Załoga kontra zarząd

Marta Filipiak
opublikowano: 2005-11-30 00:00

Pracownicy LOT interweniowali u ministra skarbu. Zarząd spróbuje wyjaśnić sytuację.

W piątek pracownicy LOT przedstawili ministrowi skarbu obawy dotyczące przyszłości spółki.

— Spotkaliśmy się, by omówić nasze zastrzeżenia co do sposobu zarządzania — mówi Elwira Niemiec, szefowa Związku Zawodowego Personelu Pokładowego.

Załoga ma konkretne pomysły zmian, w tym propozycje wymiany połowy zarządu. W jego składzie nie chce widzieć prezesa Marka Grabarka i Władysława Metelskiego. Pozostałych dwóch członków miałoby zapewnić kontynuację zarządzania. Pracownicy chcą także, by minister wymienił swoich przedstawicieli w radzie nadzorczej, i to najlepiej do 13 grudnia, czyli dnia poprzedzającego posiedzenie nadzoru. Rada w nowym składzie miałaby się zobowiązać do otwarcia procedury konkursu na stanowiska odwołanych członków zarządu lub całego składu zarządu przed upływem kadencji, czyli czerwcem 2006 r.

By wymienić przedstawicieli w radzie, minister skarbu musiałby zwołać walne. W programie dzisiejszego takiego punktu nie ma. Jest natomiast plan połączenia LOT ze spółką LOT Leasing. Na walnym powinna też być rozstrzygnięta kwestia zgody na obrót instrumentami finansowymi, jakie ma LOT.

— Niepokoi nas uprawomocnienie zarządu do sprzedaży aktywów firmy bez kontroli rady nadzorczej — wyjaśnia Elwira Niemiec.

Postanowienia walnego pracownicy powinni poznać niemal natychmiast, bo zaraz po nim zarząd zamierza się z nimi spotkać. Być może informacje zarządu pozwolą uspokoić napiętą sytuację. W tym celu związkowcy odłożyli referendum w sprawie strajku.

— Kolejny termin to 5 grudnia — mówi Andrzej Szubiński ze Związku Naziemnego Personelu Lotniczego.

Zarząd dobrze wie, z czego wynikają obawy załogi.

— Pracownicy muszą sobie zdawać sprawę, że dostosowanie się do wymagań tak konkurencyjnego rynku wymaga wyrzeczeń także od nich — tłumaczy Leszek Chorzewski, rzecznik LOT.

Po trzech kwartałach LOT wykazał 157 mln zł zysku na działalności podstawowej. Zwolnił 630 osób i zredukował koszty o 18 proc.