Zakłady mięsne złe na Kijów

Mira Wszelaka
opublikowano: 2007-01-15 00:00

Branża mięsna nie widzi sensu kolejnych kontroli Kijowa. Granicy i tak nie może przekroczyć, za to obawia się białego wywiadu.

Branża mięsna nie widzi sensu kolejnych kontroli Kijowa. Granicy i tak nie może przekroczyć, za to obawia się białego wywiadu.

Przedsiębiorcy i producenci mięsa są coraz bardziej rozdrażnieni. Wciąż pikujące ceny żywca oraz utrzymująca się blokada rynków, rosyjskiego, a zwłaszcza ukraińskiego, nie napawają optymizmem. Z Rosją sprawa wydaje się niemal rozwiązana dzięki poparciu Niemiec. Gorzej z Ukrainą. Przedstawiciele biznesu nie widzą sensu kolejnych kontroli inspektorów z Kijowa, dopóki nie poznają wyników dotychczasowych.

Podejrzeń bez liku

— Skoro z ponad 20 wizytowanych zakładów Ukraińcy wydali pozwolenie, i to warunkowe, jednemu, to dalsze kontrole nie mają sensu. Jeżeli żaden z wielu czołowych zakładów mięsa czerwonego nie uzyskał pozwolenia na eksport, to coś nie jest w porządku. Czekamy na wyniki i sygnał dobrej woli — mówi Witold Choiński, prezes Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa.

Przedsiębiorcy są także zaniepokojeni przebiegiem inspekcji. Padają wręcz podejrzenia o biały wywiad.

— Dotyczyło to zwłaszcza drugiej tury kontroli, bardzo szczegółowej, z dużym naciskiem na dokumentację zakładów, którą w całości kopiowano. Nie przypominała ona zwykłych kontroli dopuszczających na rynek. Do tego nie powinno nigdy dojść — mówi Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego.

Problem w tym, że przedsiębiorcy pozwalali na takie postępowanie dobrowolnie, skuszeni wizją ulokowania swoich wyrobów na Ukrainie.

— Polscy przedsiębiorcy chcą eksportować mięso i wyroby mięsne na Ukrainę, gdzie mogliby ulokować rosnące nadwyżki. Nasze zakłady są jednymi z najbardziej nowoczesnych w UE, mają wszystkie europejskie certyfikaty. Wpuszczanie na teren zakładu tak wnikliwych kontroli (inspekcje trwały po 11 godzin) musi budzić podejrzenia, zwłaszcza że do tej pory nie poznaliśmy ich wyników — podkreśla Wiesław Różański.

Pozwolenie czeka

Przypomnijmy, że pozwolenie na eksport dano tylko ubojni Piórkowscy z Woli Cyrusowej w Łódzkiem. Zadowoleni właściciele mają jednak mieszane uczucia, bo choć posiadają glejt, to nie jest on jednak pełnowartościowy. Mocy nabierze dopiero po kolejnej kontroli, która ma potwierdzić usunięcie drobnych uchybień.

Na wyniki kontroli wciąż czekają nie tylko kontrolowane w grudniu zakłady, ale także 11 wizytowanych w październiku. Wśród oczekujących na werdykt są m.in. ZM Mazury, Łmeat-Łuków, ZM Zakrzewscy z Kosowa Lackiego czy PKM Duda. Eksportem na Ukrainę zainteresowanych jest co najmniej kolejnych 50.