Zakład przeniosę na drugi koniec świata

Rafał Kerger
opublikowano: 2008-07-21 00:00

Wiosną wprowadzili do portu w Kaliningradzie największy dźwig w historii. Jesienią Pol-Inowex zadebiutuje na giełdzie. Czy wrażenie będzie równie mocne?

Reydarfjordur. Islandia. Syn i ojciec. Bartosz i Jerzy Świderkowie zawiadują niezwykle skomplikowaną operacją. Ogromne silosy do cementu mają trafić z wyspy na kontynent. Do Kaliningradu.

Najpierw demontaż. Cięcie. Potem załadunek. Na statek. Transport i rozładunek. I ponowny montaż. Już w Rosji. Wszystko ma być jak najtaniej. Klientów Pol-Inoweksu jakoś niespecjalnie rusza, że trudno znaleźć odpowiednio duży statek. Że na Islandii jest słownie jeden dźwig, który może przy operacji pracować, więc jego właściciel każe sobie płacić jak za zboże. Rezygnując z niego, trzeba pociąć silosy na mniejsze części, niż zakładali Polacy.

Partnerów Świderków niespecjalnie bierze nawet to, że na nadbrzeże portu w Kaliningradzie nie da się sprowadzić czterystutonowego dźwigu, bo się zapadnie. Trzeba nająć droższy, pływający. I to tak duży, jakiego w rosyjskim porcie jeszcze nie było.

Wytyczne są proste: ma się udać, a młyny mają działać. Przed sezonem budowlanym.

Klocki i NRD

Pol-Inowex, przedsiębiorstwo zajmujące się przeprowadzkami firm, linii produkcyjnych, zakładów oraz demontażem i montażem maszyn, powstało w 1991 r. w Lublinie. Inżynier Jerzy Świderek założył go tuż po tym, jak wspólnie z kolegami zakończyła się jego misja w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Świderek w latach 80. brał udział w budowaniu w NRD nowoczesnych zakładów. Socjalistyczna technologia nie spodobała się jednak zachodnim Niemcom. Ekipa z Polski dostała zlecenie zdemontowania przygotowanych linii produkcyjnych, które Niemcy sprzedali biedniejszym krajom.

— Na początku działaliśmy w branży cukrowniczej, głównie w Polsce i w Niemczech. Rozszerzyliśmy portfolio klientów dopiero w połowie lat 90. — opowiada Bartosz Świderek, który od początku prowadzi firmę razem z ojcem.

Nie ma wykształcenia inżynierskiego, ale ma za to doświadczenie.

— Zawsze przyglądałem się tacie, jak planuje rozkładanie i składanie tych klocków. Uwielbiałem to. Dziś mogę powiedzieć, że równie dobrze sobie radzę z demontażem i ponownym montażem turbin, pieców i tym podobnych maszyn. Oczywiście nie robimy tego sami, ale wnikliwie planujemy i nadzorujemy pracowników — opowiada Bartosz Świderek.

Przyznaje, że jest ciągle w podróży. Firma ma zlecenia nawet w najodleglejszych częściach Europy. Ma też własny marketing, bo lublinianie wiedzą, jak liczyć pieniądze i rentowność, nie przyjmują zatem kontraktów podwykonawczych.

Po 17 latach działania Pol-Inowex chwali się, że ma na koncie ponad 20 tys. ton zdemontowanych i zamontowanych urządzeń, maszyn oraz kompletnych linii technologicznych i prowadzi działalność głównie na rynkach zagranicznych.

— Przychody z eksportu wynoszą około 90 proc. Świadczymy usługi m.in. w Niemczech, Anglii, Szwecji, Hiszpanii, Rosji, Estonii i w Gruzji oraz w krajach Bliskiego i Środkowego Wschodu. Dodatkowo sprzedajemy używane urządzenia cukrownicze i przemysłowe, ale jest to działalność, która traci na znaczeniu — wyjaśnia Bartosz Świderek.

Wśród klientów lublinian przeważają firmy z sektorów cementowowego, producenci materiałów budowlanych, elektrociepłownie oraz cukrownie.

Oprócz kontraktu na Islandii i w Rosji — dzięki któremu, co należy zaznaczyć, rozkręcili oddział u naszych wschodnich sąsiadów i mają tam dziesięcioosobową ekipę montażowo-demontażową — warto zwrócić uwagę na inne ciekawe zlecenia Pol-Inoweksu. Świderkowie przenieśli m.in. spalarnię odpadów niebezpiecznych z Niemiec do Gdańska. Zdemontowali kocioł i turbinę w cukrowni Lehrze w Niemczech, zdemontowali część fabryki Daewoo w Lublinie. Przenieśli z Niemiec do Rosji jeden z największych niemieckich zakładów produkcji betonu komórkowego Ytong. Właśnie montują kolektory słoneczne w Hiszpanii. Ostatnio — w związku z reformą rynku rolnego — Pol-Inowex dostał również zadanie przeniesienia urządzeń z zamykanej cukrowni Lublin do cukrowni Krasnystaw.

