Na razie zniżki nie są spektakularne, ale też trudno uznać je za zaskakujące. Z technicznego punktu widzenia, ceny ropy naftowej poruszały się w rejonie wykupienia już od wielu dni, więc chociażby korekcyjna zniżka ma uzasadnienie. Poza tym, również fundamentalnie pojawiły się argumenty za spadkiem notowań ropy naftowej, przynajmniej w krótkoterminowej perspektywie.
Głównym tematem bieżącego tygodnia na rynku ropy naftowej jest bowiem powrót do negocjacji na linii USA-Iran. Rozmowy te to przede wszystkim pewien symbol tego, że Joe Biden – w przeciwieństwie do Donalda Trumpa – jest otwarty na negocjacje z tym krajem w kwestii wznowienia paktu nuklearnego. Porozumienie to, zawarte między tymi krajami w 2015 r. i zerwane w 2018 r., znosiło sporą część sankcji, narzuconych wcześniej przez USA na Iran.
Obecnie inwestorzy próbują ocenić, na ile prawdopodobne jest ponowne zniesienie sankcji i otworzenie Iranowi drogi do większej produkcji ropy naftowej. Niewątpliwie ten kraj ma potencjał – Iran niegdyś był drugim największym producentem ropy naftowej w kartelu OPEC, z produkcją przekraczającą 5 mln baryłek ropy dziennie. Jeszcze przed ponownym narzuceniem sankcji w 2018 r., Iran eksportował dziennie około 2,5 mln baryłek ropy.
Porozumienie na linii USA-Iran z pewnością byłoby istotnym krokiem dyplomatycznym dla obu krajów – a na rynku ropy mogłoby oznaczać powrót wyraźniejszej presji spadkowej. Tymczasem na razie do inwestorów docierają informacje o tym, że nawet mimo sankcji, Iran radzi sobie jak może: bazując na danych dotyczących ruchu tankowców, wyliczono, że eksport ropy naftowej z Iranu w tym miesiącu po raz pierwszy od prawie trzech lat przekroczył 1 mln baryłek dziennie. Większość irańskiej ropy trafia do Chin.