Za ósmą próbą Bułgaria wreszcie ma rząd

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-04-20 18:00

Nowy premier Rumen Radew jako prezydent był zdecydowanym przeciwnikiem euro, ale na zmianę waluty nie miał wpływu.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Wybory parlamentarne 19 kwietnia 2026 r. w Bułgarii nie wywoływały w Polsce oraz w całej Unii Europejskiej tak powszechnego zainteresowania, jak te z 12 kwietnia na Węgrzech. W znacznym stopniu dlatego, że w ciągu ostatnich pięciu lat było to już… ósme głosowanie. Wyniki bułgarskich wyborów okazywały się remisowe, klecone koalicje były słabe, a rządy przejściowe czy wręcz techniczne. Jednoizbowe 240-osobowe Zgromadzenie Narodowe nie miało szans na przetrwanie czteroletniej kadencji — były skracane po kilku miesiącach. Ostatni taki kryzys nastąpił 11 grudnia 2025 r., gdy rząd Rosena Żelazkowa ustąpił pod presją masowych protestów przeciwko bardzo oszczędnościowemu projektowi budżetu 2026.

Sondaże przed 19 kwietnia wskazywały, że patowa sytuacja może się powtórzyć, a tu niespodzianka — lewicowo-nacjonalistyczna partia Postępowa Bułgaria osiągnęła ponadsondażowy, historyczny sukces, samodzielnie przekraczając w 240-osobowej izbie próg większości bezwzględnej 121 mandatów. Bułgarska ordynacja jest proporcjonalna z progiem 4 proc. Niedzielni zwycięzcy obsadzili około 130 foteli, finalna liczba może się różnić o plus/minus jeden po zsumowaniu głosów korespondencyjnych. Rumen Radew, twórca i lider partii, bezproblemowo zostanie premierem, pewnie uzyska wotum zaufania i porządzi być może cztery lata.

63-letni były prezydent wykonał bardzo śmiały krok, który przyniósł mu triumf. Niegdyś był generałem lotnictwa, dowódcą sił powietrznych, służbowo i mentalnie przywiązanym do poradzieckich maszyn MiG-29 oraz generalnie do Rosji. W barwach postkomunistycznej Bułgarskiej Partii Socjalistycznej wygrał wybory prezydenckie na kadencję 2017-2022 a potem odnowił mandat na kadencję 2022-2027. W przybliżeniu bułgarski prezydent ma kompetencje podobne do polskiego — o wielu rzeczach nominalnie decyduje, ale naprawdę państwem rządzi premier. Po wybuchu grudniowego kryzysu Rumen Radew złożył nagle rezygnację rok przed końcem kadencji (na jej dokończenie urząd objęła bliska mu wiceprezydentka Ilijana Jotowa) i przeprowadził prawdziwy polityczny blitzkrieg. Przekształcił socjalistów w formalnie nową partię Postępowa Bułgaria i jako jej wódz rozbił 19 kwietnia wszystkie inne siły. Największą klęskę poniosła centroprawicowa partia GERB wieloletniego premiera Bojko Borisowa obciążana zarzutami korupcyjnymi.

Zaskakujący jest nie sam fakt, lecz rozmiar zwycięstwa postkomunistów/socjalistów pod nową marką. Społeczeństwo naprawdę już zmęczyło się powtarzanymi głosowaniami, w minioną niedzielę nie zagłosowało wielu zniechęconych młodych wyborców proeuropejskich. Obecnie naturalne staje się pytanie o polityczny kierunek rozwoju bałkańskiej republiki. Bułgaria przystąpiła do NATO w większym pakiecie w 2004 r., zaś akcesję do UE uzyskała razem z Rumunią w 2007 r. Przez lata była członkiem trochę niepełnowartościowym — do strefy Schengen została ostatecznie przyjęta dopiero 1 stycznia 2025 r. W PKB per capita pozostaje najbiedniejszym państwem UE, ale dość niespodziewanie zostawiła w tyle całą Grupę Wyszehradzką na drodze do Eurolandu. Weszła do strefy jako 21. państwo unijne — od 1 stycznia 2026 r., w noc sylwestrową, wspólna waluta zastąpiła lewa. Paradoks polegał na tym, że nastąpiło to po upadku ostatniego prounijnego rządu. Notabene Rumen Radew jako prezydent był zdecydowanym przeciwnikiem euro, ale na zmianę waluty nie miał wpływu. Naturalne zaokrąglanie bułgarskich eurocen w górę wykorzystał natomiast w kampanii wyborczej. Najbardziej pociągnął jednak wyborców zapowiedzią demontażu oligarchicznego systemu państwa oraz stworzenia warunków dla prorozwojowej wolności.

Rumen Radew jest wielkim zwolennikiem Donalda Trumpa, zapożyczył od niego zasadę: najpierw Bułgaria. Razem z prorosyjskością naturalnie przypina mu to w oczach instytucji unijnych łatkę nowego Viktora Orbána. Realnie będzie jednak raczej drugim Robertem Fico ze Słowacji — bardzo krytycznym wobec wspierania Ukrainy zwolennikiem tzw. normalizacji stosunków z Rosją, ale jednak nie paraliżującym ważnych decyzji UE wymagających jednomyślności. Notabene Rumen Radew na szczytach Rady Europejskiej jest dobrze znany, ponieważ w okolicznościach rozsypywania się kolejnych rządów zajmował fotel przynależny Bułgarii, wszak miał do tego tytuł znacznie mocniejszy niż zdymisjonowany właśnie premier. Głos Bułgarii nigdy niczego istotnego nie zawetował, ale prezydent lojalnie wykonywał instrukcje rządu. Teraz Rumen Radew będzie słuchał tylko siebie.