Zabraknie pieniędzy na utrzymanie dróg

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 17-11-2011, 00:00

Jeśli Polska nie dotrzyma unijnych standardów jakości dróg, straci dofinansowanie z europejskich funduszy

Budować nowe drogi czy utrzymywać już zbudowane. Na jedno i drugie kasy nie starczy. Eksperci radzą, by w pierwszej kolejności zadbać o zbudowane, a inwestycje w nowe przesunąć na drugi plan.

Zmiana priorytetów

Analizę potrzeb dotyczących utrzymania przygotowali eksperci inicjatywy Jaspers, czyli przedstawiciele Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI) i Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, wspierający i doradzający przy projektach unijnych. Na 285 mln EUR (1,22 mld zł) oceniają potrzebne fundusze na utrzymanie w Polsce dróg budowanych z unijnych pieniędzy na lata 2007-13. Do tego doliczają 1,9 mld EUR (8 mld zł już dziś brakujących, a potrzebnych na poprawienie stanu dróg. Efektem braku tych pieniędzy będzie: „Olbrzymi rosnący deficyt. Ryzyko: utrata funduszy unijnych oraz znaczne nawarstwiające się potrzeby budżetowe w przyszłych latach” — ocenia w analizie inicjatywy Jaspers Robert Kietliński, inżynier ds. transportu, reprezentujący w niej EBI.

Obawia się, że jeśli fundusze na utrzymanie obecnie finansowanych przez Brukselę dróg będą zbyt małe, to efektem będzie konieczność ich szybkiej rewitalizacji (przywrócenie parametrów technicznych). Jaspers wskazuje więc konieczne zmiany w sposobie działania Krajowego Funduszu Drogowego (KFD), które umożliwią zabezpieczenie pieniędzy na utrzymanie dróg. Eksperci inicjatywy podkreślają, że przychody — zarówno z elektronicznego, jak i manualnego — systemu opłat powinny być w pierwszej kolejności wykorzystywane na utrzymanie szybkich tras, a budowa nowych dróg powinna mieć drugorzędne znaczenie.

Nowe drogi są OK

O jeszcze większych pieniądzach potrzebnych na utrzymanie dróg mówi raport Banku Światowego. Jego eksperci szacują, że już w tym roku na kompleksowe utrzymanie i prace odtworzeniowe na istniejącej sieci potrzeba 3,7 mld zł. Nie mniejsze fundusze muszą być w kolejnych latach.

Tymczasem Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) ma w tym roku na utrzymanie dróg 1,4 mld zł.

— Zakładamy, że kwota w kolejnych latach będzie rosła średnio o 100 mln zł rocznie. Drogi, które oddajemy do ruchu, są nowe i mają dobrą jakość, więc pilnie dużych wydatków na ich utrzymanie na początku nie będziemy ponosić — twierdzi Artur Mrugasiewicz z biura prasowego GDDKiA.

Drogi w kryzysie

Problem, choć z innej perspektywy, dostrzegają też posłowie.

— Już dziś musimy zadbać o to, by za kilka lat nie znaleźć się w sytuacji, w jakiej dziś jest Hiszpania, która przed laty, wchodząc do Unii, otrzymała — podobnie jak Polska — duże pieniądze na infrastrukturę. Nie zmarnowała ich, zbudowała drogi, koleje dużych prędkości itp. Wpływy z opłat użytkowników nie wystarczają jednak na ich utrzymanie i spłatę kredytów, co jest jednym z powodów hiszpańskiego kryzysu — mówi Janusz Piechociński, poseł PSL.

Polski rząd nie chce dokręcać śruby przewoźnikom, więc ustanowił stawki opłat elektronicznych na poziomie 38 proc. kosztów utrzymania sieci. Ostatnio resort infrastruktury postanowił też obniżyć o połowę — do 10 gr za km — autostradowe stawki dla aut osobowych, co także ograniczy spodziewane wpływy. Próbował ratować drogowy budżet podwyżką opłaty paliwowej, która zasila KFD, jednak resort finansów wybrał podwyżkę paliwowej akcyzy, która trafia do budżetu państwa. Drogowcy dostają z niej znikomą część — około 3 mld zł, które wystarczają tylko na utrzymanie GDDKiA. Skąd więc rząd weźmie megakasę na utrzymanie budowanych dróg?

150 tys. EUR Tyle wynosi średni roczny koszt utrzymania i eksploatacji 1 km drogi szybkiego ruchu budowanej w Polsce w ramach programu unijnego na lata 2007-13.

Obowiązki beneficjenta unijnych funduszy

Eksperci inicjatywy Jaspers zwracają uwagę, że zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej beneficjent musi wykazywać koszty, które po wykonaniu inwestycji będzie ponosił na utrzymanie i eksploatację np. odcinka drogi. Chodzi o wydatki ponoszone na bieżące utrzymanie (koszenie traw, dbanie o stan poboczy itp.), bieżące i okresowe remonty oraz koszty funkcjonowania systemu poboru opłat. W Polsce w 2010 r. same potrzeby remontowe były szacowane na 7,6 mld zł, a dostępne fundusze pokrywały zaledwie 14 proc. potrzeb. Wdrożenie w tym roku e-myta powinno poprawić bilans.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu