Sława to sukces nie tylko artysty, ale również galerii. Za tym idą też pieniądze. Gdyby Fundacja Galerii Foksal nie pojechała na targi Art Basel z monograficzną prezentacją prac Wilhelma Sasnala, świat by o nim nie usłyszał, a jego prac nie kupiłby Charles Saatchi, człowiek orkiestra w świecie sztuki, właściciel słynnej londyńskiej galerii i jeden z najskuteczniejszych promotorów artystów. Sasnala nie byłoby więc dzisiaj w Centrum Pompidou w Paryżu, Tate Modern w Londynie i Museum of Modern Art w Nowym Jorku. „Flash Art” nie umieściłby również 7 lat temu jego nazwiska na pierwszym miejscu listy stu najważniejszych artystów świata. Na tej samej liście krytycy umieścili na 23. miejscu Monikę Sosnowską, na 34. Pawła Althamera, na 75. Pawła Uklańskiego, a na 76. Artura Żmijewskiego. Galerzyści również postawili wtedy na Sasnala, bardziej docenili jednak Uklańskiego, który u nich awansował na 27. pozycję. I mieli rację. Działalność marszandów jest więc nieoceniona i coraz łatwiejsza, czasem wystarczą tylko pieniądze. Nie zawsze jednak tak było.

Mocne wejście
Anda Rottenberg wspomina, że polscy artyści zaczęli być rozpoznawalni poza granicami pod koniec lat 80. Do Polski dopiero wtedy zaczęli przyjeżdżać kuratorzy i marszandzi. Ci, którzy kupowali za 30 USD obrazy takich artystów jak: Modzelewski, Mirosław Bałka czy członków Gruppy, wygrali. Odkryli też Edwarda Krasińskiego i artystów młodszego pokolenia.
— Świat zobaczył, że Polska nie jest na księżycu — śmieje się Anda Rottenberg i przyznaje, że dopiero po pewnym czasie nasi marszandzi zaczęli uczestniczyć w zagranicznych targach.
Od kilku lat polskie galerie biorą udział w najbardziej prestiżowych targach na świecie — Galeria Starmach i Raster w Art Basel w Bazylei i Frieze Art w Nowym Jorku. W Nowym Jorku obecna jest też Galeria Leto i Kolonie. Inne biorą udział w takich wydarzeniach jak Artissima w Turynie, Viennafair w Wiedniu, Preview w Berlinie czy Scope Miami. Organizują również wystawy poza granicami Polski. Polska sztuka współczesna coraz silniej wpisuje się w historię sztuki światowej, choć promocja jej jest trudna i kosztowna. Nie brakuje jednak pasjonatów również poza granicami.
„ArtBazaar” właśnie doniósł, że powstanie pierwsze prywatne muzeum najnowszej sztuki polskiej w Recklinghausen w Niemczech. Utworzy je Werner Jerke, niemiecki lekarz, który od 30 lat kolekcjonuje polską sztukę współczesną i jest właścicielem jednego z najlepszych zbiorów. Znajdują się w nim największe nazwiska sztuki polskiej XX w. Kolekcja była pokazywana w wielu miastach — jak mówi kolekcjoner dla „ArtBaazar” — od Nowego Jorku po Tokio. Teraz chce ją udostępnić w stałym miejscu. Budynek już jest, a o inicjatywie pisze niemiecka prasa. W Stałym Przedstawicielstwie RP w Genewie do połowy czerwca będzie natomiast trwała wystawa rzeźb Moniki Osieckiej. Jej sztuka zafascynowała szwajcarskąpubliczność na wystawie w Galerii Bachlechner koło Zurichu. Jej właściciel już zapowiedział wieloletnią współpracę z artystką. — Bardzo dokładnie dobieram artystów i jestem pod wrażeniem. To artystka o dużym potencjale, zawierająca w swoich dziełach ogromną siłę wypowiedzi. To mnie właśnie fascynuje — mówi Hans Bachlechner.
Promocja kosztuje
Dzieje się też w Londynie. W Saatchi Gallery trwa wystawa Polish Art Now. Wśród wielu artystów nie zawsze znanych w Polsce znalazły się prace klasyków współczesności. Są Fangor, Stażewski, Gierowski, Kobzdej. To ważne, ponieważ zachodni kolekcjonerzy sztuki współczesnej już nie mają wątpliwości, kim są Sasnal, Uklański czy Althamer, ale wciąż nie jest dla nich jasne, skąd się wywodzą, jakie mają artystyczne korzenie, a sztuka współczesna nie żyje w oderwaniu — jest czegoś kontynuacją. Każdy z artystów miał nauczycieli, a oni mieli swoich. Połączenie więc sztuki młodej z ugruntowaną, przynajmniej na polskim rynku, jest największym dokonaniem londyńskiej wystawy Polish Art Now. Zwłaszcza że koszt zorganizowania takiej w Saatchi Gallery jest duży. Dzień wynajęcia jednej sali w Saatchi Gallery w godzinach 9-18 wynosi 8 tys. GBP (40 tys. zł), a od 9 do 22 10 tys. GBP (50 tys. zł). Tydzień promocji to koszt 48 tys. GBP (240 tys. zł). Nie każda galeria jest w stanie sobie na to pozwolić. Zwłaszcza że w zamian nie dostanie wiele.
Zdani na siebie
Saatchi Gallery nie daje swojego kuratora, nie promuje nawet wystawy na swojej stronie internetowej. Polish Art Now zasłużyło jedynie na niewielką wzmiankę i przekierowanie na polską stronę. Podobnie dzieje się z organizatorami wystaw artystów z innych stron, którzy liczą, że samo miejsce przyniesie im prestiż. Sarah Craddock, która jest kuratorem wystawy Polish Art Now, podkreśla, że w ostatnim czasie w Londynie wystawiano prace artystów z Rosji, Korei Północnej i Hongkongu. To czysty biznes dla kultowej galerii firmowanej przez wielkiego kolekcjonera i promotora sztuki Charlesa Saatchiego. Nie ma jednak wątpliwości, że jeżeli galeria czy inna instytucja ma możliwości finansowe i chce promować polską sztukę, to powinna to robić.
3 PYTANIA DO…
SARAH CRADDOCK
krytyk i kurator wystawy Polish Art Now w Saatchi Gallery
To dopiero początek promocji
1 Czy wystawa będzie połączona ze sprzedażą?
Wystawa ma na celu prezentację prac i polskiej sztuki współczesnej. To, czy prace te trafią do innych galerii w Londynie w celu sprzedaży, i jakie będą to prace, uzależnione jest od zainteresowania i oceny przedstawicieli świata sztuki oraz właścicieli galerii. Zainteresowanie sztuką współczesną w Londynie jest coraz bardziej widoczne.
2 Można liczyć na kolejne prezentacje prac polskich artystów poza granicami?
Tak. Uważam, że to dopiero początek promocji polskiej sztuki za granicą w tak szerokim zakresie. Działania te powinny być podejmowane zarówno przez prywatne firmy, jak i instytucje państwowe. Przecież jest to również forma promocji kraju. Widzę tu duży potencjał.
3 Jak pani postrzega polski rynek sztuki? Jakich artystów pani najbardziej ceni?
Polski rynek jest jeszcze bardzo młody, porównywalny w swojej skali do czeskiego i węgierskiego, choć 5 razy mniejszy od Rosji. Podkreślam jednak, Polska jest dopiero w pierwszej fazie rozwoju. Polacy powoli uświadamiają sobie potrzebę posiadania, podziwiania sztuki. To proces, który trwa latami, zanim sztuka stanie się stałym elementem naszego życia.