Zaległości płatnicze paraliżują rynek

Marlena Gałczyńska
22-05-2003, 00:00

Windykacja należności spółek dystrybucyjnych to problem, z którym branża boryka się od lat, i który bynajmniej nie jest wyłącznie polską specyfiką. O zwrot pieniędzy łatwiej, gdy dłużnikami są mniejsi odbiorcy prądu, a nie duże i państwowe przedsiębiorstwa. W tym drugim przypadku pomocne mogą się okazać zewnętrzne spółki windykacyjne. W ściąganiu należności dopomóc może również nowa ustawa o biurach informacji gospodarczej.

Windykacja należności za dostarczoną przez spółki dystrybucyjne energię, to — zwłaszcza w odniesieniu do dużych i państwowych przedsiębiorstw — problem narastający latami. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że w dziedzinie tej często stosowane są reguły polityczne, a nie ekonomiczne. Tymczasem spółek dystrybucyjnych, które nie mają problemu ze ściąganiem należności, prawdopodobnie w Polsce nie ma. W stosunkowo lepszej sytuacji znajdują się dystrybutorzy energii, obsługujący mniejszych odbiorców oraz przedsiębiorstwa, które już zostały sprywatyzowane.

Przykładem dystrybutora energii, który ostatnio dość dobrze radzi sobie z problemem ściągania należności jest Górnośląski Zakład Elektroenergetyczny (GZE).

— Szwedzki koncern Vattenfall kupił akcje naszej spółki w lutym 2001 r. Wówczas suma nie odzyskanych należności naszego zakładu wynosiła 598,3 mln zł. Największymi dłużnikami były duże przedsiębiorstwa z branży górniczej i hutniczej. Obecnie stan tych należności spadł do poziomu 353,5 mln zł. Dążąc do odzyskania pieniędzy za sprzedaną energię, GZE wykorzystuje wszystkie dostępne w Polsce możliwości prawne — mówi Łukasz Zimnoch z Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego.

Zdaniem Grzegorza Dmowskiego, prezesa firmy Intrum Justitia, rynek odbiorców energii w Polsce z punktu widzenia zadłużenia wobec zakładów energetycznych dzieli się na dwa zasadnicze segmenty.

Pierwszym są duże przedsiębiorstwa państwowe z takich branż, jak górnictwo, hutnictwo i kolej, które w skali kraju mają największe zadłużenie z tytułu energii. W ich przypadku zdecydowanie najtrudniej odzyskać należności, ponieważ w grę wchodzą aspekty nie tylko ekonomiczne. Drugim segmentem rynku są klienci indywidualni, małe firmy, a nawet duże przedsiębiorstwa, które w skali roku zużywają mniej niż 10 GWh energii. Ta grupa na razie nie ma swobody w wyborze dostawcy energii, a ceny kupowanego prądu są dla niej regulowane. Dystrybutorzy energii w przypadku tych odbiorców mają dość komfortową sytuację, ponieważ stanowi ona zagwarantowaną pulę odbiorców. Z drugiej strony, duża liczba mniejszych klientów sprawia, iż stan nie odzyskanych należności za sprzedaną energię również jest wysoki.

W Polsce istnieje kilka możliwych dróg windykacji należności energetycznych.

— Jednym ze sposobów jest windykacja wewnętrzna. Z mojej wiedzy wynika jednak, że działanie takich wewnętrznych służb windykacyjnych, które na stałe zajmują się problemem i wysyłają upomnienia do dłużników, często nie jest dość efektywne. Drugą metodą, polecaną zwłaszcza spółkom posiadającym wielu rozproszonych dłużników, jest zlecenie dochodzenia należności firmie windykacyjnej. Zależnie od sytuacji oraz czasu, który upłynął od momentu pojawienia się długu, udaje się w ten sposób odzyskać od kilkunastu do kilkudziesięciu procent należności. Łatwiej oczywiście jest odzyskiwać należności np. dwumiesięczne niż półroczne. Z najtrudniejszymi sprawami mamy do czynienia w przypadku wieloletnich i restrukturyzowanych długów. Gdy zawiedzie również windykacja, spółka energetyczna może wystąpić do sądu. W takim przypadku poważną przeszkodą jest jednak zarówno zbyt długi termin postępowania sądowego, jak i stosunkowo wysokie, w relacji do niewielkiej wartości dochodzonych należności, koszty. Ostatecznością jest oczywiście odcięcie dłużnikowi dostaw energii — tłumaczy Grzegorz Dmowski.

