Czy połączenie legendy i nowych trendów może zakończyć się sukcesem? Wszystko wskazuje, że tak. Inwestycja w „Machinę” już się zbilansowała.
Dla wielu z pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków „Machina” była pismem kultowym. Po zamknięciu magazynu w 2002 roku jej fani przeżyli rozczarowanie, lecz legenda pozostała żywa. Gdy zaczęły chodzić słuchy, że znów ma się pojawić na rynku, wielbiciele wypatrywali jej z utęsknieniem.
Jak burza
Pierwszy numer ukazał się 16 marca. Cena dość wysoka — 7,99 zł. Nakład — 100 tys. egz. Sprzedaż — 60 tys. Jak mówi Michał M. Lisiecki, prezes Platformy Mediowej Point Group, wydawcy pisma, kolejne numery sprzedają się na podobnym poziomie.
— Taka sprzedaż nas satysfakcjonuje. Ale pamiętajmy, że na podstawie pierwszych trzech miesięcy trudno oszacować, co się będzie działo dalej z nowym tytułem — zaznacza Michał M. Lisiecki.
Tego rzeczywiście nie da się przewidzieć, ale specjaliści kibicują pismu.
— Sprzedaż na poziomie 60 tys. egz., jak na taki tytuł, to sukces. Pisma kulturalne zasadniczo kiepsko sobie radzą. Nie bardzo wiadomo, jakie korzyści oferują czytelnikom. I tak właśnie na to patrzą reklamodawcy. Nie widzą powodu, dla którego warto zaistnieć w takim tytule — dodaje Rafał Oracz z CR Media Consulting.
Wydawca podkreśla, że decyzji o kupieniu „Machiny” nie podjęto pod wpływem impulsu.
— „Machina” jest bardzo mocną i rozpoznawalną marką. A półka w tym segmencie prasy jest na tyle pusta, że warto zaryzykować. Uważnie śledziliśmy, co się działo z magazynem, gdy jeszcze istniał. Zamierzaliśmy kupić go wcześniej, ale było to nieopłacalne — mówi Michał M. Lisiecki.
W końcu „Machina” zmieniła wydawcę. I choć pojawiały się w mediach głosy, że to chybiona inwestycja, na razie wszystko wskazuje, że Point Group wyczuła dobry interes.
— Nasza inwestycja, mimo wydatków na dużą kampanię reklamową, już wyszła na zero. Niedawno podpisaliśmy kontrakty, które pozwalają nam to stwierdzić. Reklam jest dużo, a my prowadzimy sztywną politykę rabatową. Poza tym „Machina” to nie tylko magazyn, ale też wiele przedsięwzięć, takich jak: serwis Machina hot News, MachinaPixeli.pl i filmy „Machiny”. W ciągu kilku miesięcy planujemy uruchomić projekty Machina Radio i Machina TV. Działa sklep „Machiny” na portalu Allegro.pl. Wkrótce stronę internetową zamierzamy przekształcić w portal — ujawnia plany Michał M. Lisiecki.
Powody do zadowolenia ma również redakcja.
— Zaistnieliśmy na rynku. Mamy wysoką cenę. Specjalnie — oferujemy przecież produkt z wyższej półki. Przyjęliśmy sobie za punkt honoru, aby nie dołączać do pisma filmów ani innych gadżetów. Chcemy sprzedawać gazetę, a nie dodatki — mówi Piotr Metz, redaktor naczelny „Machiny”.
Nowa „Machina” nie przypomina poprzedniczki. Skierowana jest przede wszystkim do odbiorców między 25. a 35. rokiem życia. Autorami makiety są Marek Trojanowski i Marek Knap.
— Nie chcieliśmy powtarzać tego, co było. Gdybyśmy zrobili ją tak, jak wyglądała przed zamknięciem, natychmiast pojawiłyby się głosy, że nie dorastamy do pięt pierwowzorowi. Odkurzone po latach kultowe historie nikogo nie biorą — wyjaśnia Piotr Metz.
Mocne uderzenie
Głośno o magazynie zrobiło się w lutym tego roku. Gazety i pisma internetowe obiegła zerówka — z Matką Boską Częstochowską z twarzą Madonny i jej córką na okładce. Od razu pojawiły się głosy protestu. Pismo oskarżano o obrazoburczość i przekroczenie granic dobrego smaku. Ojcowie paulini 7 lutego w specjalnym komunikacie napisali: „Jesteśmy wstrząśnięci tym, że znów używa się Cudownego Obrazu Matki Bożej z Jasnej Góry do profanacyjnych przekształceń plastycznych i komercyjnych celów reklamowych”. Dwa dni później szefowa Rady Etyki Mediów Magdalena Bajer powiedziała, że „Takie szydercze pokazanie, sparodiowanie, takie potraktowanie [Matki Bożej — przyp. red.] obraża uczucia religijne Polaków, a także przywiązanie do tradycji niekoniecznie związanej z wiarą. Ikona jasnogórska jest także wartością narodową, historyczną”. Dodatkowo Rada Etyki Mediów uznała, że zostały naruszone zasady Karty Etycznej Mediów. Oburzyli się również reklamodawcy. Kilku z nich, m.in. Orange czy Philips Polska, wycofało się z umów.
Efekt? Zainteresowanie nowym magazynem wzrosło. Zerówkę można było zamówić na stronie internetowej. Okazało się, że protesty zamiast pogorszyć sytuację magazynu, jeszcze bardziej go rozreklamowały. A wszyscy w napięciu czekali na pierwszy numer. I szybko potwierdziły się zapowiedzi redaktora naczelnego. Nowy magazyn interesuje się całą popkulturą. Jest tu miejsce i na muzykę, której poświęcono chyba najwięcej miejsca, i na film czy literaturę.
— Nie ma de facto magazynu interesującego się popkulturą. Chcieliśmy stworzyć pismo, w którym człowiek interesujący się popkulturą znajdzie wszystko, czego szuka — mówi Piotr Metz.
Pozostawało tylko jedno pytanie. Czy warto inwestować w pismo poświęcone kulturze, gdy inne tego typu tytuły znikają z rynku? „Teatr”, „Foyer”, „Cafe”.
— Polski rynek prasowy jest bardzo trudny, szczególnie dla wydawców prasy lifestyle’owej. Dlatego czas pokaże, czy „Machina” potrafi na siebie zarobić, bo przecież o to tak naprawdę chodzi — mówi Kamila Kicińska, dyrektor zarządzająca Vindobona Development & Publishing Polska, wydawcy magazynów „Laif” i „Laifstyle”.
Co należy zrobić?
— Drogą jest budowanie kontrowersyjności i podtrzymywanie legendy. „Machina” ma szansę — zachowała swój dobry wizerunek, teraz konsekwentnie zmierza ku kontrowersyjności — uważa Rafał Oracz.
Skazana na sukces
Aby się przekonać, czy „Machina” odniesie sukces, potrzeba czasu. Na razie nowy magazyn radzi sobie dobrze.
— Jeżeli „Machinie” się uda, to znaczy, że powstało środowisko ludzi wykształconych i skłonnych przeznaczyć pieniądze na rzeczy nieużytkowe — przekonuje Rafał Oracz.
Kontrowersyjność, ciekawe rozwiązanie graficzne i „pakiet dodatkowy” sprawiły, że „Machina” zwróciła się po niespełna pięciu miesiącach. Pytanie tylko, czy gdy okrzepnie, wciąż cieszyć się będzie takim zainteresowaniem? Nowości mają przecież swój urok.