— Czy praca jest ciekawa? Na pewno satysfakcjonująca, choć stresująca oraz wymagająca dokładności. Mamy system klasyfikacji części, od najmniejszej śrubki, doradzamy też klientom, które elementy maszyn należałoby wymienić na nowe — wykłada biznesmen z Lublina.

Warto zaznaczyć, że kontrakty Pol-Inoweksu — jako że wymagają specyficznej wiedzy i doświadczenia — są niezwykle lukratywne. Przeciętne przenosiny przynoszą spółce pół miliona euro. Rozbiórka maszyn czy linii produkcyjnych trwa zwykle dwa razy krócej niż ich złożenie w nowym miejscu.

Po co giełda

Warszawa. Knajpka. Okolice tyłów ambasady Stanów Zjednoczonych. Bartosz Świderek mówi, że Pol-Inowex ma ambitne plany. Pomóc ma mu w tym Giełda Papierów Wartościowych. Z debiutu, który lublinianie planują na trzeci kwartał roku, chcą wyciągnąć 24 mln zł. Pieniądze mają pójść na akwizycje spółek o podobnym profilu na rynku europejskim oraz krajowym, które mają pomóc zawalczyć o projekty o wartości ponad 2 mln euro, a nawet 10 mln euro. Do tego liczy się też zwiększenie efektywności poprzez inwestycje w sprzęt i w specjalistyczne narzędzia oraz rozbudowa centrum logistycznego.

— Ze sprzętem, którym się posługują nasi pracownicy, jest jak w każdej innej branży. Po prostu chcemy się przesiąść na mercedesy, a właściwie na bentleye — wyjaśnia Bartosz Świderek.

Pol-Inowex dowartościowuje się jeszcze jednym. Prezes Świderek zaznacza, że jego branża praktycznie nie zależy od koniunktury. Kiedy recesja — zamykane zakłady ktoś musi demontować. Kiedy koniunktura — handel maszynami, liniami produkcyjnymi itp. kwitnie w najlepsze.

Zależność ta zachodzi jednak jedynie wtedy, gdy ma się klientów z różnych, niezależnych branż. W przeciwnym razie, co można prześledzić także na przykładzie Pol-Inoweksu, nie ma co liczyć na przychylność losu. W połowie lat 90., kiedy nastąpił boom w cukrownictwie, wszystkie cukrownie zaczęły wyrzucać stare maszyny i kupować nowe. Pol-Inowex uzależniony „od zleceń z cukru” w rok stracił większość przychodów. Obroty spadły do ledwie miliona. Do wyników sprzed boomu w cukrownictwie firma wróciła dopiero w 2005 r., po zróżnicowaniu źródeł przychodów. n

Niemiecka Republika Demokratyczna powstała 7 października 1949 r. z sowieckiej strefy okupacyjnej. Liczyła ponad 108 tys. km kw. Mieszkało w niej 17 mln ludzi. Stolicą był Berlin, a konkretnie jego część zwana Berlinem Wschodnim. NRD od 1950 r. należała do RWPG. Rząd ZSRR przyznał jej 20 września 1955 r. pełną suwerenność i w tym samym roku przyjął wschodnioniemieckie państwo do Układu Warszawskiego. Jesienią 1989 r. w NRD nasiliły się żądania reform i demokratyzacji życia, powstały organizacje opozycyjne i nowe partie. 18 października 1989 r. Erich Honecker został zwolniony z funkcji partyjnych i stanowisk państwowych, a 9 listopada obalono mur berliński. 3 października 1990 NRD przystąpiła do RFN.

— W Niemczech prowadzimy rozmowy od dłuższego czasu, a w Wielkiej Brytanii do końca roku wybierzemy spółkę, która znajdzie dla nas cele przejęć. W planach mamy także inwestycje w którymś z krajów skandynawskich — mówi Bartosz Świderek. Spółka na rok 2008 r. prognozuje przychody ponad 17 mln zł i 6,4 mln zł zysku netto.

15 mln zł Tyle przychodów miał Pol-Inowex w 2007 r.

5,16 mln zł Tyle miał przy tym zysku netto.

24 mln zł Tyle chce zebrać z giełdy spółka z Lublina.