Menedżerowie prywatnych szpitali, tak jak ich koledzy ze służby publicznej, narzekają na NFZ. Ale potrafią się z nim dogadać.
Do tej pory zbankrutowały trzy prywatne szpitale, w tym jeden z winy NFZ, do czego fundusz się przyznał. Nie znaczy to, że pozostałym żyje się lekko. Menedżerowie prywatnych placówek lubią ponarzekać. Oczywiście na NFZ. Że faworyzuje konkurencję, która jest na państwowym garnuszku, że prywatnej inicjatywie stawia wyższe wymagania itp. Zresztą dostaje im się nie tylko od funduszu, ale też innych państwowych służb.
— Sanepid przymyka oko na niedociągnięcia placówek publicznych, za to rygorystycznie egzekwuje powinności od placówek niepublicznych — mówi Adam Kozierkiewicz, dyrektor Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Prywatnej Służby Zdrowia.
Inwestycje i zyski
Mimo to prywatna opieka medyczna radzi sobie całkiem nieźle. Adam Kozierkiewicz mówi, że największe firmy notują 20-30-procentowy wzrost przychodów. O zyskach na razie nie ma mowy, bo cały zarobek idzie od razu na inwestycje.
Ale nie tylko największym udaje się ugrać coś dla siebie. Także ci mniejsi potrafią wyjść na swoje w kontaktach z funduszem. Firma Scanmed, pionier na rynku studenckiej służby zdrowia, dwa lata temu przejęła akademicki ZOZ w Krakowie z ponad 40 tys. studentów. Przed fuzją jej zysk wyniósł 700 tys. zł. Koszty restrukturyzacji studenckiej przychodni pochłonęły znaczną część zarobku z 2005 r. Mimo to Scanmed wyszedł na plus — zarobił 200 tys. zł. W 2006 r. spodziewa się pobić rekord i zarobić co najmniej 1,5 mln zł. Połowa przychodów firmy pochodzi z kasy NFZ.
Ucz się, by zarabiać
Piotr Garboliński, wiceprezes Scanmedu, przyznaje, że fundusz jest trudnym partnerem. Dlatego konieczna jest doskonała znajomość procedur i przepisów.
— Współpraca z NFZ przypomina jazdę na dzikim koniu. Nigdy nie wiadomo, w którą stronę ruszy — uważa Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych (OSSN).
Branżę irytuje nie tylko podział rynku na gorszych i lepszych, ale także system kontraktacji usług, który wyklucza jakiekolwiek sensowne planowanie. Umowę z NFZ podpisuje się na rok. Bywa jednak, że fundusz w trakcie umowy zmienia reguły.
— Kiedyś kupiliśmy urządzenie do biopsji piersi, bo NFZ zgodził się płacić za badania. I płacił, ale po kilku miesiącach obniżył wysokość należności o połowę — mówi Piotr Gerber, prezes EMC Instytut Medyczny.
NFZ jest kluczowym klientem prywatnych szpitali. Z 336 mln zł przychodów w 2006 r. 50,3 proc. wpłacił właśnie fundusz.