Wzrok Witkacego przeszyje inwestora

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 2015-11-16 22:00

Mówienie o fotografiach jako o aktywach może być trochę niestosowne, ale widząc, w jakim kierunku rozwija się ich rynek, trudno się temu oprzeć.

W cenach kolekcjonerskich odbitek właściwie nie można mieć rozeznania, jeśli obserwuje się wyłącznie wyniki nielicznych aukcji, ale nie zmienia to faktu, że początkującemu kolekcjonerowi właśnie od tego najłatwiej byłoby zacząć. Już przeglądając sam katalog warszawskiej aukcji z 17 listopada, można przyswoić całkiem sporo prostych i przydatnych informacji — pod warunkiem jednak, że nie zainteresuje nas tylko cena i ewentualne elementy nagości, ale też wartość kolekcjonerska, o której decydują m.in. typ odbitki czy nakład.

NARKOTYCZNA LICYTACJA:
NARKOTYCZNA LICYTACJA:
Aukcje rzadkich zdjęć Witkacego nie mają zwykle zbyt spokojnego przebiegu — dzisiaj cena startowa wynosi 15 tys. zł, ale podobny portret, tylko w wyraźnie gorszym nastroju, kosztował już kiedyś 42 tys. USD (166 tys. zł).
FOTOGRAFIA KOLEKCJONERSKA

Zbliżenie na ceny

W związku z tym, że krajowy rynek fotografii jest dopiero w bardzo początkowej fazie rozwoju, każda wiadomość o rekordzie rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych wydaje się dla inwestorów przejmująca.

Ceny zupełnie przeciętne dla galerii zagranicznych są dla lokalnego obiegu rzadko spotykane, bo wielokrotnie wystawiane prace nagrodzonych autorów można czasami kupić nawet za kilkaset albo kilka tysięcy złotych. Najważniejsza nie jest jednak informacja o samej dostępności cenowej, ale o tym, że nie decyduje o niej jakość oferty, tylko stopień zainteresowania rynkiem, który — pomimo wyraźnego wzrostu — nie jest jeszcze tak wysoki jak na przykład w przypadku malarstwa.

Chociaż płytkie porównania wartości zdjęć i olejnych obrazów z reguły nic nie dają, trudno nie zauważyć, że jeśli zamierzamy rozpocząć kolekcjonowanie od prac artystów najbardziej rozpoznawalnych, zbieranie dobrze ocenionych fotografii może być dobrym rozwiązaniem — ceny wywoławcze znanych zdjęć stanowią przecież tylko ułamek tych, od których licytuje się zwykle olejne obrazy.

Słowo klucz o vintage

Późniejszą odbitkę zdjęcia, które wykonał w Paryżu Tadeusz Rolke, można zacząć licytowaćod 2,5 tys. zł, niskonakładową fotografię Józefa Robakowskiego od 9 tys. zł, a od 7 tys. zł vintage print — czyli wczesną odbitkę autorską — Jerzego Kosińskiego, której twórca, w przeciwieństwie do autora „Malowanego ptaka”, jest określony jasno.

Podobne ceny przypisane są też pracom Edwarda Hartwiga, Ryszarda Horowitza czy Zofii Rydet, a pozyskanie do kolekcji dwóch artystów naraz można w pewnym sensie zrealizować, licytując od 4 tys. zł zdjęcie, które w latach 60. Paweł Pierściński zrobił przyszłej skandalistce Natalii LL — słynnej z perwersyjnej konsumpcji kisielu, parówek czy bananów. W błyskawicznym przeglądzie oferty, poza estymacjami w granicach kilkudziesięciu tysięcy złotych, warto zwrócić też uwagę na te, które kończą się dopiero na 80 czy 100 tys. zł — pierwsza kwota spodziewana jest za twarz Witkacego, druga natomiast za kształt, który ciężko byłoby nazwać, autorstwa Karola Hillera.

Jeśli więc Witkacy do tej pory kojarzył nam się mało precyzyjnie z jakimiś pastelami, a Hillera nie znaliśmy wcale, obie prace dostarczą nam kilku istotnych wskazówek, przede wszystkim dlatego, że bardzo się od siebie różnią. Chociaż obie odbitki są typu vintage print i powstały na początku lat 30., fotografia Witkacego to ujęcie portretowe, przekazujące wyraźnie jeden ze zmiennych stanów ducha autora, a kompozycja Hillera to wyjątkowo autorski układ szarawych maźnięć, których nazwa — heliografika — z początku niewiele wyjaśnia.

Miękkie i organiczne kształty, które niczego nie przedstawiają, to tzw. biomorficzna abstrakcja, a tajemnicza heliografika to opracowana przez Hillera technika, która polegała na malowaniu kompozycji na błonach celuloidowych czy szklanych kliszach i robieniu z nich odbitek fotograficznych. Chociaż Hiller został wysłany przez ojca na studia chemiczne, a Witkacy od swojego dostał tylko aparat, do eksperymentów z pierwiastkami w fotografii podchodzili z równym zaangażowaniem — przy czym widać wyraźnie, że Hiller testował swoje mikstury na kliszach, a Witkacy głównie je spożywał i wciągał.