Z miłości do zapachu

Agnieszka Rodowicz
opublikowano: 26-04-2018, 22:00

Pomalowane na szaro cegły, drewniany stół, proste półki. Na nich apteczne słoje. W środku składniki, z których Monika Zagajska i Michał Jeger, właściciele Mo61, komponują perfumy na zamówienie. Dla klientów z Polski i zza granicy.

Monika Zagajska, italianistka i ekonomistka, zawsze interesowała się perfumami. Kiedy podczas wakacyjnego wyjazdu z życiowym partnerem Michałem Jegerem trafiła do perfumerii, w której można skomponować własny zapach, postanowiła otworzyć podobną w Warszawie. Po powrocie do Polski miesiąc myśleli, jak to zrobić. Potem wzięli się do pracy. Nawiązali kontakty z francuskimi producentami nut zapachowych. Pojechali do Grasse, kolebki i stolicy perfumiarstwa. Znaleźli dostawcę zapachowych akordów.

Pomalowane na szaro cegły, drewniany stół, proste półki. Na nich apteczne słoje. W środku składniki, z których Monika Zagajska i Michał Jeger, właściciele Mo61, komponują perfumy na zamówienie. Dla klientów z Polski i zza granicy
Wyświetl galerię [1/5]

Pomalowane na szaro cegły, drewniany stół, proste półki. Na nich apteczne słoje. W środku składniki, z których Monika Zagajska i Michał Jeger, właściciele Mo61, komponują perfumy na zamówienie. Dla klientów z Polski i zza granicy Fot. Marek Wiśniewski

— Spędziliśmy tam mnóstwo czasu, ucząc się od najlepszych „nosów”, bo nie ma w Europie szkoły perfumiarstwa. Fachu trzeba się uczyć jak w średniowieczu: praktykując u mistrzów — opowiada Monika Zagajska.

Wnętrze z klimatem

Lokal znaleźli przy Mokotowskiej. To prestiżowa ulica w Warszawie. I bardzo droga.

— Lubimy ją. Nie ma wielkiego ruchu, ale to bardzo dobry punkt, takie małe Champs Elysee, namiastka starej Warszawy. Uznaliśmy też, że skoro nie mamy budżetu na reklamę, to dobrym pomysłem będzie otwarcie lokalu między butikami znanych polskich projektantów, bo dzięki temu ktoś się o nas dowie — twierdzi Monika Zagajska.

Wnętrze zrobili w stylu loftowym, skandynawskim, ale też nawiązującym do atmosfery powieści „Pachnidło” Patricka Suskinda. Sami zaprojektowali malowane na szaro cegły, drewniany stół. Michał Jeger montował półki. Na nich stanęły apteczne butle, stare szkło kupowane z likwidowanych aptek.

— Wiedziałam, że w logo będzie serce — bo nasza marka jest naszym trzecim dzieckiem — mówi Monika Zagajska.

Nazwa Mo61 Perfume Lab wzięła się od adresu przy Mokotowskiej 61. Wpisała się też w tradycję nadawania perfumom numerów. Na początku najwięcej trudności sprawiało im zdobycie flakonów do perfum.

— Okazało się, że w fabryce trzeba złożyć zamówienie na 300 tys. sztuk. A my potrzebowaliśmy 3 tys. Mimo że w Polsce jest dużo hut szkła, żadna nie chciała z nami rozmawiać — wspomina Monika Zagajska.

Po długich poszukiwaniach znaleźli odpowiednie szklane flakony, głównie francuskie i włoskie. Papierowe opakowania do ich perfum robione są ręcznie. — Płacimy drożej, ale klienci je doceniają — twierdzi Monika Zagajska. Opakowania i całą identyfikację Mo61 docenili także profesjonaliści. Znalazły się w finale konkursu organizowanego przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego Dobry Wzór 2015.

Aromat sukcesu

— Czuliśmy, że Mo61 będzie sukcesem. Zawdzięczamy to m.in. znajomym, którzy w kwietniu 2014 r. przyszli tłumnie na otwarcie. Wielu z nich od razu kupiło perfumy, następnego dnia przyprowadzili znajomych, a ci swoich. Kolejne osoby łapały bakcyla drogą kropelkową — żartuje Monika Zagajska.

Obyło się bez reklamy. Wszystko załatwiły minimalne działania PR, media społecznościowe i marketing szeptany, a przede wszystkim praca Moniki Zagajskiej i Michała Jegera. Sami stali za stołem i mieszali zapachy według autorskiego pomysłu. Z czasem zatrudnili pracowników.

— Klient wącha i wybiera składniki, my je zlewamy, ewentualnie korygując zapach, jeśli widzimy, że wybrana kompozycja może nie dać najlepszych rezultatów. Zależy nam, by klient wyszedł ze świetnymi perfumami — wyjaśnia Monika Zagajska.

Spotkanie trwa 30-40 minut. Jeśli ktoś jest mniej zdecydowany, perfumiarze go prowadzą. Gdy wie, czego chce, akceptują wybór bez dyskusji. Bo to, co jednemu niedobrze pachnie, dla drugiego jest wspaniałą wonią. Na przykład iso e super, zapach molekularny obecny w wielu niszowych perfumach.

