Zachęty dla młodych okazały się za słabe

Bartosz Krzyżaniak
06-04-2005, 00:00

Rządowy program Pierwsza Praca poniósł fiasko. Bez rewolucji w kosztach pracy żaden rząd nie zdoła znacząco obniżyć bezrobocia.

Kiedy w czerwcu 2002 r. zaczęto realizować rządowy program Pierwsza Praca, stopa bezrobocia w Polsce wynosiła 19,4 proc. Po prawie trzech latach, w lutym tego roku, bez pracy było... 19,4 proc. Polaków. Dużo gorzej przedstawiają się dane o bezrobociu wśród ludzi młodych, do których adresowany był rządowy program. Choć ostatnio sytuacja się poprawia, to jednak w czwartym kwartale 2004 r. bez pracy było aż 37,3 proc. ludzi do 24 roku życia. Bezrobocie wśród absolwentów różnego rodzaju szkół wynosiło 41,9 proc.

Tymczasem, jak czytamy w programie Pierwsza Praca, jego podstawowym celem jest „niedopuszczenie do tego, aby absolwenci szkół stawali się i pozostawali bezrobotnymi”.

Propagandowa hucpa

— Żaden rząd nie może stworzyć miejsc pracy. Tworzą je przedsiębiorcy. Według badań przeprowadzonych przez prof. Pawła Glikmana z Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk, koszt jednego miejsca pracy to kilkaset do kilkunastu tysięcy złotych. Zwróćmy uwagę, ile pieniędzy zostało zabranych gospodarce na program Pierwsza Praca. Te pieniądze nie stworzyły miejsc pracy w małych firmach. Przyczyniły się natomiast do tego, że wiele z nich po prostu zniknęło — uważa Andrzej Sadowski, ekspert Centrum im. Adama Smitha (CAS).

Jego zdaniem, bilans rządowego programu jest jednoznacznie negatywny.

— Ma on wymiar propagandowej hucpy. Nie chodzi bowiem o to, by znaleźć pierwszą pracę, ale także drugą, trzecią, piątą itd. Tymczasem przedsiębiorstwa, które zatrudniają młodych w ramach tego programu, bardzo często zaraz po skończeniu się ulgi z nim związanej, zwalniają ich i ponownie zasilają oni szeregi bezrobotnych — twierdzi Andrzej Sadowski.

Zbyt duże ryzyko

Kompletną klapą nazwał realizację programu Richard Mbewe, główny ekonomista Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej.

— Zachęty dla młodych okazały się zbyt słabe. Młodzi ludzie nie podejmowali ryzyka związanego z otwieraniem własnej działalności gospodarczej. Bali się biurokracji i znacznych obciążeń finansowych, jakie wiążą się z prowadzeniem firmy — uważa ekonomista.

Łagodniejszą opinię ma Stanisław Kluza, główny ekonomista Banku Gospodarki Żywnościowej (BGŻ).

— Cel i ideę programu oceniam pozytywnie. Jego realizacji nie nazwałbym jednak spektakularnym sukcesem, lecz krokiem w dobrą stronę. Ostatnio zauważalny spadek bezrobocia jest jednak przede wszystkim zasługą koniunktury: zewnętrznej siły gospodarki i większego popytu na pracę, a nie jakiegoś programu — uważa ekonomista BGŻ.

Wina klina...

Z szacunków resortu gospodarki wynika, że spośród młodych ludzi objętych aktywnymi formami programu stałe zatrudnienie uzyskało w 2004 r. 40 proc., czyli ponad 86 tys. osób. Tymczasem zarejestrowanych bezrobotnych, którzy dotąd jeszcze nie pracowali, pozostawało ponad 708 tys.

Według Andrzeja Sadowskiego, przyczyny katastrofalnej sytuacji na rynku pracy są oczywiste.

— Zdefiniował je sam rząd, a są nimi wysokie koszty pracy. Program Pierwsza Praca jedynie na krótki czas je zmniejsza. Ma zatem charakter szkodliwy. Jest to bowiem leczenie objawowe, a nie systemowe rozwiązanie, którym byłaby trwała redukcja kosztów pracy — uważa ekspert CAS.

Dodaje, że w Polsce pozapłacowe koszty pracy sięgają 85 proc.

— To oznacza, że na 1000 zł pensji pracodawca zmuszony jest oddać w postaci różnorodnych składek około 850 zł — twierdzi Andrzej Sadowski.

Jego zdaniem, lekarstwem na bezrobocie byłoby zredukowanie tych obciążeń do 25 proc.

W opinii Stanisława Kluzy, wpływ na poziom bezrobocia, poza płacowymi kosztami pracy, mają także inne bariery.

— Chodzi o nadmierną rolę związków zawodowych, które nie troszczą się o bezrobotnych, lecz jedynie o pracujących, oraz korporacji branżowych utrudniających start w życie zawodowe potencjalnym prawnikom, lekarzom czy architektom — mówi ekonomista BGŻ.

...i polityków

Przyczyny bezrobocia są zatem zdefiniowane, wiadomo, co należy zrobić, by poprawiła się sytuacja na rynku pracy. Dlaczego jednak dotąd się to nie udało?

— Bo mamy zdemoralizowaną i niekompetentną klasę polityczną, która zamiast sprawami obywateli zajmuje się wyłącznie swoimi interesami. O tym, czym ona się zajmuje, możemy się przekonać oglądając transmisje z posiedzeń sejmowych komisji śledczych — podsumowuje Andrzej Sadowski.

Zdaniem Richarda Mbewe, bezrobocie jest dziś największym społeczno-gospodarczym problemem Polski.

— Ten problem powinien być jak najszybciej rozwiązany przez nowy rząd — uważa ekonomista.

Okiem eksperta

Ustawowe absurdy

Do niedawna część propozycji w programie była nierozsądna. Promowała bowiem bezrobotnych absolwentów: studenci, uczący się zaocznie nie mogli z niego korzystać. Aby skorzystać z pożyczek, należało mieć uregulowany stosunek do służby wojskowej, co również wykluczało studentów. W efekcie same koszty wprowadzenia zapisu do ustawy i jego druku były wyższe niż korzyści z kilkudziesięciu zaledwie udzielonych pożyczek. Na szczęście ostatnio udało się zmienić te zapisy. Program nie pomaga w otwieraniu firm. Student, który pracuje np. na umowę-zlecenie, nie musi płacić składek na ubezpieczenie społeczne. Jeśli założy firmę — musi płacić miesięcznie ponad 700 zł.

Dariusz Żuk prezes Studenckiego Forum Business Centre Club

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Zachęty dla młodych okazały się za słabe