tematyce, której książka dotyczy — mówi Witold Sikorski, wiceprezes wydawnictwa Mikom. fot. BS