Zachwiana wiara inwestorów w GPW

Waldemar Borowski
opublikowano: 2009-02-03 08:08

Lepsza postawa inwestorów na Wall Street i w Azji powinna ułatwić łapanie oddechu przez europejskie parkiety. Natomiast losy GPW spoczywają w rękach "niedźwiedzi" i to od ich decyzji zależy przebieg dzisiejszych notowań. Po wczorajszej ostrej przecenie, mocno została zachwiana wiara, że w kreowaniu nastrojów na warszawskim parkiecie czynny udział biorą kupujący.

Poniedziałkowa sesja potwierdziła gorzką prawdę, że poziom indeksów i wyceny polskich firm całkowicie są uzależnione od interesów podaży. Bardziej niepokojące od wczorajszej skali przeceny WIG20, jest oderwanie się go od korelacji z innymi parkietami w  regionie. Podczas, gdy węgierski BUX zakończył wczoraj notowania pokaźnym wzrostem, a czeski PX50 nie odstawał od najważniejszych indeksów na kontynencie, to WIG20 zanurkował prawie 4 proc., ustanawiając nowe minima na zakończeniu sesji. Jeszcze gorzej sytuacja przedstawia się z minimami indeksów w trakcie handlu. BUX dzieli jeszcze od tego poziomu ok.10 proc. Podobna sytuacja przedstawia się na praskim indeksie, a WIG20 jest oddalony od tej wartości zaledwie  ok. 4 proc.

Trudno więc uznać, że obecnie Warszawa jest wrzucana do wspólnego koszyka z Pragą, czy Budapesztem przez zagranicznych inwestorów, bo ostatnie sesje temu wyraźnie przeczą. Bardzo słaba postawa naszego parkietu jest wynikiem braku fundamentalnego popytu, którego arbitraż nie jest w stanie zastąpić. Bez udziału jednej strony rynku i braku płynności nawet na największych spółkach, wczorajsze wybicie dołem z konsolidacji, nie musi jeszcze oznaczać automatycznego wejścia w bardzo silny trend spadkowy.  Na pewno jednak taki stan nie chroni nas przed sztucznymi ruchami w ostatnich fazach handlu.

O ile sytuacja na WIG20 nadal nie jest w pełni klarowna, to stopniowe osuwanie się mWIG40 i sWIG80 wydaje się nieuchronne. Problem z opcjami walutowymi i forwardami zatacza coraz szersze kręgi w tym segmencie spółek. O dołączeniu do grona firm zaangażowanych w tego typu transakcje poinformowały ostatnio Fota i Lena Lighting. Stanisław Kluza, szef KNF, liczy, że można się spodziewać dalszych informacji od emitentów o tego typu operacjach na rynku walutowym. To zdecydowanie ogranicza zaufanie inwestorów i  zwiększa awersję od akcji na szerokim rynku.

Niewiele wyjaśniła wczorajsza sesja na Wall Street. Amerykańscy inwestorzy przy braku istotnych raportów kwartalnych tego dnia ze spółek, skoncentrowali się na danych makroekonomicznych oraz spekulacjach o dalsze posunięcia administracji Baracka Obamy.
Pogorszenie sentymentu w Nowym Jorku było efektem pojawienia się poważnych znaków zapytania nad sensem utworzenia tzw. „złego banku”, który przejąłby niepłynne aktywa. Zasadność takiego posunięcia podważył m.in. Joseph Stiglitz. Z kolei inny ceniony ekonomista Paul Krugman wyraził opinię, że najlepszym rozwiązaniem może być nacjonalizacja banków. Tym poglądem zdecydowanie przeciwstawił się szef Departamentu Skarbu- Timothy Geithner- przychylając się do utworzenia „złego banku” oraz zapowiadając, że już w przyszłym tygodniu zostanie skonkretyzowany plan dalszej pomocy dla sektora finansowego.

Zamieszanie na polu ekonomiczno-politycznym, spotęgowane przez wieści od kongresmenów o nowych, zaostrzonych warunkach dalszej pomocy dla banków ze strony budżetu federalnego, początkowo preferowało niedźwiedzie nastroje na Wall Street. Jednak w końcówce handlu górę wzięły dane makro, które tym razem nie rozminęły się znacząco z oczekiwaniami. Spadek wydatków konsumpcyjnych w grudniu okazał się nieco większy od prognoz i wyniósł 1 proc. mdm, ale obniżenie  dochodów Amerykanów było mniejsze od szacunków i wyniosło 0,2 proc. Dobre wrażenie zrobiła, z pozoru, mało istotna informacja. Okazało się, że mimo potężnej recesji, liczba obywateli USA korzystająca z finansowej pomocy socjalnej do października 2008 r. (rok obrachunkowy ) wzrosła zaledwie o 1 proc.

Dzięki poprawie nastrojów i mobilizacji popytu w końcowej fazie notowań, udało się odrobić część wcześniejszych strat i Dow Jones zanotował ograniczoną zniżkę o 0,8 proc., która była efektem bardzo słabej postawy Bank of America i firmy 3M. Znacznie lepiej wypadł technologiczny Nasdaq100 wzrastając o 1,31 proc., w głównej mierze dzięki Microsoft i Intelowi.