Z myjni na salon

Tadeusz Prusiński
opublikowano: 2006-12-13 00:00

Od myjni do jednego z najważniejszych przedstawicieli handlowych światowego koncernu.

W tym roku jego salon samochodowy został uznany za najlepszy obiekt motoryzacyjny w Polsce. Taki tytuł co roku przyznaje Polska Izba Motoryzacyjna z miesięcznikiem „Auto Moto Serwis”. Po odebraniu nagrody 48-letni Tadeusz Daszuta z Olsztyna odpowiadał innym dilerom, jak ją zdobyć.

— Powiedziałem im, że po pierwsze, trzeba mieszkać w Olsztynie i najlepiej być przedstawicielem Hondy, a po drugie, należy znaleźć dobrego architekta i wykonawcę.

Nowocześnie i przytulnie

Od roku samochody Hondy można kupić w Olsztynie przy al. Sikorskiego, jednej z głównych ulic miasta, łączącej centrum z największą dzielnicą — Jarotami. Przyciągający wzrok nowoczesny obiekt zaprojektowała i wkomponowała w otoczenie architekt Katarzyna Pilarek, a zbudowała firma Obiekt Mariana Zdunka. Urodę i jakość wykonania doceniono wojewódzką nagrodą „Budowla roku 2005 na Warmii i Mazurach”.

Pięćsetmetrowe wnętrze jest nowoczesne i jednocześnie emanuje domowym klimatem, który tworzą drewniane elementy na lśniącej, ale nie śliskiej posadzce oraz grube na półtora metra i długie na kilkanaście metrów klejone bale litewskiego drewna stropowego.

— Choć z daleka jechały do nas, dotarły na czas i były tańsze niż polskie — podkreśla olsztyński przedstawiciel Hondy.

Na zapleczu salonu jest jeszcze hala serwisowa o powierzchni 400 mkw. Szef ma na nią oko przez szklaną ścianę swego biura na piętrze. Specjalne miejsce zajmuje stumetrowa ekspozycja motocykli.

Szykuje się rekord

Kiedy Daszuta kończył w 1987 r. mechanikę w ówczesnej Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie, pomyślał, że najlepiej będzie pracować na swoim. Nie miał pieniędzy, więc zapożyczył się, dołożył kredyt i otworzył myjnię samochodową na działce wydzierżawionej od spółdzielni mieszkaniowej Jaroty. Zakasywał rękawy, wkładał gumowe buty i po dziesięć godzin dziennie mył samochody, a żona prowadziła księgowość (robi to zresztą do dziś). Inflacja pozwoliła spłacić kredyt w pół roku. Biznes nieźle się rozkręcił, pozwolił więc sobie na zatrudnienie pracownika, potem drugiego. Wkrótce dobudował pomieszczenie, w którym zabezpieczał auta przed korozją — i od tej pory nie mógł pozbyć się kolejek. Po dwóch latach ręcznego mycia pracę zautomatyzował. W siódmym roku działalności odkupił sąsiednią działkę i wybudował mały salon samochodowy. Wybrał Hondę, gdyż proponowała najlepsze warunki współpracy. Podpisał z nią umowę w sierpniu 1995 r.

Początki sprzedaży nie były rewelacyjne. Ale powoli obroty rosły, aż do roku 1993, kiedy to Tadeusz Daszuta sprzedał 223 auta i kilkanaście motocykli Hondy. W następnym roku sprzedaż nowych samochodów siadła w całym kraju. U Daszuty auta kupiło tylko 82 klientów. Dopiero w tym roku przebije wynik sprzed 13 lat — sprzedał już o 69 proc. aut więcej niż w tym samym czasie poprzedniego roku. Podobnie z motocyklami — do dziś kupiło je tutaj dwa razy więcej klientów niż rok wcześniej. Spodziewa się, że do końca roku pójdzie jeszcze ze 20 aut (na najnowszy model Hondy Civic trzeba czekać w kolejce do kwietnia).

Dla siebie

Średnia tegorocznej dynamiki sprzedaży w salonach współpracujących z firmą Honda Poland wynosi 20 proc. U jej olsztyńskiego przedstawiciela — aż 69 proc. Ta różnica cieszy właściciela firmy Honda Daszuta, który jednak podkreśla, że to przede wszystkim zasługa ponad 20-osobowej załogi (drugie 20 pracuje w lakierni w poprzednim miejscu) i doskonałej lokalizacji.

Wcześniej salon znajdował się w centrum dzielnicy Jaroty, przy małej osiedlowej ulicy. Teraz tamten lokal przejął 24-letni Wojciech Daszuta, tegoroczny absolwent marketingu i zarządzania na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Od paru miesięcy jest przedstawicielem handlowym innej marki samochodowej.

— Też mu idzie nieźle. A córka jest na II roku psychologii na KUL — mówi ojciec.

W wolnych chwilach Tadeusz Daszuta jeździ wędkować na warmińsko-mazurskich jeziorach — często motocyklem Honda. Niekiedy też łowi w Bałtyku. W pierwszy weekend grudnia złowił tam siedem półtorakilogramowych dorszy (latem trafił mu się okaz 7,5-kilogramowy). Zimą preferuje narty.

W firmie Tadeusza Daszuty nie ma rotacji kadry. Wielu pracowników jest tu zatrudnionych od początku, dobrze się znają z klientami, z których wielu jeździ czwartym albo i piątym autem kupionym w tej firmie. I wszyscy wiedzą, że wspólnie pracując na markę Honda Daszuta, pracują dla siebie.