Z konstytucyjnego dołu ciężko wyjść

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-09-10 20:00

Najbardziej doniosłym dorobkiem konferencji „Drogi wyjścia z kryzysu konstytucyjnego” jest urzędowe potwierdzenie przez władców, że w Rzeczypospolitej Polskiej takowy istnieje.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Gospodynią eventu była Małgorzata Kidawa-Błońska, marszałek Senatu, zaś głównymi uczestnikami – Szymon Hołownia, marszałek Sejmu oraz Donald Tusk, prezes Rady Ministrów. Będący drugą stroną głębokiego konstytucyjnego pęknięcia Andrzej Duda, prezydent RP, nie tylko nie był obecny, lecz w ogóle nie był przewidziany. Efektywność spotykania się samych swoich jest z definicji niemal zerowa, taka jak na przykład – oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji – zbierania się z inicjatywy Ukrainy szczytów międzynarodowych, poświęconych wytyczeniu ścieżki dochodzenia do porozumienia pokojowego, z całkowitym pominięciem Rosji.

O szczegółach dróg wychodzenia z kryzysu na razie nie mamy pojęcia. Po wysłuchaniu ogólnikowych frazesów trojga decydentów media zostały z eventu zwyczajowo wyproszone, ale strzępy informacji były intrygujące. Rządzącemu tzw. konsorcjum 15 października z jednej strony chodzi o podjęcie działań radykalnych i skutecznych, ale z drugiej – zapala się jednak alarmowa lampka, że przywracanie w Polsce praworządności musi odbywać się przy zachowaniu jej zasad, z czym wychodzi… no, powiedzmy średnio. Donald Tusk otwarcie przyznał, że będzie podejmował decyzje ze świadomością ryzyka, że nie wszystkie będą odpowiadały kryteriom pełnej praworządności z punktu widzenia purystów. Wprost nawiązał tym do szokującego od poniedziałku obiektywnych prawników tzw. uchylenia własnej kontrasygnaty złożonej pochopnie – chociaż oczywiście w pełni świadomie – pod postanowieniem Andrzeja Dudy ws. jednej ze spornych politycznie procedur personalnych Sądu Najwyższego.

W obiegu prawnym niezmiennie i niepodważalnie znajduje się opublikowane w Monitorze Polskim z 27 sierpnia 2024 r. wspomniane postanowienie prezydenta RP z 17 sierpnia z obligatoryjną kontrasygnatą prezesa Rady Ministrów. Jedynym i wyłącznym trybem jego skutecznego wycofania byłoby wydanie przez prezydenta kolejnego postanowienia o… anulowaniu tamtego, z nową kontrasygnatą premiera – co oczywiście jest mrzonką. Sama deklaracja Donalda Tuska o wycofaniu kontrasygnaty prawnie ma znaczenie zerowe, ponieważ to i tak zaledwie pierwszy decyzyjny krok, prawdziwą decyzję podejmuje dopiero prezydent. Notabene prezes Rady Ministrów podpisuje po lewej stronie u dołu wiele postanowień prezydenta dla ich ważności, rzucę tylko dwa przykłady z obszaru militarnego – mianowania na stopnie generalskie czy użycie polskich kontyngentów wojskowych poza granicami państwa. Wyobraźmy sobie, gdyby w którejś z takich ważnych spraw premier po czasie nagle krzyknął „pomylone garnki, ktoś mi to podsunął” – absurdalność tzw. uchylenia kontrasygnaty byłaby przecież oczywista dla każdego. Sprawa podpisania postanowienia z 17 sierpnia ws. procedury w SN nie różni się od owych teoretycznych przykładów absolutnie niczym.

Akurat w dniu eventu w Senacie dwa kolejne wydarzenia pogłębiły dół kryzysu na szczytach państwa. Trybunał Konstytucyjny pod wodzą Julii Przyłębskiej oczywiście orzekł, że sejmowa komisja śledcza ds. systemu Pegasus jest niekonstytucyjna ze względu na zakres jej działalności. Komisja oczywiście taki werdykt niemal obśmiała i będzie nadal funkcjonowała, chociaż bez jej członków z PiS. Niedługo potem zgromadzenie sędziów Izby Cywilnej Sądu Najwyższego wybrało troje kandydatów na jej prezesa, spośród których Andrzej Duda oczywiście wybierze i powoła dotychczasową prezes Joannę Misztal-Konecką – należącą do sędziowskiej puli PiS – na kolejną kadencję. Gdyby Donald Tusk nie złożył kontrasygnaty pod postanowieniem prezydenta z 17 sierpnia – cała procedura w Sądzie Najwyższym by się znacznie odwlekła. Ale złożył…