Zaczarowany ołówek rządu

opublikowano: 18-11-2015, 22:00

Pół wieku temu w serialu „Zaczarowany ołówek” mały Pietrek wykonywał w każdym odcinku jakąś dobrą zmianę, cywilizacyjną lub infrastrukturalną.

W ułamku sekundy materializowało się wszystko, co narysował kolejnymi egzemplarzami ołówka, dostarczanymi mu na świeżo (widocznie moc się wyczerpywała) przez krasnoludka. I zawsze dawał radę, co znacznie gorzej wychodziło w realu władcom PRL z czasów serialu. Ponieważ wczoraj zakończyło się formalne konstruowanie wszechwładzy Prawa i Sprawiedliwości na kadencję 2015–19 — wszystkim obywatelom RP powinno autentycznie zależeć, aby nowi władcy dawali radę niczym Pietrek. Po exposé pani premier trudno jednak uniknąć wrażenia, że na razie tylko rysują.

Rząd Beaty Szydło
Zobacz więcej

Rząd Beaty Szydło Marek Wiśniewski

Konstytucyjny rytuał zatwierdzenia rządu od ćwierć wieku przebiega identycznie. W ocenie sejmowej większości, wszystko jedno, koalicyjnej czy monopartyjnej, program Rady Ministrów zawsze wypada na szóstkę. Nawet gdy premier zapowiada szybkie rozdawnictwo pieniędzy obiecanych w kampanii wyborczej, bez konkretów na temat źródeł pokrycia wydatków. Akurat Beacie Szydło trzeba obiektywnie zapisać na plus, że exposé rozpoczęła od gospodarki i jego lejtmotywem uczyniła odmieniany przez wszystkie przypadki rozwój. Mniejszościową opozycję jednoczy natomiast przy exposé przekonanie, że władcy jednak nie dadzą rady. Finalny efekt arytmetyczny i prawny zawsze (z wyjątkiem pierwszego

głosowania nad gabinetem Marka Belki w 2004 r.) jest taki sam — rząd otrzymuje wotum zaufania i przez cztery lata staje się, jako organ kolegialny, praktycznie nieusuwalny. Chyba że do zmiany premiera lub nawet skrócenia kadencji dojrzeje sama rządząca partia. W każdym razie formalnie pani premier wczoraj stała się najpotężniejszym człowiekiem w Polsce. W ustroju parlamentarnogabinetowym, z niewielką tylko domieszką prezydencką, portfolio decyzyjne Beaty Szydło bije na głowę możliwości Andrzeja Dudy.

Ale jest ktoś ważniejszy i od głowy państwa, i szefowej rządu. W środę w Sejmie bez jakichkolwiek wątpliwości prezes Jarosław Kaczyński potwierdził swój nadzwyczajny status, wygłaszając exposé bis. W okolicznościach normalnych, gdy szef partii obejmuje stery rządu, w imieniu klubu wypowiada się jego przewodniczący, odnosząc się do tekstu premiera. Czyli wczoraj Ryszard Terlecki powinien skomentować wystąpienie Beaty Szydło. Zamiast takiego standardu prezes PiS zarysował program polityczno-ideologiczny, którego nie tykała pozycjonująca się na technokratkę premier.

Do takiej dwupoziomowej struktury nowej władzy wypada się przyzwyczaić. Jeśli już istnieje, to niechby przynajmniej czytelnie odbijała się w autorstwie projektów ustaw — wszelkie gospodarcze czy wywołujące następstwa finansowe bezwzględnie muszą trafiać do Sejmu tylko z Rady Ministrów, zaopatrzone w bardzo szczegółową i uczciwą tzw. ocenę skutków regulacji. Projekty poselskie mogą dotyczyć jedynie ideologicznych igrzysk, ale także muszą mieć załączony rachunek. Niestety, w pierwszym, poselskim projekcie ustawy o działach administracji rządowej całkiem realne koszty reorganizacji sprowadzono do jedynie… przesunięć pieniędzy, co jest fikcją.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu