Zaczyna się weryfikacja branży odpadowej

  • Anna Pronińska
opublikowano: 27-03-2013, 00:00

Paleta firm szybko się zmniejszy — przewidują zwycięzcy i przegrani gminnych przetargów na odbiór śmieci.

Wojciech Byśkiniewicz, właściciel zatrudniającej 250 osób rodzinnej warszawskiej firmy Byś, zajmującej się wywozem odpadów, nie będzie miał dla załogi dobrych wieści.

— Od 1 lipca prawdopodobnie będziemy musieli zamknąć regionalną instalację przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK), w którą zainwestowaliśmy 70 mln zł — mówi Wojciech Byśkiniewicz.

Firmie nie udało się dotychczas zdobyć żadnego zlecenia na odbiór odpadów w woj. mazowieckim.

— Startowaliśmy w wielu przetargach, m.in. Legionowie, Otwocku, Jabłonnie i Ożarowie. Wszędzie nasza cena była najwyższa. Okazuje się, że na nowym rynku śmieciowym nie ma miejsca dla profesjonalnych firm z profesjonalnymi instalacjami. W przetargach oferenci dają zbyt niskie ceny. Jeśli nikt nie będzie ich potem kontrolował, będą mogli dowolnie gospodarować śmieciami — uważa Wojciech Byśkiniewicz. Jego zdaniem, odpady znów mogą trafić do lasów.

— Firmy, które wygrywają przetargi w gminach aglomeracji warszawskiej, nie zgłaszają się do nas, by podpisać umowy na utylizację śmieci [według ustawy śmieciowej RIPOK-i powinny mieć zagwarantowany strumień odpadów — przyp. red.]. Zastanawiamy się, co będą robić ze śmieciami. Ostatnio w jednej z podwarszawskich gmin rozstrzygnięto przetarg, w którym najtańsza oferta była o jedną trzecią niższa od szacunków samorządu. Recykling kosztuje i jeśli ktoś oferuje bardzo niską cenę, to nie wiem, czy jest w stanie coś sensownego z odebranymi śmieciami zrobić — mówi Wojciech Byśkiniewicz.

Także eksperci Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR) obawiają się, że śmieci wrócą do lasów.

— Źle się stało, że cena jest głównym kryterium wyboru. To stwarza pole do nielegalnych działań — mówi Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes IBnGR. Zwycięzcy przetargów są innego zdania.

— Dotychczas nie było kontroli nad tym, co firmy robią z odpadami. Teraz nie ma możliwości, by śmieci wróciły do lasu. Temu ma służyć reforma gospodarki śmieciowej. Marszałek Mazowsza już zapowiedział kontrole. Skończyło się więc nielegalne wywożenie śmieci. System się uszczelni — zapewnia Marcin Sroczyński, dyrektor ds. strategii i rozwoju MPK Ostrołęka. Firma ma już umowę na wywóz odpadów w gminie Świętajnko (woj. warmińsko- -mazurskie). W Legionowie (mazowieckie) i Śniadowie (podlaskie) jej oferty uznano za najkorzystniejsze.

— Jesteśmy firmą przetwarzającą odpady, więc nie interesuje nas upychanie ich po krzakach. Nie wiem, jak inni kalkulują ceny, ale podstawa jest taka, że w cenie uwzględnia się przetworzenie odpadów, ich odbiór i transport oraz koszt pojemników dla mieszkańców — mówi dyrektor w MPK. Nie ukrywa, że firmy walczą o rynek. Potem ceny urosną, a na rynku nie będzie już wiele podmiotów. — Dziś jeszcze wachlarz wykonawców jest szeroki, ale niedługo się zmniejszy — uważa dyrektor w MPK.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu