Z winietami na bezdroża

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-02-11 00:00

Bylibyśmy ostatnimi osłami, gdybyśmy nie skorzystali z unijnych pieniędzy na budowę dróg — mówi „PB” Marek Pol, wicepremier i minister infrastruktury. I trudno się z nim nie zgodzić. Faktem jest, a z faktami się nie dyskutuje, że warunkiem otrzymania tych pieniędzy jest posiadanie wkładu własnego (na każdą złotówkę wkładu własnego mamy dostać trzy złote). I na tym zgoda się kończy, a zaczynają problemy.

Wicepremier nie ma innego pomysłu na zgromadzenie tego wkładu własnego, jak nałożenie na nas kolejnego podatku w postaci winiet, i zabranie nam 4 mld zł w ciągu trzech lat. Panie ministrze, sięgać do czyjejś kieszeni? — taki pomysł chyba nie przystoi tej miary politykowi. Tym bardziej że my wszyscy, a posiadacze samochodów w szczególności, na drogi płacimy od lat. Najpierw był podatek drogowy, który do tej pory od zapominalskich egzekwują (z odsetkami) urzędy gminne, a później — dla uproszczenia — włączono go w akcyzę płaconą w każdym litrze paliwa. I tu następują skomplikowane wyliczenia, ile z niej idzie na drogi, ile na odśnieżanie, a ile na emerytury, renty, zasiłki...

Premierze, gdyby wziął Pan kredyt celowy w banku (niżej oprocentowany), powiedzmy na budowę domu, i zgubił go lub nie daj Boże przegrał w kasynie, albo wydał na konsumpcję, to jak Pan sądzi, czy bank dałby Panu, ot tak, drugi kredyt i rozstalibyście się w zgodzie? Ja sądzę, że nie. A czym różnią się te sytuacje? Niewiele. Podatnicy zawierzyli państwu i płacąc podatki oczekiwali w zamian dotrzymania umowy i budowy dróg. Teraz się okazuje, że nie ma ani dróg, ani kasy.

A skąd możemy mieć pewność, że opłaty z winiet nie pójdą znowu na dofinansowanie, powiedzmy, hodowców kanarków, by ulżyć ciężkiej doli kanarków. Ponadto, nasza odporność podatkowa również ma swoje granice i postawienie sprawy: „nie mam innego pomysłu” — nie jest żadnym uzasadnieniem. Jak się nie ma pomysłów to może warto rozważyć... inne rozwiązanie.