Poznań zawsze dawał państwu więcej niż dostawał. Najwyższy czas zmienić te proporcje — twierdzi Sławomir Pietras, dyrektor Teatru Wielkiego w Poznaniu.
„PB”: Jakie priorytety inwestycyjne powinien mieć Poznań w najbliższych latach?
SP: Poznaniowi potrzebne są inwestycje skoncentrowane na dwóch kierunkach. Pierwszy to przedsięwzięcia pobudzające aktywność gospodarczą miasta i zwiększające jego atrakcyjność inwestycyjną. Mam na myśli inwestycje w infrastrukturę tworzącą warunki do rozwoju stref przemysłowych i lokalizacji nowych zakładów. Drugi kierunek związany jest z poprawą jakości życia mieszkańców, czyli projekty usprawnienia komunikacji masowej, modernizacji i rozbudowy dróg oraz przygotowanie nowych terenów pod budownictwo mieszkaniowe. Oznacza to potrzebę inwentaryzacji zasobów miasta oraz maksymalne usprawnienie wszelkich procedur związanych z rozwojem działalności gospodarczej.
Z jakich źródeł chce Pan pozyskiwać pieniądze na inwestycje?
— W programie wskazuję na liczne źródła finansowania inwestycji, w tym dochody z budżetu państwa powiększone o rozmaite subwencje i dotacje budżetowe oraz z państwowych funduszy celowych, środki przedakcesyjne i akcesyjne Unii Europejskiej oraz uzupełniająco pożyczki w formie kredytów lub emisji obligacji. Poznań musi otrzymywać z budżetu więcej niż dotychczas, bo złoty tu zainwestowany przynosi większy efekt niż gdzie indziej. Liczę też na wzrost dochodów bezpośrednich miasta poprzez rozwój małych firm oraz nowe inwestycje zagraniczne. Istotną rolę widzę też mobilizacji kapitałów prywatnych w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego.
Forsuje Pan ideę tworzenia stref przemysłowych. Jakie są założenia tego pomysłu?
— Pomysł jest prosty i sprawdzony w innych miastach Europy. Miasto wydziela teren, który wyposaża w pełną infrastrukturę i zaprasza banki do lokalizacji swoich filii, a dalej wydaje pozwolenia na budowę nowych zakładów. Może to zrobić albo w drodze sprzedaży działek w strefie, albo wniesienia aportu lub dzierżawy.
Jakie jest Pańskie stanowisko wobec wielkich sieci handlowych? Czy pozwoli Pan na ich dalszą ekspansję?
— Poznań został już dostatecznie nasycony wielkimi sieciami handlowymi. Miasto jest jak piramida, w jego centrum mieścić się muszą instytucje zaspokajające potrzeby najwyższego rzędu. Na obrzeżach zaś jest miejsce na wielki handel. Pomiędzy tymi miejscami jest przestrzeń dla rozwoju działalności handlowej i usługowej. Tę przestrzeń będę starał się zapełnić, popierając rozwój małych firm.
Lansuje Pan hasło „Poznań otwarty na Europę”. Jak chce Pan je otworzyć na Europę?
— Poznaniowi brakuje profesjonalnej promocji. Po objęciu urzędu powołam ośrodek promocji miasta i jego projektów inwestycyjnych. W ośrodku zatrudnię najwyższej klasy specjalistów. Będą to agendy utrzymujące stały kontakt z Brukselą, Berlinem, Warszawą i wszystkimi centrami Europy.
W społecznym odbiorze władze samorządowe są ostoją korupcji. Jak zamierza Pan walczyć z tym zjawiskiem?
— Zacznę od przeglądu kadr. Przygotowywanie decyzji w ich aspektach finansowych powierzę tym, którzy będą stosowali jasne zasady. Przede wszystkim musi obowiązywać zasada kolegialności, decyzje zamierzam podejmować odważnie, ale przy świetle dziennym.
Wiadomo, że przyjaźni się Pan z Janem Kulczykiem. Czy jest on zaangażowany w finansowanie Pańskiej kampanii?
— Szkoda, że powszechnie nie wiadomo, z jaką liczbą przedsiębiorców w kraju i zagranicą przyjaźnię się poza Janem Kulczykiem. O poparcie i zaangażowanie ich wszystkich w sprawy Poznania zabiegam i będę zabiegał.