Ważny przyczynek do publicznej dysputy o repolonizacji banków. Narodowy Bank Polski w najnowszym „Raporcie o stabilności systemu finansowego” przyznaje, że ryzyko zmian właścicielskich znacznie w ostatnim półroczu wzrosło. Ryzyko, bo zmiany w akcjonariacie nie postrzega jako szansy na „odbicie” banków, lecz zagrożenie dla sektora. „Proces ewentualnych zmian właścicielskich wiąże się z ryzykiem spadku zaufania do banków” — czytamy w raporcie.
Odcięcie finansowania
NBP zwraca też uwagę na problemy płynnościowe, jakie mogą się pojawić wraz z wycofaniem się inwestorów zagranicznych z Polski. Część banków albo wyłącznie, albo chociaż w części opiera swój model biznesowy na finansowaniu uzyskiwanym od spółki matki. Tymczasem płynność w ostatnich miesiącach jest dobrem rzadkim na rynkach międzybankowych. W Europie panuje niemal całkowita posucha. W Polsce banki pożyczają sobie nawzajem pieniądze, ale 98 proc. transakcji przypada na depozyty jednodniowe.
— W ostatnich miesiącach w polskim sektorze bankowym wyraźnie nasiliło się ryzyko płynnościowe. Po raz pierwszy dołączyliśmy je do naszej analizy. Banki mogą zmierzyć się z sytuacją, w której spółki matki silnie ograniczą lub nawet odetną im finansowanie.
Tymczasem zależnośćpolskiego rynku od zagranicznych źródeł kapitału nadal rośnie — mówi Piotr Szpunar, dyrektor Departamentu Systemu Finansowego NBP. Wartość finansowania ciągnionego z zagranicy to ponad 70 mld zł w kredytach i ponad 60 mld zł w depozytach. Udział banków, które swój model biznesowy oparły wyłącznie na pieniądzach od spółek matek, wynosi 17 proc. aktywów polskiego sektora. I rośnie. NBP niepokoi, że finansujące się za granicą banki zwiększają udziały rynkowe, prowadząc „relatywnie” agresywnąpolitykę kredytową, co zmniejsza stabilność systemu.
Teoretyczne ryzyko
Autorzy raportu sprawdzili, jak mocno uzależniony od finansowania sektor bankowy zachowałby się w szokowym scenariuszu wypływu płynności, połączonego z deprecjacją złotego i wycofywaniem depozytów przez klientów. W tak skrajnych warunkach 25 proc. banków miałoby problem ze stabilnym prowadzeniem działalności. Ryzyko, że do tego dojdzie, jest niewielkie, ale NBP radzi dmuchać na zimne i przebudować strukturę finansowania, w razie potrzeby ograniczając wzrost aktywów, a więc pośrednio również zyski.
— NBP zwraca uwagę na pewien hipotetyczny problem. Gdyby rzeczywiście dopływ płynności z zagranicy został odcięty, powstałby poważny problem z płynnością. Przy obecnej akcji depozytowej, wynoszącej 738 mld zł, poziom depozytów musiałby wzrosnąć o 28 proc., żeby zasypać lukę. To niemożliwe, więc rekomendację NBP traktowałbym raczej jako sugestię, żeby banki zajęły się problemem — mówi Tomasz Bursa, analityk Ipopema Securities.
Łatwego wyjścia z sytuacji nie ma. Jeśli banki zaczną ściągać z rynku depozyty, ponownie dojdzie do wojny depozytowej. Płynności od tego nie przybędzie, w górę pójdą natomiast ceny. NBP radzi bankom, by oparły finansowanie o długoterminowe papiery dłużne zabezpieczone kredytami hipotecznymi. Rynek takich papierów w Polsce jest jednak martwy i bez zmian w przepisach nie ma szans, żeby go ożywić.