Zagraniczny kontrakt nie zawsze się opłaca
Fachowcy z Polski coraz częściej znajdują się na celowniku zachodnich headhunterów. Werbowani są na kierownicze stanowiska zarówno w krajach Europy Zachodniej, jak i Wschodniej. Mimo posiadanych kwalifikacji nadal jednak do negocjacji przystępują z kompleksem gorzej opłacanego Polaka.
Polscy specjaliści coraz częściej znajdują zatrudnienie za granicą. Wyjazd do pracy poza krajem wiąże się zwykle z większymi dochodami. Okazuje się jednak, że nie na tyle dużymi, aby zatrzymać polskich fachowców na stałe za granicą.
— Kwoty oferowane naszym specjalistom w Europie Zachodniej są tylko pozornie większe od tego, co mogą oni zarobić w kraju. Pensja większa o 20, czy 30 proc. w Polsce, znaczy co innego niż za granicą. Na Zachodzie wyższe są koszty utrzymania i inny standard życia. W rezultacie polski specjalista często wcale nie zarabia więcej niż przed wyjazdem — tłumaczy T. Krzysztof Mężykowski, partner zarządzający w H. Neumann International.
Jego zdaniem, po odliczeniu wyższych kosztów utrzymania, pensje oferowane Polakom na Zachodzie różnią się w niewielkim stopniu od tego co można zarobić w kraju. O tym, że polscy specjaliści doskonale zdają sobie z tego sprawę może świadczyć minimalne zainteresowanie ze strony krajowych informatyków ofertą pracy w Niemczech czy w Irlandii.
— Polacy nawet jeżeli zdecydują się na pracę za granicą, to szybko wracają. Często z powodów osobistych i rodzinnych. Częściej jednak ich umiejętności są w kraju więcej warte niż na Zachodzie, gdzie więcej jest doświadczonej kadry zarządzającej — wyjaśnia Olga Kowaluk z SMG/KRC Human Resources.
Lepiej na Wschodzie
Zdaniem Andrzeja Maciejewskiego, dyrektora Kienbaum Executive Consultants, najlepsze warunki finansowe są oferowane polskim menedżerom, którzy zdecydują się na pracę w kraju mniej rozwiniętym niż Polska, np. na Ukrainie, w Rumuni czy Bułgarii.
— Polscy ekspaci w krajach bloku postsocjalistycznego zarabiają dużo. Mają nieocenione dla zachodnich firm doświadczenie zdobyte w Polsce, znają mentalność ludzi z tej części świata. Wydatki, jakie ponosi firma na ich wynagrodzenie, są i tak relatywnie niskie w porównaniu z tymi, które musiałaby ponieść, gdyby na miejscu polskiego menedżera miał znaleźć się np. Anglik — wyjaśnia Andrzej Maciejewski.
Jego zdaniem, pomimo bardzo dobrych warunków finansowych oferowanych przez firmy nie jest łatwo namówić polskich menedżerów na objęcie stanowiska na Wschodzie. Są one postrzegane jako mniej prestiżowe, mimo że ich objęcie wiąże się również z awansem w strukturach firmy.
Na Zachód polscy menedżerowie wyjeżdżają chętniej, ale wyjazdy do tej grupy państw w ramach korporacji traktują bardziej jako urozmaicenie w życiorysie niż życiowe wyzwanie. Wyjazdy w tę stronę, zwłaszcza jako awans w hierarchii firmy, zdarzają się o wiele rzadziej.
— Na Zachód wyjeżdżają w ramach korporacji menedżerowie średniego szczebla. Zwykle nie zarabiają więcej niż w Polsce. Ich wyjazd jest inwestycją w samego siebie. Pracownik w ten sposób zapoznaje się z pracą w międzynarodowej korporacji. Na pracę w zagranicznych oddziałach nie może liczyć każdy, ale tylko najlepsi. Jest to dobry sposób na dowartościowanie pracownika — przekonuje Andrzej Maciejewski.
Wysoka poprzeczka
Polscy specjaliści są coraz częściej namierzani przez międzynarodowych headhunterów. Proponuje się im samodzielne stanowiska w najrozmaitszych zakątkach świata. Zdaniem T. Krzysztofa Mężykowskiego, polscy fachowcy nadal jeszcze podchodzą do negocjacji z wielkimi koncernami z poczuciem niższości.
— Wciąż jeszcze pokutuje wizja Polaka gorzej opłacanego. Tego krajowi specjaliści powinni się pozbyć. Korporacja zainteresowała się polskim fachowcem nie dlatego, że jest tanią siłą roboczą, ale dlatego że jest uznanym specjalistą. Na jego pensję ma przeznaczoną pulę pieniędzy i tylko od kandydata zależy, ile z tego dostanie — wyznaje T. Krzysztof Mężykowski.
Radzi, aby do negocjacji w sprawie pensji podchodzić bez strachu i kompleksów. Do rozmów trzeba się jednak odpowiednio przygotować. Poznać realia rynku, na którym przyjdzie kandydatowi pracować. Określić koszty związane ze zmianą miejsca zamieszkania, wyjazdami do Polski, ze ściągnięciem rodziny itd. W czasie negocjacji mogą one być ważnym argumentem.
Również według Olgi Kowaluk, polski menedżer powinien śmiało negocjować warunki.
— Łatwo jest prowadzić twarde negocjacje osobom o rzadkich, cennych czy sprawdzonych umiejętnościach, które rynek zawsze powita z otwartymi ramionami. Tu narodowość zazwyczaj nie stanowi bariery. W biznesie liczą się pieniądze, a nie paszport. Jeżeli polski menedżer spełnia wymogi stanowiska, może być w negocjacjach równie nieustępliwy jak jego koledzy z danego kraju. A płace i inne warunki należy sobie zapewnić na już wstępie i potwierdzić je kontraktem. To abecadło biznesowe — dodaje Olga Kowaluk.
Agnieszka Ostojska
[email protected] tel. (22) 611-62-24