Na liście dłużników jest już 2 mln osób. Banki i telekomy czekają na 28 mld zł
Wystarczył rok, by niespłacone zobowiązania urosły o 68 proc.
W ciągu ostatnich trzech miesięcy poziom zaległego zadłużenia Polaków wzrósł o ponad 3 mld, czyli o 12 proc. W ciągu roku dynamika wyniosła aż 68 proc. Zalegamy z płatnościami na kwotę 28,21 mld zł.
— W Polsce jest już tyle samo dłużników, ile mieszkańców województwa kujawsko-pomorskiego — tłumaczy Mariusz Hildebrand, prezes BIG InfoMonitor, które przygotowuje raport InfoDług.
Zadłużenie wzrasta niemal sześciokrotnie szybciej niż liczba dłużników.
— Rekordzistą jest osoba, która zalega na kwotę przeszło 87 mln zł, o 1,5 mln zł więcej niż trzy miesiące temu — dodaje prezes.
Średnia kwota zadłużenia w lutym 2011 r. wyniosła 13 861 zł, co oznacza, że w ostatnim kwartale zwiększyła się o 1242 zł, czyli o 9,84 proc.
Klient podwyższonego ryzyka to osoba, która zalega z płatnościami powyżej 60 dni. W raporcie uwzględniane są nie tylko długi w bankach, ale także opłaty za media, usługi telekomunikacyjne, czynsz czy alimenty. Wśród takich osób znacznie więcej jest mężczyzn, chociaż pożyczki w równym stopniu biorą przedstawiciele obu płci.
— Trudno oceniać, jaki poziom zadłużenia osób prywatnych może stać się problemem dla całej gospodarki, natomiast z pewnością może to być problem dla niektórych banków. Może to dotyczyć szczególnie tych instytucji, które udzielały wielu kredytów ratalnych i gotówkowych — ocenia Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK.
Podkreśla, że to właśnie takie umowy stają się dla banków kłopotem, bo przy ich udzielaniu zdolność kredytobiorcy nie jest tak dokładnie prześwietlana, jak w przypadku kredytów hipotecznych.
— Niewielu z tych 2 mln dłużników znalazło się w kłopotach z powodu kredytów hipotecznych. Zwykle jest to spowodowane problemami ze spłatą kredytów gotówkowych, ratalnych, kart kredytowych czy debetów. Potem pojawia się efekt domina i opóźnienia w opłacaniu rachunków — mówi Halina Kochalska, analityk Open Finance.
Dodaje, że banki już zmieniły strategię i w ich wynikach widać, że wartość przeterminowanych kredytów się zmniejsza.
— Wolą same wychodzić z inicjatywą do sprawdzonych klientów. Tak robi np. mBank czy Citibank — wymienia Halina Kochalska.