Xelion: W USA widać pro-wzrostowe nastroje

Piotr Kuczyński
24-08-2007, 09:50

W czwartek, po decyzji Bank of America, który kupił za 2 mld USD obligacje zamienne na akcje Countrywide Financial, początek sesji na rynkach europejskich mógł być tylko jeden: indeksy rosły. Wspomagał ten wzrost tracący do dolara jen. Skala wzrostu była jednak niewielka, ale im bliżej było do otwarcia sesji w USA tym odważniejsza stawała się podaż.

Można zakładać, że podziałały dwie informacje. Bank of China (drugi co do wielkości bank chiński) poinformował, że w portfelu ma 9,7 mld USD aktywów bazujących na amerykańskich ryzykownych kredytach hipotecznych. Poza tym Financial Times w swoim internetowym wydaniu poinformował, że Home Depot ma problemy ze sprzedażą swojego oddziału handlu hurtowego, bo banki nie bardzo chcą sfinansować transakcję, mimo że cena została znacznie obniżona. Nic dziwnego, że indeksy zakończyły sesję na najniższym (ale pozytywnym) poziomie.

W USA po decyzji Bank of America zapowiadała się bardzo "bycza" sesja, ale informacje z Chin i z Home Depot ochłodziły nastroje. Najmocniej jednak chyba podziałał wywiad Angelo Mozilo, szefa Countrywide Financial, który powiedział, że kryzys na rynku nieruchomości może doprowadzić do recesji w gospodarce amerykańskiej. Dodał też jednak, że jego firma nie jest zagrożona. Nie była to jednak nowa informacja, bo przecież Alan Greenspan, były szef Fed też w lutym tak mówił. Poza tym prawdopodobieństwo nie jest pewnością.

Niczego nie zmieniła publikacja danych o tygodniowej ilości noworejestrowanych bezrobotnych w USA, ale trzeba odnotować, że były gorsze od oczekiwań rynku (322 tys.). Kurs EUR/USD jednak trochę wzrósł, a to pomogło we wzroście cen miedzi i ropy. Złoto nie zmieniło ceny. W dalszym ciągu jednak zachowanie tych rynków nie miało żadnego znaczenia - wpatrywano się w rynek akcji.

Na giełdach akcji, po początkowym wzroście indeksów, podaż, zachęcona złymi informacjami, przystąpiła do działania i indeksy przez 4 godziny spadały. Zniżka była o 19.30 już całkiem pokaźna, ale wtedy obóz byków wszedł do akcji i, co prawda z problemami, poprowadził indeksy na północ. Nie udało się zamknąć sesji wzrostem indeksów, ale trzeba odnotować, że jeszcze tydzień temu złe informacje z całą pewnością doprowadziłyby do ostrej przeceny. Tym razem tak się nie stało. Sesja była bardzo spokojna, a spadki indeksów wyglądały jak całkowicie normalna realizacja zysków po dużych wzrostach indeksów. Takie zachowanie rynku sygnalizuje, że nastroje zmieniły się na bycze i daje szanse na kontynuowanie wzrostów.

Po sesji Gap podniósł prognozy, więc kurs jego akcji rósł. Jednak zawiodły Marvell i Brocade, więc indeks handlu posesyjnego (AHI) spadł. Traciły też rano kontrakty na amerykańskie indeksy, bo spadały indeksy w Azji (normalna korekta i reakcja na informację o stratach Bank of China). Trzeba jednak odnotować, że spadki były niewielkie, co potwierdza tezę o znacznie zmniejszającym się wpływie informacji z rynku długu na indeksy giełdowe. Dzisiaj przed południem dowiemy się jak w strefie euro rozwijała się w sierpniu gospodarka, bo opublikowane zostaną indeksy PMI dla sektora usług i produkcyjnego. Co prawda będą to dane wstępne, ale europejscy ekonomiści rzadko się mylą, więc można założyć, że będą bardzo zbliżone do ostatecznych. Nie zmienia to postaci rzeczy, że reakcja będzie umiarkowana i chwilowa (jak zwykle po publikacji europejskich danych). Oczywiście im lepsze dane tym lepiej dla euro i akcji.

