Rynek nowoczesnych formatów handlowych w miastach poniżej 100 tys. przyspieszył w ostatniej dekadzie. Przyczynił się do tego wzrost siły nabywczej polskich konsumentów, ale nie tylko.

— Deweloperzy i operatorzy handlowi obecni już we wszystkich głównych miastach szukają nowych rynków rozwoju, co jest przejawem dojrzewania sektora nowoczesnego handlu w Polsce. Na mniejszych rynkach szybko rozwijają się parki handlowe i tzw. strip mall [niewielkie centra usługowo-handlowe — red.]. Są dobrze wpasowane w realia mniejszych miast, gdzie siła nabywcza i zwyczaje zakupowe konsumentów różnią się od tych w dużych metropoliach. Nieduże, proste obiekty gwarantują niższe koszty budowy i utrzymania, co przekłada się na niższe czynsze najmu, będące najważniejszym czynnikiem na rynkach o niższej dochodowości — tłumaczy Patrycja Dzikowska, dyrektor w dziale doradztwa i analiz rynkowych Cushman & Wakefield.
Standardy lokalne
W miastach poniżej 100 tys. mieszkańców działa ponad 150 obiektów handlowych, które zajmują prawie 2 mln mkw. Magdalena Frątczak, szefowa działu wynajmu powierzchni handlowych CBRE, wyjaśnia, że w grupie tej są zarówno duże centra, np. Galeria Ostrovia w Ostrowie Wielkopolskim (36 tys. mkw.) i Focus Mall w Piotrkowie Trybunalskim (32,5 tys.), jak również małe parki handlowe o charakterze lokalnym, np. Park Handlowy Żory (5 tys. mkw.) czy Tu i Teraz Ełk (5 tys. mkw.).
— Rynek handlowy to nie tylko centra objęte analizą. W wielu mniejszych miastach działają od lat małe obiekty, w tym centra osiedlowe lub parki handlowe poniżej 5 tys. mkw., a także bazary i lokalne domy kupieckie. Nie należy też zapominać o centrach miast, w których często znajdują się ulice handlowe. Na to, który z tych formatów jest najbardziej popularny czy też najszybciej się rozwija w konkretnym mieście, duży wpływ mają także uwarunkowania historyczne i zwyczaje zakupowe mieszkańców — opowiada Magdalena Frątczak.
Wyzwaniem dla deweloperów, właścicieli i zarządców obiektów handlowych jest konieczność szybkiego reagowania na zmiany zachowań zakupowych i oczekiwań Polaków.
Nie tylko sklepy
— Konsumenci przeznaczają coraz więcej czasu i pieniędzy na rozrywkę i edukację przez rozrywkę, co wpływa coraz bardziej na kształtowanie oferty i skład najemców obiektów handlowych — mówi Patrycja Dzikowska. Zdaniem Jarosława Tutaja, dyrektora działu powierzchni handlowych Savills, inwestorzy w coraz większym stopniu uwzględniają rosnące potrzeby klientów dotyczące funkcji rekreacyjnych i rozrywkowych.
— W obiektach w mniejszych miastach coraz częściej znajdują się strefy restauracyjne, kina i centra fitness oraz strefy integracji społecznej, jak chociażby kluby Stowarzyszenia Siemacha. W wielu miejscowościach tych lokali wcześniej nie było, pozostawały głównie domeną metropolii, a obecnie zajmują powierzchnię niekiedy większą od tej, która jeszcze do niedawna była ogólnokrajowym standardem — zauważa Jarosław Tutaj.
W mniejszych miastach oferta rozrywkowa centrów jest jednak inna niż w największych i najbogatszych metropoliach.
— Wprowadzenie rozrywki do centrum handlowego to znaczący koszt wyposażenia i niższy czynsz najmu z metra, co przy inwestycji w małej skali i z założenia niskokosztowych jest znaczącym ograniczeniem. Poza tym mniejsze miasta nadal charakteryzują się zdecydowanie niższą siłą nabywczą, a więc sprawdzi się tu raczej kino niż droższe kręgle czy ekskluzywny klub wellness & spa. W gastronomii większym powodzeniem cieszyć się będzie sprawdzony model tzw. fast food niż nowatorskie koncepty kulinarne bądź sieciowe modne kawiarnie — przekonuje przedstawicielka Cushman & Wakefield. Podobnego zdania jest Anna Wysocka, dyrektor działu wynajmu powierzchni handlowych JLL w Polsce.
— Również galerie powstające w małych miastach mogą się pochwalić np. ofertą kawiarnianą. Oczywiście jej skala i format powinien być dostosowany do potrzeb rynku. W kameralnej galerii handlowej w mniejszym mieście nie pojawi się zatem wielki multipleks czy kilkanaście restauracji. Nie ma bowiem takiej potrzeby — mówi Anna Wysocka.
Mocne uderzenie
Warto też zwrócić uwagę, że Polacy niezależnie od miejsca zamieszkania robią zakupy w weekendy. Pojawia się pytanie, czy obiekty handlowe w mniejszych miastach powinny się obawiać ewentualnego wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę.
— To prawda, że mieszkańcy mniejszych rynków pracują trochę krócej niż w metropoliach i mają nieco więcej czasu w tygodniu. Niedziela to głównie odpoczynek z rodziną, chociaż i te tradycyjne zachowania się zmieniają, zwłaszcza w młodszych pokoleniach. Co ważne, w małych miasteczkach centrum handlowe to często jedna z niewielu opcji rozrywki, a polscy konsumenci traktują zakupy jak rozrywkę — twierdzi Patrycja Dzikowska.
Anna Wysocka uważa natomiast, że skutki wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę mogą być bardziej widoczne w mniejszych miastach niż w aglomeracjach. — Duże miasta oferują więcej alternatywnych form spędzania czasu, podczas gdy w mniejszych miejscowościach galerie handlowe mogą stanowić ważne miejsce niedzielnych spotkań — sumuje przedstawicielka JLL. © Ⓟ