Od dziś będę z Państwem w każdym wydaniu gazety. Spróbuję z tego komentarza, w połączeniu z poniedziałkową „Subiektywną oceną sytuacji”, zrobić niekończącą się opowieść o giełdach i gospodarce. Muszą Państwo mieć świadomość, że te komentarze pisane są kilkanaście godzin przed rozpoczęciem sesji w Europie, a przez ten czas dużo może się zdarzyć. Nie należy ich więc traktować jako mojego niewzruszonego poglądu na rynek. Będę się starał pisać tak, by ująć wszystkie możliwości, które mogę przewidzieć.
A teraz do rzeczy. Oczywiście wyrok w sprawie Microsoftu oddalający ostrzejsze żądania dziewięciu stanów USA, pozwolił na bardzo duże wzrosty w Eurolandzie. Już na otwarciu indeksy XETRA DAX i CAC 40 błyskawicznie zbliżyły się do ostatnich szczytów (odpowiednio 3300 i 3200 pkt) i zapanowała niepewność, czy będzie to podwójny szczyt czy też nowa fala wzrostów. Nigdy jeszcze jedna spółka nie decydowała o koniunkturze giełdowej. Ten entuzjazm był więc bardzo podejrzany, ale (również po sesji) z USA dotarła informacja o tym, że w portach na Zachodnim Wybrzeżu pracodawcy osiągnęli porozumienie z dokerami na temat technologii, a to był podobno najważniejszy problem blokujący podpisanie nowej umowy zbiorowej. To i tak kiedyś musiało się stać. Jednak taka wiadomość w tym momencie — jeszcze przed posiedzeniem Fed — była dodatkowym impulsem do wzrostu rynku. na dodatek rynek czeka na dzisiejsze wybory do Kongresu. Na rynku panuje przekonanie, że zwycięstwo republikanów zostanie odebrane jako dobra wiadomość dla giełd. Nadal jednak nie ma pewności, kto wygra.
Nasz rynek pociągnięty przykładem ze świata natychmiast przełamał opór na 1197 pkt. na WIG-20, ale entuzjazmu widać nie było i szybko zawróciliśmy. Szalał kurs Optimusa po transakcji BRE-ITI. W Eurolandzie inwestorzy przestraszyli się jednak oporów technicznych i indeksy ciągle stały pod nimi. Takie zachowanie udzieliło się naszemu rynkowi. Przez długi czas nic się nie działo. Obroty były stanowczo za małe, by w przekonujący sposób przełamać ważny opór, co w końcu doprowadziło (od połowy sesji) do osuwania się indeksów. W oczekiwaniu na mocne otwarcie w USA, po godzinie 14.00 rynek znów ruszył do góry, ale nie wyglądało to przekonująco. Po prostu indeksy wróciły do poziomu poprzedniej stabilizacji, a mocne otwarcie w USA i lepsze od prognoz dane makro o zamówieniach fabrycznych w Stanach już niczego nie zmieniło. Nie jest tak łatwo, bez podstaw fundamentalnych, przełamać linię trzyletniej bessy. Zdecydowanie trzeba wyróżnić mocno rosnące BPH i BZ WBK.
Dziś o godzinie 16.00 dowiemy się, jak wygląda indeks aktywności gospodarki amerykańskiej w usługach (ISM). Prognoza mówi o spadku z 53,9 do 53 pkt. Wartość powyżej 50 pokazuje, że sektor się rozwija. Usługi od dawna są mocniejsze od sektora produkcyjnego. W normalnych okolicznościach spadek poniżej 50 wywołałby przerażenie, ale czy tak będzie przed posiedzeniem Fed (jutro) i ECB (pojutrze)? Rynki w Europie powinny już tylko czekać na te posiedzenia. Oczywiście nie wiem, jakie informacje dotrą do dzisiejszego ranka, ale w normalnych warunkach należy założyć, że wszyscy, którzy chcieli kupić akcje pod posiedzenia banków centralnych, już to zrobili. I to właśnie jest niebezpieczne w krótkim okresie. Dużo zależy od poniedziałkowego zamknięcia na Wall Street. Jeśli było bardzo mocne, to w Europie i w Polsce będzie panował umiarkowany optymizm, ale nie bardzo widzę możliwość wyraźnego przełamania oporu. Jeśli indeksy amerykańskie stracą na zamknięciu, to już dziś dojdzie do korekty.