— To magiczny składnik działający trochę jak feromon. Wchodzi w reakcję z ciałem i w zależności od przeżywanych emocji pachnie inaczej. Niektórzy mówią, że w ogóle nie ma zapachu, inni, że pięknie pachnie — twierdzi Monika Zagajska.

Każdy klient Mo61 traktowany jest indywidualnie.

— Inne nuty przedstawiamy klientce w garsonce, inne wytatuowanej dziewczynie. Czasami bardzo się dziwimy, bo dziewczyna z tatuażami wychodzi z mimozą połączoną z tuberozą — najbardziej kobiecymi zapachami. A pani w garsonce wybiera kadzidło. Ale zazwyczaj odgadujemy, czy ktoś jest bardziej zachowawczy, chce intrygować, czy krzyczeć zapachem — opowiada współwłaścicielka Mo61.

Przychodzą do nich kobiety w ciąży, proszą, by zrobić im zapach, który będzie się kojarzył z macierzyństwem. Zdarzają się bardziej nietypowe zamówienia. Była osoba po chemioterapii, która prosiła o mocny aromat, który zabije zapach chemii. Inna chciała odtworzyć woń mola w Juracie w lipcu.

— Kombinowaliśmy, co to dla niej znaczy. Czy jest to zapach wody morskiej, glonów, zgnilizny, a może drewna? — wspomina Monika Zagajska.

Klient ze Szwecji chciał pachnieć brodatym Wikingiem. Wybierał zapachy odzwierzęce: piżma, cywety, ambry… Mieli już zamówienia na aromat kościoła prawosławnego, kadzidła frankońskiego, robili perfumy dla Ligi Żużla oparte na petroleum, czyli aromacie benzyny, i perfumy Katowic na bazie spalin.

— Mamy też całą półkę z zapachami kwiatowymi — uspokaja Monika Zagajska.

— Jedni klienci przychodzą z gotowym pomysłem lub potrzebą, inni improwizują — mówi Michał Jeger.

Mężczyźni zazwyczaj wiedzą, czego chcą. Czytają etykiety, więc składają konkretne zamówienie, np. na wetiwer z patchouli i różowym pieprzem. Kobiety mają raczej ideę, pomysł, którą trudno im wyrazić.

— Nasza perfumeria pokazała, że nie ma sztywnego podziału na zapachy kobiece i męskie. Są mężczyźni, którzy kochają różę, i kobiety, które lubią zapachy drzewne — podkreśla Michał Jeger.

— Niedawno ktoś nam powiedział, że rozpoznaje nasze perfumy, mimo że każde są inne. Rzeczywiście mają jeden wspólny mianownik: tajemnicę sporządzania — twierdzi Monika Zagajska.

Wejście smoka

Rozpoczęcie działalności wymagało olbrzymiej inwestycji w bazy i nuty zapachowe.

— Współpracujemy z wielkim francuskim laboratorium, które przygotowuje nam zapachy puzzle. Składamy je w doskonałe kompozycje — mówi Monika Zagajska.

Produkty te zamawia się w pojemnikach 2- lub 5-litrowych. Ten sam zapach można kupić za 5 i 5 tys. euro. Wszystko zależy od jakości, od tego, czy jest naturalny czy syntetyczny. W Mo61 tylko część nut zapachowych jest naturalna, bo np. zapach konwalii ucieka podczas destylacji. Trzeba go więc zsyntetyzować. Zaczęli, mając około 70 zapachów bazowych. Żeby je kupić, sprzedali samochód, pożyczyli pieniądze od rodziny. Dzisiaj mają około 300 nut zapachowych i wciąż powiększają asortyment. Z mniej popularnych rezygnują. Zatrzymują te, które się podobają i z których powstają najlepsze perfumy o trwałości 12-14, a nawet 48 godzin.

Kilka miesięcy od startu Mo61 przy Mokotowskiej otworzyli drugi punkt przy krakowskim rynku, a w 2015 r. trzeci — w Galerii Mokotów w Warszawie. Michał Jeger pracował kiedyś w firmie zajmującej się urządzaniem wnętrz w powierzchniach handlowych. Wiedział więc, jak sklep w galerii powinien wyglądać, i nadzorował jego powstawanie. Rezultat? O wnętrzu pisał „Wall Paper Magazine”, znalazło się też w duńskim przewodniku „The Creative Shop Keeper”. W sumie Monika Zagajska i Michał Jeger zainwestowali w całe przedsięwzięcie kilkaset tysięcy złotych.

Jing i jang

Ona woli zapachy niszowe, on jest bardziej mainstreamowy. Dla obojga ważna jest pamięć zapachowa. Ona wspomina zapach szminki mamy, on aromat sali gimnastycznej podczas matury.

— Codziennie wącham, uczę się nowych zapachów, by móc je dekodować i komponować — mówi Monika Zagajska.

Choć już rzadko zajmuje się mieszaniem nut zapachowych. Na jej głowie są sprawy strategiczne, marketing, PR, kontakty z mediami. Michał Jeger pracuje przy regulowaniu życia perfumerii. Żadne z nich nie potrafi zliczyć ilości perfum, jakich używają.

— Nie wyobrażam sobie, jak można całe życie używać jednych. To jakby jeść tę samą potrawę. Każdego dnia mam nastrój na inny zapach. Ale osobą najbardziej wypachnioną w Polsce jest mój partner, który używa perfum metodą layeringu — nakłada na siebie kolejne zapachy. Ja czasami mam przesyt, on nigdy się nie nudzi zapachami — zdradza Monika Zagajska.

Michał Jeger komponuje też perfumy sygnowane przez Mo61.

— Tworząc nasz bestseller, Rosie, starałem się, by był klasyczny, a jednocześnie niespotykany. Ma w sobie różę damasceńską, ale też kadzidło, patchouli, labdanum, kardamon, eukaliptus i drzewo sandałowe. Z kolei Cuir to ciekawa propozycja na bazie skóry toskańskiej z dodatkiem ambry, kaktusa, jaśminu, szafranu, tymianku. Ciężki zapach dla znawców — uważa współwłaściciel Mo61.

Perfumy niszowe kosztują około 1000 zł za 50 ml. Mo61 oferuje je w cenie 199-599 zł w zależności od pojemności. Są też zapachy do wnętrz. Produkty Mo61 można kupić w perfumeriach, na targach i przez internet. Kiedy otwierali perfumerię, zakładali, że będą mieć około 80 proc. klientek i 20 proc. klientów. Jest pół na pół kobiet i mężczyzn. Przychodzą do nich nastolatki, ale też świetnie sprzedają się vouchery na Dzień Dziadka. Mają także mnóstwo zagranicznych klientów.

— Po publikacjach w pismach w Szwecji i Danii oszalała na naszym punkcie Skandynawia — cieszy się Monika Zagajska.

Pisał też o nich niemiecki „Cosmopolitan”, dzięki czemu mają wielu klientów z Niemiec.

— Jesteśmy przekonani, że kolejnym etapem rozwoju będzie perfumeria za granicą. Nie wiemy jeszcze, czy będzie to Nowy Jork, Oslo czy Paryż. Zastanawiamy się też, czy znaleźć inwestora, otworzyć lokale w kilku miastach na świecie i być potężną firmą, czy rozwijać się powolutku i za dziesięć lat, gdy dzieci pójdą na studia, otworzyć mały butik w Kalifornii? — rozmyśla Monika Zagajska.

Pachną i pomagają

Zaczęło się od organizacji wieczoru panieńskiego. Okazał się hitem. Z czasem stali się więc także firmą eventową. Organizują warsztaty, robili np. zapachy dla drużyny piłkarskiej, producentów szampana, proszków do prania, ubrań. Często robią perfumy dla przemysłu farmaceutycznego. Zapach, który skomponowali dla Hotelu Bristol, bardzo się spodobał Rihannie, która się tam zatrzymała. Otworzyli więc nocą perfumerię, by go dla niej zrobić. Asystowali podopiecznym Fundacji Rak’n’Roll przy tworzeniu perfum Rak’n’Roll by Mo61. Klienci, którzy je kupują, wspierają chorych na raka.

— Nie robiliśmy jeszcze zapachu dla firmy produkującej napój typu cola, ale to kwestia czasu, bo mamy obłędny zapach spicy cola — ujawnia Monika Zagajska.

Mają też w ofercie warsztaty zapachowe dla osób indywidualnych — kosztują 500-1000 zł za dwugodzinne spotkanie, podczas którego powstają perfumy. Do tego lampka szampana. Bardzo często klienci kupują vouchery podarunkowe. Za 199-399 zł obdarowana osoba ma przygodę w postaci wprowadzenia w świat perfum i 30, 50 lub 100 ml stworzonego dla siebie zapachu. Klient nadaje mu nazwę, perfumiarz numer katalogowy, pod którym zapisuje skład, by można go było odtworzyć.

— To jedne z tańszych perfum takiej jakości na świecie. Chcieliśmy, by każdego było stać na ten luksus — mówi Monika Zagajska.

Żartują, że są jak psychoanalitycy, bo ich praca to słuchanie ludzi. Przychodzi np. dziewczyna, mówi, że zostawił ją facet, chce coś na poprawę nastroju. Albo zapach, dzięki któremu zdobędzie mężczyznę życia.

— Szacujemy, że 90 proc. klientów wychodzi zadowolonych. Jeśli zgłasza się ktoś z reklamacją, pomagamy zapach naprawić — deklarują Monika Zagajska i Michał Jeger.

Chcą otworzyć w Warszawie warsztatownię, bo nie mieszczą się już przy Mokotowskiej. Szukają lokalu z duszą. Także miejsca na perfumeryjne laboratoria w Gdańsku lub Poznaniu.

— To nasze plany na najbliższy rok. A potem to już chyba musimy wyść za granicę — mówi Monika Zagajska.

Świat perfum na nich czeka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Rodowicz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Z miłości do zapachu