Zaczyna się nudny okres

Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ
opublikowano: 2020-12-15 20:00

Handel na rynkach de facto potrwa tylko do najbliższego piątku, potem inwestorzy będą już zajęci przygotowaniami do świąt i w pracy pozostaną tzw. księgowi, co dobrze tłumaczy nieraz zastanawiające ruchy w ostatnich dniach roku. Ale to już tylko przepływy, na które ostatecznie nie ma co zwracać uwagi, gdyż z początkiem stycznia sytuacja powróci do normy.

W środę wieczorem w centrum uwagi będzie komunikat Fedu. Potwierdzi on to, co już wiemy – stopy procentowe w USA pozostaną skrajnie niskie jeszcze przez bardzo długi okres, a skup aktywów będzie kontynuowany. Nie dowiemy się więc niczego, co mogłoby sprawić, że trend spadkowy na dolarze mógłby ulec zmianie. Na to mogłoby dopiero wpłynąć plotki, że taka sytuacja przestaje się podobać decydentom w bankach centralnych – zbyt mocne waluty raczej nie sprzyjają ożywieniu gospodarki.

Na rynku złotego wątek unijnego budżetu został już zdyskontowany i nieco zapomniany, co pokazały ostatnie dni, gdzie polska waluta nieco się skorygowała. Niemniej od stycznia zaczną się transfery pieniędzy z pakietu naprawczego, co może znów mieć znaczenie. Perspektywa spadku EUR/PLN poniżej 4,40 zł nie jest zatem aż tak odległa, chociaż rzeczywiście może nie mieć ona miejsca przed świętami. Z dolarem sprawa jest nieco bardziej „skomplikowana”, gdyż ważnym czynnikiem są zmiany na parze EUR/USD. A tutaj technicznie przestrzeń jest otwarta aż do 1,25. To może zapowiadać zniżkę USD/PLN nawet w okolice 3,50-3,52 zł, które wyznaczane są przez techniczne wsparcia na wykresie miesięcznym.