Wzrost rentowności nie kończy hossy, ale…

  • Przemysław Kwiecień
opublikowano: 12-06-2015, 07:00

Ostatnia korekta na rynkach akcji Europy Zachodniej to po części zasługa Grecji, ale chyba jednak w przeważającej mierze efekt wzrostu rentowności obligacji

. W ubiegłym tygodniu EBC dał do zrozumienia, że nie zamierza na razie nic z tym robić i w tym rentowności dalej rosły. Czy zatem jest to koniec rynku byka?

Rentowności na europejskim rynku długu spadały szybko w drugiej połowie 2014 r. i w pierwszych miesiącach 2015 r., pomagając bardzo rynkom akcji. Zależność jest tu dość prosta: przy danych perspektywach makro niższa rentowność obniża stopę dyskonta, dzięki temu przyszłe zyski są warte więcej i wyceny spółek idą w górę.

Wiosną mieliśmy w pewnym momencie sytuację, gdy dane makro w Europie się poprawiały, a rentowności spadały, co dla inwestorów na rynkach akcji jest idealnym zbiegiem okoliczności. W rezultacie rentowność niemieckich 10-latek spadła poniżej 0,1 proc., a DAX poszybował na historyczny szczyt. Od kilku tygodni coś się jednak zmieniło i rentowności zaczęły dość gwałtownie rosnąć.

Mario Draghi, prezes EBC, podczas czerwcowej konferencji powiedział, że nie ma objawów zbyt dużej dźwigni, ale posługiwał się on dźwignią w sektorze bankowym.

Przede wszystkim należy obalić tu mit relokacji aktywów z rynków obligacji na rynki akcji dzięki poprawie koniunktury. Po pierwsze, przecena obligacji nie miała żadnego związku z danymi z Europy, a wręcz doszło do niej w momencie, gdy te dane zaczęły nieco rozczarowywać. Po drugie, wcześniej przez wiele miesięcy zarówno akcje, jak i długoterminowe obligacje drożały w tandemie dzięki skrajnie taniemu finansowaniukrótkoterminowym pieniądzem. Na rynku mówiło się o skoordynowanym działaniu funduszy hedgingowych, niezależnie jednak od przyczyny szeroki rynek uwierzył, że rentowności nie wrócą już do wiosennych minimów. Mało tego, EBC sugerujący, że nie widzimy jeszcze „niechcianego zacieśnienia”, niejako akceptuje wyższe rentowności, dając do zrozumienia, że wzrost powyżej 1 proc. w przypadku niemieckich 10-latek to zbyt mało, aby zmusić go do choćby werbalnej interwencji.

Czy zatem oznacza to, że hossa w Europie się skończyła?

Wyższe rentowności obniżają wyceny za pomocą przedstawionegowyżej mechanizmu, o ile nie towarzyszy temu wzrost oczekiwań dotyczących koniunktury. Skoro rentowności rosną szybko, perspektywy również musiałyby szybko się poprawiać, a tak nie jest. Tym niemniej spadek papierowych wycen sam w sobie nie musi wywołać gwałtownej przeceny. Wyższe długoterminowe stopy to problemy dla rządów i rynku nieruchomości, ale tu wpływ na koniunkturę rynkową też nie jest bezpośredni. Kluczowe jest to, co dzieje się na krótkim końcu krzywej, gdyż tu jest pieniądz finansujący dźwignię. Mario Draghi, prezes EBC, podczas czerwcowej konferencji powiedział, że

nie ma objawów zbyt dużej dźwigni, ale posługiwał się on dźwignią w sektorze bankowym. Tymczasem relacja kredytów na zakup akcji do PKB w USA, gdzie mamy szczegółowe dane, jest w okolicach historycznych maksimów, obrazując skalę lewarowania globalnych inwestorów. Krótkoterminowe stopy wkrótce zaczną rosnąć w USA, ale nie w Europie. Trzeba jednak pamiętać, że finansowanie to może wysychać nie tylko w konsekwencji wyższych stóp banku centralnego, ale także w wyniku skokowego wzrostu ryzyka. Tutaj jednak też nie ma oczywistych zagrożeń. Grecja naszym zdaniem takim zapalnikiem nie jest.

Reasumując, wzrost długoterminowych stóp sam w sobie nie oznacza definitywnego końca hossy. Ale jeśli kłopoty zaczną się również z pieniądzem na krótkim końcu, inwestorzy powinni być gotowi do szybkiej reakcji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemysław Kwiecień CFA X-Trade Brokers DM

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu