Wysyp kontraktów dopieścił Trakcję. Sinusoida straszy

Zbigniew KazimierczakZbigniew Kazimierczak
opublikowano: 2026-04-28 16:28

Rynek budownictwa kolejowego przeżywa spiętrzenie robót. Teraz wygląda to dobrze i pozwala Trakcji chwalić się rekordowymi wynikami. Prezes dostrzega jednak ryzyko w zakresie ciągłości zleceń.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- jak warszawska grupa budowlana osiągnęła ponad dwukrotny wzrost zysku netto

- jakie największe ryzyka dla realizacji ambitnej strategii do 2030 roku widzi prezes Trakcji

- czy spadek zamówień od kluczowego inwestora publicznego w 2026 roku jest faktycznie niegroźny dla branży

- dlaczego prezesowi Trakcji marzy się "wypłaszczenie" zleceń

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Od poczatku 2025 r. warszawska grupa budowlana podpisała kontrakty warte 3,3 mld zł. Pozwoliło to zebrać portfel zamówień przekraczający 4,4 mld zł. Z tej puli najwięcej przypada na zlecenia kolejowe (3,2 mld zł), drogi i mosty (659 mln zł) oraz energetykę (338 mln zł).

- Aktualnie mamy w realizacji 157 kontraktów o wartości 9,2 mld zł. To naprawdę dużo, wymaga bardzo sprawnej organizacji - mówi Stefan Bekir Assanowicz, prezes Trakcji.

Zyski szybsze od przychodów

Pracy w branży jest dużo i to przekłada się na wyniki finansowe. W 2025 r. grupa zwiększyła przychody o 6 proc. do 2,24 mld zł, a zysk netto podskoczył o 128 proc. do 81 mln zł.

- To wielka przyjemność przedstawiać takie wyniki. Wzrost to nie tylko pochodna większej sprzedaży, ale przede wszystkim poprawa rentowności, kontrola kosztów i lepsza wydajność - wyjaśnia Tomasz Wardak, wiceprezes odpowiedzialny za sprawy finansowe.

Tradycyjnie już motorem pociągowym jest spółka matka działająca w Polsce. Dynamikę wyników grupy hamuje nieco jej ramię operujące na Litwie. Obrazuje to kluczowy dla analityków wskaźnik EBITDA (zysk operacyjny plus amortyzacja). W przypadku spółki-matki wynik na tym poziomie wzrósł w ub.r. przeszło trzykrotnie z 33 do 112 mln zł. Po włączeniu litewskich osiągnięć tempo spada jednak "tylko" do 70 proc. (167 mln zł).

- Ciężko pracujemy, żeby nasz kurs giełdowy się umacniał, a inwestorzy byli zadowoleni - dodaje Stefan Assanowicz.

Wskazuje, że wraz z poprawą wyników cena walorów Trakcji urosła w ciągu roku prawie dwukrotnie do około 4,2 zł. Przekłada się to na kapitalizację wynoszącą 2 mld zł.

Stare kontrakty się kończą, nowych będzie mniej

Budowlana grupa przygotowała strategię sięgającą 2030 r., która zakłada wzrost przychodów do 4 mld zł przy poprawie rentowności.

- Wszystko idzie zgodnie z planem, a rynek oceniam pozytywnie. Jeśli brać pod uwagę tę część Europy, to u nas dzieje się najwięcej- twierdzi prezes.

Przyznaje jednak, że największe ryzyko dla realizacji strategii widzi w ciągłości zamówień od kontrahentów.

- Teraz mamy największe spiętrzenie operacyjne na obu naszych rynkach. To pokłosie lat minionych, a wiele dużych kontraktów jest obecnie finalizowanych - mówi szef Trakcji.

Dariusz Nawrot, analityk Domu Maklerskiego Noble Securities potwierdza, że obawy prezesa dotyczące sinusoidy kontraktowej mogą być słuszne.

- Okres 2024-25 był obfity w zamówienia, a realizuje się je trzy-cztery lata. Wygląda na to, że w kolejnych miesiącach będzie ich mniej. Świadczą o tym choćby informacje napływające od najważniejszego inwestora, czyli PKP PLK. Na zeszły rok ta firma miała plany przetargowe opiewające na 27 mld zł, a na rok 2026 jest to już tylko 9,5 mld zł, czyli prawie trzykrotnie mniej - zauważa specjalista.

Ta luka nie jest groźna

Prezes Trakcji przyznaje, że marzy mu się wypłaszczenie w zleceniach, tak, aby były dłużej rozłożone w czasie, za to bez górek i dołków.

- Musimy planować nasze inwestycje w szerokim horyzoncie. Branża jest specyficzna, to i maszyny specjalne, inaczej niż w budownictwie drogowym, gdzie wywrotkę można kupić czy sprzedać od ręki. Nasze maszyny trzeba zmawiać według konkretnej specyfikacji i potrafią kosztować nawet 50 mln zł. One nie mogą pracować tylko trzy lata, a na to trzeba mieć odpowiedni rynek inwestycyjny, przewidywalny w dłuższym horyzoncie - wyjaśnia Stefan Assanowicz.

Prezes podkreśla, że prywatne podmioty nie zastąpią dużych inwestycji publicznych. A sinusoida w zamówieniach grozi wojną cenową w gorszych okresach.

- Niektóre firmy może ona wpędzić w kłopoty - dodaje.

Analityk uspokaja jednak, że luka w zleceniach jest spodziewana, ale przynajmniej ta najbliższa nie powinna trwać za długo i być zbyt bolesna.

- Już w 2027 r. PKP PLK powinny znowu zwiększyć zamówienia, a do tego ze swoimi zleceniami dołączy Port Polska [d. CPK - red.). Ta fala kontraktów przełoży się na wyniki spółek w latach 2028-29 - przewiduje Dariusz Nawrot.