Od poczatku 2025 r. warszawska grupa budowlana podpisała kontrakty warte 3,3 mld zł. Pozwoliło to zebrać portfel zamówień przekraczający 4,4 mld zł. Z tej puli najwięcej przypada na zlecenia kolejowe (3,2 mld zł), drogi i mosty (659 mln zł) oraz energetykę (338 mln zł).
- Aktualnie mamy w realizacji 157 kontraktów o wartości 9,2 mld zł. To naprawdę dużo, wymaga bardzo sprawnej organizacji - mówi Stefan Bekir Assanowicz, prezes Trakcji.
Zyski szybsze od przychodów
Pracy w branży jest dużo i to przekłada się na wyniki finansowe. W 2025 r. grupa zwiększyła przychody o 6 proc. do 2,24 mld zł, a zysk netto podskoczył o 128 proc. do 81 mln zł.
- To wielka przyjemność przedstawiać takie wyniki. Wzrost to nie tylko pochodna większej sprzedaży, ale przede wszystkim poprawa rentowności, kontrola kosztów i lepsza wydajność - wyjaśnia Tomasz Wardak, wiceprezes odpowiedzialny za sprawy finansowe.
Tradycyjnie już motorem pociągowym jest spółka matka działająca w Polsce. Dynamikę wyników grupy hamuje nieco jej ramię operujące na Litwie. Obrazuje to kluczowy dla analityków wskaźnik EBITDA (zysk operacyjny plus amortyzacja). W przypadku spółki-matki wynik na tym poziomie wzrósł w ub.r. przeszło trzykrotnie z 33 do 112 mln zł. Po włączeniu litewskich osiągnięć tempo spada jednak "tylko" do 70 proc. (167 mln zł).
- Ciężko pracujemy, żeby nasz kurs giełdowy się umacniał, a inwestorzy byli zadowoleni - dodaje Stefan Assanowicz.
Wskazuje, że wraz z poprawą wyników cena walorów Trakcji urosła w ciągu roku prawie dwukrotnie do około 4,2 zł. Przekłada się to na kapitalizację wynoszącą 2 mld zł.
Stare kontrakty się kończą, nowych będzie mniej
Budowlana grupa przygotowała strategię sięgającą 2030 r., która zakłada wzrost przychodów do 4 mld zł przy poprawie rentowności.
- Wszystko idzie zgodnie z planem, a rynek oceniam pozytywnie. Jeśli brać pod uwagę tę część Europy, to u nas dzieje się najwięcej- twierdzi prezes.
Przyznaje jednak, że największe ryzyko dla realizacji strategii widzi w ciągłości zamówień od kontrahentów.
- Teraz mamy największe spiętrzenie operacyjne na obu naszych rynkach. To pokłosie lat minionych, a wiele dużych kontraktów jest obecnie finalizowanych - mówi szef Trakcji.
Dariusz Nawrot, analityk Domu Maklerskiego Noble Securities potwierdza, że obawy prezesa dotyczące sinusoidy kontraktowej mogą być słuszne.
- Okres 2024-25 był obfity w zamówienia, a realizuje się je trzy-cztery lata. Wygląda na to, że w kolejnych miesiącach będzie ich mniej. Świadczą o tym choćby informacje napływające od najważniejszego inwestora, czyli PKP PLK. Na zeszły rok ta firma miała plany przetargowe opiewające na 27 mld zł, a na rok 2026 jest to już tylko 9,5 mld zł, czyli prawie trzykrotnie mniej - zauważa specjalista.
Ta luka nie jest groźna
Prezes Trakcji przyznaje, że marzy mu się wypłaszczenie w zleceniach, tak, aby były dłużej rozłożone w czasie, za to bez górek i dołków.
- Musimy planować nasze inwestycje w szerokim horyzoncie. Branża jest specyficzna, to i maszyny specjalne, inaczej niż w budownictwie drogowym, gdzie wywrotkę można kupić czy sprzedać od ręki. Nasze maszyny trzeba zmawiać według konkretnej specyfikacji i potrafią kosztować nawet 50 mln zł. One nie mogą pracować tylko trzy lata, a na to trzeba mieć odpowiedni rynek inwestycyjny, przewidywalny w dłuższym horyzoncie - wyjaśnia Stefan Assanowicz.
Prezes podkreśla, że prywatne podmioty nie zastąpią dużych inwestycji publicznych. A sinusoida w zamówieniach grozi wojną cenową w gorszych okresach.
- Niektóre firmy może ona wpędzić w kłopoty - dodaje.
Analityk uspokaja jednak, że luka w zleceniach jest spodziewana, ale przynajmniej ta najbliższa nie powinna trwać za długo i być zbyt bolesna.
- Już w 2027 r. PKP PLK powinny znowu zwiększyć zamówienia, a do tego ze swoimi zleceniami dołączy Port Polska [d. CPK - red.). Ta fala kontraktów przełoży się na wyniki spółek w latach 2028-29 - przewiduje Dariusz Nawrot.
