Zalety kontraktów mogą stać się ich przekleństwem

Włodzimierz Nowak
opublikowano: 2001-12-10 00:00

W ostatnich latach kontrakty terminowe zyskały wielką popularność dzięki możliwości zarabiania na spadkach i dużej dźwigni finansowej. Dźwignia umożliwia osiągnięcie znacznych zysków z małego kapitału. Duża zmienność gwarantuje, że nie trzeba na zyski długo czekać. Te zalety nie powinny jednak przesłaniać drugiej strony medalu. Przy błędnej decyzji zamiast dużych zysków ponosi się ogromne straty. To co jest zaletą futures, może szybko stać się ich przekleństwem.

Z moich obserwacji wynika, że najczęściej na rynku popełnia się podręcznikowe błędy. W literaturze podaje się, że maksymalna strata, na jaką możemy sobie pozwolić w pojedynczej transakcji, nie powinna przewyższać 2 proc. całego kapitału. Co się w związku z tym stanie, jeśli zaangażujemy cały kapitał? Mediana dziennej zmiany kontraktów na WIG 20 w październiku wynosiła 39 pkt (czyli 390 zł). W tym czasie depozyt za jeden kontrakt wynosił około 1400 zł. Przy takim zaangażowaniu, maksymalna odnotowana wówczas zmiana o 93 pkt mogłaby w przypadku niekorzystnej sytuacji uszczuplić rachunek gracza o blisko 66 proc. na jednej tylko sesji.

Drugi podstawowy błąd to niechęć przed podjęciem decyzji o zamknięciu pozycji ze stratą. W momencie kupowania kontraktu inwestorzy przed oczami mają tylko zyski. Kiedy rynek zwraca się przeciwko graczom, część z nich nie jest na to przygotowana. Nie ma ustalonych poziomów wyjścia i każdy ruch rynku pogłębiający stratę powoduje strach przed zamknięciem pozycji w samym dołku lub na szczycie. Co gorsza, nawet lekkie drgnięcie rynku w pożądanym kierunku rodzi nadzieję, że strata ma wreszcie szansę zamienić się w zysk. W takich warunkach trudno podejmować racjonalne decyzje.

Wielu graczy charakteryzuje się czymś, co można określić jako chorobliwą konieczność posiadania racji. Inwestorzy tak bardzo chcą mieć rację, że zamykają pozycję, gdy tylko pojawi się najmniejszy zysk, by podbudować swoje morale. Natomiast w przypadku straty niczym struś chowają głowę w piasek, zwlekają z podjęciem decyzji.

Kolejny błąd to nieumiejętne korzystanie ze zleceń stop. Zlecenia tego typu określa się czasem mianem ochronnych. Dzięki złożeniu zlecenia stop niekorzystna pozycja zostanie zamknięta automatycznie. W październiku przez kilkanaście dni rynek poruszał się bardzo gwałtownie. Dzienna zmiana ceny na kontraktach na WIG 20 przekraczała ponad 50 pkt. Jeden z graczy, który raczej nie stosował zleceń stop, nagle zaczął to robić. Teoretycznie było to rozsądne podejście. Niestety ustawiał on zlecenia stop około 10 pkt od swojego poziomu wejścia. Kilkakrotnie został więc „wyrzucony” z rynku, i myślę, że zraził się do takich zleceń. Wszyscy inwestorzy, ale także starzy wyjadacze, mają problemy z praktycznym stosowaniem zleceń stop. Określenie poziomu wyjścia jest tylko częścią zadania, i to chyba łatwiejszą. Gdy cena dochodzi do naszej linii zatrzymania, inwestorzy zaczynają liczyć na nagły zwrot rynku. Dzwonią więc do maklera i wycofują wcześniejsze dyspozycje, albo zmieniają ich poziomy.

Ostatni ważny element, który przyczynia się do wielu porażek i rozczarowań na giełdzie, to brak jasno określonych celów i strategii działania. Ludzie rozpoczynający przygodę z giełdą myślą jedynie o wielkich i szybkich pieniądzach. Przynoszą swoje oszczędności — czasem pożyczone pieniądze — i w szybkim tempie je tracą. Cel musi być konkretny — np. chcę zarobić w ciągu roku 50 tys. złotych. Cel musi też być realny — jeżeli inwestor ma 5 tys. zł i chce zrobić 50 tys. w ciągu roku, to oczywiście jest to mało prawdopodobne. Inwestorzy, którzy regularnie osiągają do 40 proc. zysku rocznie należą do wyjątków.

Wyznaczenie celów, ustalenie planu ich osiągnięcia, przestrzeganie zasady szybkiego ucinania strat i angażowanie rozsądnych kwot w pojedyncze transakcje nie jest jeszcze wystarczające do osiągnięcia sukcesu. Pozwoli to jednak przetrwać na rynku. Następnym etapem, znacznie trudniejszym, jest wprowadzenie planu w życie i przestrzeganie jego zasad. Wymaga to wiele wysiłku, ale na giełdzie nie ma nic za darmo.