Sygnalizowałem już wczoraj, że na naszym rynku akcji zbliża się jakieś przesilenie, na co wskazują bardzo duże obroty. Jedne fundusze kupowały z myślą o zagraniu pod referendum akcesyjne, a inne sprzedawały licząc na cykliczne ochłodzenie koniunktury w maju. Nie oczekiwałem jednak, że to przesilenie nastąpi już wczoraj. Nie ulega wątpliwości, że duży kapitał zagościł na polskiej giełdzie, a gra pod referendum nabrała rumieńców. Atak był niespodziewany (jak zwykle na GPW), a obroty wręcz niezwykłe. Największym powodzeniem cieszyły się oczywiście duże, płynne spółki. To klasyczny sygnał, że do gry wszedł zagraniczny kapitał spekulacyjny. Uważam, że na WIG trwa elliottowska fala III, która powinna doprowadzić indeksy przynajmniej w okolice szczytu z maja zeszłego roku (15700 pkt). Oczywiście nie bez korekt.
Wiele zależy też od giełd zagranicznych. Wtorkowa sesja w USA zakończyła się niewielkim spadkiem indeksów, a mogło być znacznie gorzej. Przed falą danych makro, która zaczęła zalewać rynek od wczoraj, indeksy musiały przystopować. Poza tym nocne ataki terrorystyczne w Arabii Saudyjskiej nie pomagały rynkowi. Amerykanie bardzo się tym nie przejęli, bo to nie był atak w USA, ale jakiś wpływ to wydarzenie miało. Sesja nie miała żadnego znaczenia w ogólnym obrazie rynku. Po niej wyniki podał Applied Materials, największy wytwórca sprzętu do produkcji półprzewodników. Prognozy na ten rok były mało zachęcające. Zawsze piszę, że jedna spółka nie zmienia trendu. Tak będzie i teraz, ale wyniki i prognozy AMAT są sygnałem, że w sektorze TMT nie jest tak dobrze, jak się niektórym wydawało, a wydatki inwestycyjne wcale nie rosną. Nastroje były jednak tak dobre, że ten „niedźwiedzi” element mógł po prostu nie zagrać. W tej fazie rynku inwestorzy lekceważą wszystkie złe informacje.
Europa zaczynała wczoraj sesję od wzrostów indeksów. Chyba jedynym ich powodem było to, że sesja w USA nie zakończyła się dużym spadkiem, a euro nadal słabło po komentarzach sekretarza skarbu USA, który dla odmiany oświadczył, że Ameryka nadal popiera politykę silnego dolara. Oczywiście mówi się również o oczekiwaniach na czerwcową obniżkę stóp na posiedzeniu ECB. Dane o bardzo słabej sprzedaży detalicznej w USA rynki nieco schłodziły, ale szybko zaczęto tłumaczyć, że to wynik wyjątkowo chłodnego kwietnia i dobre nastroje utrzymały się.
Wczoraj była przygrywka, a dzisiaj ruszy lawina danych makro. Już o 8.00 dowiemy się, o ile wzrósł PKB w Niemczech w pierwszym kwartale (prognoza +0,1 proc.). To będzie miało wpływ na rynek europejski, podobnie jak informacja o wzroście PKB w strefie euro w pierwszym kwartale (12.00 — prognoza +0,1 proc.). O 14.00 na rynek dotrą informacje o wartości indeksu podawanego przez nowojorski oddział amerykańskiego banku centralnego (Fed), który pokaże, jak rozwija się gospodarka w tym regionie w maju (prognoza to wzrost z minus 20,4 do minus 7,8 pkt). O 14.30 zostanie podana liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych (prognoza 430 tys.). To może mieć duży wpływ na rynek. Podobnie, jak podawana o tej samej porze inflacja w cenach producentów (PPI). Prognoza mówi o spadku PPI o 0,7 proc., a bazowej o 0,1 proc. Po ostatnim ostrzeżeniu Fed spadki inflacji miałyby piorunujący wpływ na rynki. Ale to nie koniec. O 15.15 dowiemy się, jak wykorzystany był potencjał przemysłowy w USA w kwietniu (prognoza 74,5 proc.) oraz jaka była dynamika produkcji przemysłowej (prognoza minus 0,4 proc.). Te dane ujawnią, czy w przemyśle amerykańskim widać jakąś poprawę. Wreszcie dzień zakończy indeks Fed dla regionu Filadelfii (o 18.00 — prognozowany jest wzrost do minus 4 pkt). Nie sposób postawić prognozy, ktore dane będą miały największy wpływ na rynek. Osobiście stawiałbym na inflację.