Zainwestuj w szóstą pierś

Zepsuta kapusta — pomyślał inwestor, widząc okrągławe dzieło z ceną 220 tys. zł. Czas, żeby się przekonał, że to jedna z lepszych lokat

Czerwone, lekko rozchylone usta, szarobeżowe półprzezroczyste główki, lampy w kształcie warg i rzeźby z poukładanych jedna na drugiej piersi. Różowawe i wyglądające na miękkie, z lekko tłustym połyskiem, dokładnie jak żywa skóra — niektórzy wzdragaliby się przed ich dotknięciem, inni aż musieliby zrobić sobie z nimi zdjęcie, z pełnym uśmiechem na tle takich główek czy jasnych pofałdowanych brzuchów. Beztroski scenariusz można jednak zrealizować tylko pod warunkiem, że niewiele się tych prac zrozumie albo że zrozumie się wyłącznie, jaką wartość miałyby w obiegu. Odlew ust tak mały, że łatwo byłoby go zapodziać, licytowany będzie 6 kwietnia od 30 tys. zł, a jedna z poliestrowych głów, zatytułowana jako „Pamiątka”, ma w Desie Unicum spodziewaną cenę 300-450 tys. zł. Po czym takie pamiątki? Właśnie tylko po ciele — i tylko dlatego, że z pofałdowanym brzuchem i własnymi ustami każdy się kiedyś rozstanie.

Wyświetl galerię [1/2]

PRZECIWIEŃSTWA PRZYCIĄGAJĄ: Alina Szapocznikow czerpała ze sprzeczności, kiedyś zaprojektowała nawet ślizgawkę w kraterze Wezuwiusza. Odlew ust — nietrwałego ciała — ma cenę 30 tys. zł. DESA UNICUM

Trwalsze niż ze spiżu

Aukcyjny rekord za dzieło Aliny Szapocznikow wynosi 480 tys. EUR (2 mln zł) i ustanowiły go sprzedane kilka lat temu w Belgii „Usta iluminowane”, które w bazie danych Artprice słusznie sklasyfikowano nie jako rzeźbę, tylko jako oświetlenie. Jeśli ich oryginalny francuski tytuł przetłumaczony zostałby dosłownie, brzmiałby „Lampa-usta” i dużo skuteczniej sugerowałby, o co chodzi. Odlew części ciała został podniesionydo rangi rzeźby — pomniku zapisującego na zawsze to, co nietrwałe — a nawet potraktowano go przewrotnie, jako przedmiot dekoracyjny, użytkowy. Artystka pisała, że jest przekonana, że wśród wszystkich przejawów nietrwałości ciało ludzkie jest najwrażliwszym, jedynym źródłem wszelkiej radości, wszelkiego bólu i prawdy — tłumacząc, że to z powodu jego nędzy, która dla umysłu też jest w końcu nieunikniona, ale zupełnie nie do przyjęcia.

Dzieła o przemijaniu nie są na rynku sztuki specjalną rzadkością, jednak tym razem ten powszechny dramat jest odgrywany na żywym organizmie — to autorka wspominała doświadczenia obozu koncentracyjnego, przyglądała się swojemu ciału, cieszyła się jego dojrzałością, a potem dowiadywała o śmiertelnej chorobie, wreszcie odprawiała „Pogrzeb Aliny”, zatapiając w tym poliestrze różne osobiste strzępki, zdjęcia. Jeszcze przed chorobą, powstawały dzieła upamiętniające czystą zmysłowość — lampki z ustami, tytułowe „Deserki” z dolną częścią twarzy, „Pamiątki”, jak ta wystawiona na aukcję, w których Szapocznikow zatopiła otwarte oczy i odlew czerwonych warg.

Nie powstawały masowo, jak pejzaże niektórych rozchwytywanych malarzy, dlatego podaż jest wyjątkowo mała, a popyt widoczny w kilku krajach. Po deserkach przyszły pamiątki jeszcze rzadsze, wytwarzane pod coraz większym ciśnieniem — żywicą koloru skóry obleczone były zdjęcia ofiar zagłady, własne bandaże — twórczość mniej ładna i miła, a co najdotkliwsze, bez powrotnej drogi.

Poliestrowe dobro narodowe

Popyt na odciski warg warte i kilkadziesiąt tysięcy złotych, i kilkaset tysięcy euro, zgłaszany jest w niecałej jednej piątej z Polski, w prawie 30 proc. z Belgii, a blisko połowa aukcyjnego obrotu przypada na Francję, według danych Artprice. Takie proporcje są zrozumiałe z uwagi na fakt, że w 1963 r. Alina Szapocznikow przeprowadziła się do Francji na stałe — jak twierdził Andrzej Wajda, nie z potrzeby atmosfery artystycznej miasta, bo była to wyprawa przede wszystkim do miejsca, gdzie umieją odlewać dowolnie żądaną formę z kolorowego plastiku.

Dla inwestycyjnego potencjału nie ma więc znaczenia, że usta czy główki nie są wykute w marmurze, ale już bardzo istotny jest szerszy i głębszy rynek dla przyszłej odsprzedaży. Lokując kapitał nawet w najbardziej rozchwytywanych w kraju konnych portretach ułanów, ograniczamy się zwykle do popytu rodzimych kolekcjonerów — na tym tle rynek „pamiątek” po ciele jest bez wątpienia płynniejszy.

Jak zauważa w jednym z esejów krytyk Nicola Trezzi, światowy rynek sztuki zaczął już w dodatku zacierać stary podział na centrum i peryferie, bo coraz częściej dorobki pozostające do tej pory w cieniu zyskują międzynarodowy rozgłos. Nowi uznani artyści to wobec tego nie tylko ci urodzeniw latach 90., ale też dobiegający dziewięćdziesiątki, zaznacza Trezzi. Mając więc możliwość zainwestowania w dobro, którym obraca się na kilku rynkach, nie warto wdawać się w spory, czy odlane souveniry są bardziej francuskie, czy swojsko polskie.

Podobne konflikty wyśmiewał już Wojciech Młynarski, pisząc, że jak we Francji wymyślono striptiz, Krosno rozgłosiło, że mieszka w nim „baba o sześciu cyckach”. W pewnym sensie, rynek prac Szapocznikow odbija się w jego tekście jak w soczewce, bo wtedy, kiedy francuskie środowisko rozpoznało w tych upamiętniających odlewach prawdziwy, rozpaczliwy przekaz, krajowe długo czuło jeszcze niesmak do lampek z ust czy piersi. Skoro wiadomo, że skromna podaż na tle rosnącego popytu raczej nie narazi portfela aktywów na stratę, warto spojrzeć na główkę kapusty i stertę odlanych biustów inaczej niż z marszu i nie tak jak na byle jaką prowokację. Młynarski już pisał, że słyszy, jak nad Wisłą gdzieś tłum głupków się anieli — nasza pokaże sześć i cześć!, żeby se nie myśleli.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Zainwestuj w szóstą pierś