O przybierających dramatyczny obrót sporach między dostawcami a odbiorcami energii najczęściej dowiadujemy się z mediów. Do odłączania prądu zadłużonej PKP często uciekała się np. Energetyka Poznańska. Problem z dostawą energii i to od kilku dostawców miała też Huta Łaziska.

— W celu skutecznego dochodzenia swoich należności zakłady energetyczne coraz chętniej korzystają z outsourcingu w zakresie zarządzania wierzytelnościami. Mogą one współpracować z firmami windykacyjnymi, zgodnie z zasadą swobody zawierania umów. Szybkie rozwiązanie problemu z dłużnikiem może nastąpić już w postępowaniu polubownym — w drodze ugody — mówi Marzena Gorgolewska, dyrektor handlowy z wrocławskiej firmy windykacyjnej Kruk.

Nie odzyskane należności za energię to nie jest wyłącznie polska specyfika. Zdaniem Grzegorza Dmowskiego, problem dotyczy również większości państw Unii Europejskiej.

— Z pewnością bankructwo dużego odbiorcy energii w każdym kraju może być przyczyną problemów finansowych zakładu energetycznego. Jednak możliwości działania dystrybutorów energii na Zachodzie są moim zdaniem szersze niż w Polsce. Przykładowo, znacznie łatwiej mogą oni odciąć dłużnikowi dostawy. W Szwecji dobrze rozwinięty jest system wymiany informacji o dłużnikach i nie spłaconych należnościach. To bardzo skuteczna broń, ponieważ informacja o niezapłaconych należnościach błyskawicznie trafia do banków, które odmawiają udzielenia kredytu. W Polsce spółkom, które nie odzyskały należności, w pewnym stopniu może pomóc nowa ustawa z 14 lutego 2003 r. o biurach informacji gospodarczej. Do tych biur można będzie zgłaszać listy swoich dłużników. Kolejny etap w działaniu polskich dystrybutorów energii zacznie się w momencie uwolnienia rynku energii. Wówczas konkurencja wzrośnie, ponieważ zakład energetyczny przestanie być uprzywilejowanym dostawcą, a stanie się zwykłym podmiotem gospodarczym — mówi Grzegorz Dmowski.

Zdaniem Marzeny Gorgolewskiej, po uwolnieniu rynku energii spółki energetyczne będą musiały znaleźć punkt równowagi między chęcią zatrzymania klienta a konsekwentnym egzekwowaniem terminowości opłat za świadczone usługi.

— Konieczne będzie znalezienie swoistego złotego środka. Niezbędne stanie się ułatwianie i usprawnianie obsługi klienta przez propozycję dogodnych warunków dokonywania wpłat, jednak bez dopuszczania do narastania długów na masową skalę i utraty klienta przez pozbawienie go dostawy usług — twierdzi Marzena Gorgolewska.

Mimo problemów z należnościami, zakłady energetyczne nie są skazane jedynie na walkę o odzyskanie pieniędzy. Przykładem jest Górnośląski Zakład Elektroenergetyczny, który radzi sobie z problemem windykacji na tyle dobrze, że stać go na inwestycje.

— W 2002 roku GZE na modernizację i budowę sieci średnich i niskich napięć w regionie Górnego Śląska wydał 128 mln zł. Na rok 2003 zaplanowano kolejne wydatki wysokości 78,5 mln zł. Nie odzyskane należności od odbiorców z całą pewnością mają wpływ na naszą kondycję finansową, ale nie na proces inwestycyjny. Program inwestycyjny zagwarantowany przez naszego inwestora — koncern Vattenfall — jest realizowany — twierdzi Łukasz Zimnoch.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marlena Gałczyńska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Zaległości płatnicze paraliżują rynek