Z konkluzji każdy wybiera co chce

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-10-23 20:00

Rada Europejska (RE) jest kolegialną głową Unii Europejskiej (UE), a zarazem najważniejszym organem decyzyjnym.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Paradoks polega na tym, że jej konkluzje mają znaczenie podobne do znanych u nas z epoki PRL uchwał Komitetu Centralnego PZPR. Absolutnie nie wchodzą do acquis communautaire, czyli wspólnotowego dorobku prawnego, współtworzonego przez traktaty (prawo pierwotne) oraz dokumenty instytucjonalne (prawo wtórne) – rozporządzenia, dyrektywy, decyzje, zalecenia i opinie. Ogromne znaczenie ma drobiazg – otóż konkluzje RE przyjmowane są jednomyślnie przez 27 prezydentów/premierów, z których każdy ma swoje ambicje i reprezentuje interesy swojego państwa. Dlatego pisane są unijnym slangiem, wobec którego zwyczajny czytelnik staje przed problemem „co autor chciał powiedzieć”.

Dla przykładu zacytuję niektóre zapisy konkluzji szczytu RE z 20-21 października. Najwięcej miejsca w tym dokumencie naturalnie zajęła wojna napastnicza Rosji z Ukrainą, pełen słów potępienia rozdział „Eskalująca agresja Rosji” został przyjęty zgodnie. Schody zaczęły się podczas długiej nocnej debaty energetycznej. RE zaakceptowała m.in. „tymczasowe dynamiczne widełki cenowe dla transakcji dotyczących gazu ziemnego pozwalające natychmiast ograniczyć epizody występowania nadmiernych cen gazu, przy uwzględnieniu zabezpieczeń przedstawionych w projekcie rozporządzenia Rady UE” oraz „tymczasowe ramy UE mające ograniczyć ceny gazu przy wytwarzaniu energii elektrycznej – w tym analiza kosztów i korzyści – bez zmiany rankingu cenowego, równocześnie zapobiegające zwiększeniu zużycia gazu, uwzględniające skutki finansowe i dystrybucyjne oraz skutki dla przepływów poza granice UE”. Przekładając ten eurokratyczny, pogmatwany język na zrozumiały: RE zgodziła się w kwestii wspólnych zakupów gazu, wymigała się jednak od decyzji w sprawie wprowadzenia limitu jego cen, odsyłając trudny temat do branżowej, ministerialnej Rady UE. Na taką konstrukcję zgodził się kanclerz Niemiec, który pułap cenowy blokuje. Dla Polski istotny jest inny zapis konkluzji: „RE zwraca się do Komisji Europejskiej, aby zintensyfikowała prace nad strukturalną reformą rynku energii elektrycznej, w tym oceną skutków”. Każdy czyta i interpretuje jak chce, np. w opinii premiera Mateusza Morawieckiego to sygnał uwzględnienia problemu handlu uprawnieniami do emisji gazów, chociaż nazwa ETS absolutnie nie wystąpiła. Limit cenowy uprawnień konsekwentnie blokują wcale nie instytucje UE, lecz liczne państwa członkowskie.

Na kolejnych szczytach RE systematycznie następuje wymiana składu uczestników. 20-21 października pierwszy raz uczestniczył Ulf Kristersson, nowy premier Szwecji, jako że tuż przed szczytem zakończyła się procedura formowania rządu. Wzmocnił premierowski korpus Europejskiej Partii Ludowej, czyli największej międzynarodówki, do której z Polski należą PO i PSL. Kuriozalny był natomiast przypadek Włoch, ponieważ premier Mario Draghi akurat w piątek… kończył sprawowanie urzędu i żegnał się w Brukseli z unijnymi kolegami. W sobotę i niedzielę w Rzymie stery oficjalnie przejęła Giorgia Meloni, która na planowym szczycie RE zadebiutuje dopiero w grudniu. Na szczęście nie dopuściła do rządu Silvio Berlusconiego, skompromitowanego, lecz wciąż popularnego szefa koalicyjnej partii Forza Italia. Ministrem spraw zagranicznych został Antonio Tajani, czyli włoska potęga unijna – były przewodniczący Parlamentu Europejskiego oraz wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej. To decyzja znakomita, radykalnie poprawiająca wizerunek nowego włoskiego rządu w pełnych powyborczych obaw instytucjach UE.

Mario Draghi, były prezes Europejskiego Banku Centralnego 2011-2019, ostatni dzień kierowania technokratycznym rządem Włoch 2021-2022 spędził na szczycie w Brukseli. Premierowi żegnającemu się z RE jej przewodniczący Charles Michel wręczył pamiątkową statuetkę. Fot. Consilium / Dario Pignatelli
Dario Pignatelli