Po południu w USA zostaną opublikowane raporty o zamówieniach na dobra trwałego użytku i sprzedaży nowych domów. Jeśli chodzi o zamówienia to najbardziej obserwowane będą te bez środków transportu. W czerwcu spadły i jeśli lipiec potwierdzi ten trend to nic dobrego gospodarce wróżyć nie będzie. Reakcja rynków powinna być jednak umiarkowana. Gracze czekać będą na dane o sprzedaży nowych domów, ale wydaje się, że musiałyby być naprawdę bardzo złe, żeby przełożyły się na spadki cen akcji i osłabienie dolara. Wszyscy wiedzą, że stan rynku nieruchomości jest bardzo zły, więc zaskoczeniem mogą być tylko dane lepsze od oczekiwań. One bardzo pomogłyby zarówno akcjom jak i dolarowi.

Spokojny dzień w Warszawie

W czwartek złoty nadal od rana wzmacniał się do obu głównych walut. Pomagało mu umocnienie euro do dolara i wzrost kursu USD/JPY. W niczym nie zmieniła sytuacji publikacja lipcowej inflacji bazowej w Polsce. Odnotować trzeba jednak, że była ona niższa od oczekiwań (1,5 proc.), co może zmniejszyć chęć podniesienia stóp na przyszłotygodniowym posiedzeniu RPP. Z opublikowanego w czwartek protokołu z ostatniego posiedzenia można było wywnioskować, że Radę niepokoi wzrost presji inflacyjnej wynikający ze wzrostu płac, ale jej członkowie nie są zgodni z oceną wpływu podwyżek stóp na zachowanie kursu złotego. Ta publikacja też nie miała żadnego wpływu na rynek. Od południa złoty zaczął tracić podążając za osuwającymi się kursami EUR/USD i USD/JPY. Mimo, że te kursy w końcu dnia wypracowały małe wzrosty to złoty nieznacznie stracił do obu głównych walut.

Dzisiaj dowiemy się, jaka w Polsce w lipcu była sprzedaż detaliczna i stopa bezrobocia. Dane istotne, bo pokażą czy popyt wewnętrzny nadal szybko rośnie. Ważne też dla RPP, która w przyszłym tygodniu będzie obradowała i podejmie decyzje o poziomie stóp procentowych. Nie przypuszczam jednak, żeby te dane miały jakiś wpływ na zachowanie rynków. Teoretycznie im wyższa sprzedaż i niższa stopa bezrobocia tym lepiej dla złotego. Indeksy giełdowe nie zareagują.

GPW w czwartek też nie miała innego wyjścia - poszła śladem innych indeksów europejskich. Od początku sesji indeksy rosły o dwa procent, ale prawie natychmiast podaż przystąpiła do działania i skala zwyżki została znacznie zredukowana. Zdecydowanie najmocniejszy był sektor bankowy. WIG20 szybko spadł do poziomu jedynie o 0,5 proc. wyższego, poczym zaczął znowu rosnąć. To było klasyczne zachowanie bardzo silnego rynku, ale przed otwarciem sesji w USA, kiedy indeksy na innych giełdach europejskich zaczęły się osuwać, nasz rynek też posłusznie ruszył na południe. Udało się jednak zakończyć sesję niewielkimi zwyżkami.

Wbrew pozorom uważam, że takie zachowanie rynku sygnalizuje bardzo pro-wzrostowe nastroje. Jeszcze dwa dni temu osuwanie indeksów na innych giełdach europejskich doprowadziłoby do panicznej wyprzedaży - w czwartek zmniejszyło jedynie skalę zwyżki indeksów. Trzeba też odnotować, że zostały wygenerowane wstępne sygnały kupna. Mogą być one oczywiście bardzo szybko zanegowane, ale trzeba je brać pod uwagę. Wczorajsza sesja w USA może dzisiaj doprowadzić do neutralnego lub lekko negatywnego otwarcia sesji, ale w dowolnej chwili (choćby po publikacji danych makro w USA) indeksy mogą ruszyć na północ.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Xelion: W USA widać pro-wzrostowe nastroje