Założyciel Sfinksa: AmRest mnie oszukał

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 06-01-2009, 06:47

Zaskakujące zwroty akcji, dziwne zbiegi okoliczności, sensacyjne raporty, a w tle wielkie pieniądze. Taki sensacyjny obraz polskiego rynku kapitałowego, a dokładnie — rozgrywki o przejęcie giełdowego  Sfinksa, wyłania się ze słów Tomasza Morawskiego, założyciela i  współwłaściciela spółki.

— W styczniu 2008 r. zgłosił się do mnie Henry McGovern, ówczesny prezes AmRestu (operatora sieci Pizza Hut i KFC w Polsce), z propozycją sprzedania jego firmie moich akcji Sfinksa. Odmówiłem. Powołaliśmy nowy zarząd firmy i próbowaliśmy wyprowadzić ją na prostą. Po kilku miesiącach znów dostałem propozycję od McGoverna. Proponował fuzję przez wymianę akcji. Niestety, trudno było rozmawiać o fuzji i parytecie wymiany akcji, bo kurs giełdowy Sfinksa od września 2007 r. dziwnie się kształtował. Spadał szybciej niż rynek i do tego najczęściej po ostatnim fixingu. Wyglądało na to, że ktoś manipuluje kursem. Złożyłem zawiadomienie do Komisji Nadzoru Finansowego, z którego niewiele wynikło. Gdy odmówiłem sprzedaży swojego pakietu McGovern powiedział mi, że i tak przejmie Sfinksa — mówi Tomasz Morawski, założyciel i akcjonariusz Sfinks Polska, operatora sieci restauracji Sphinx.

Niedługo potem AmRest poinformował o zakupie pakietu ponad 5 proc. akcji Sfinksa. W prasie zapowiadał chęć przejęcia kontroli nad spółką. Morawski w końcu zdecydował się sprzedać 5 z 46 proc. akcji Sfinksa, bo potrzebował gotówki.

— McGovern o tym się dowiedział i zaprosił mnie na kolację do swojego domu we Wrocławiu. Powiedział, że kupi ode mnie akcje, ale minimum 10 proc. Po cenie 19,40 za sztukę, a w przypadku całego pakietu moich akcji — po cenie wyższej. Podtrzymał też propozycję fuzji. Ja nie powiedziałem nie, ale chciałem się nad tym jeszcze zastanowić. Wyjechałem na wakacje. W końcu zdecydowałem się sprzedać cały pakiet akcji, a Henry McGovern obiecał, że AmRest go kupi jeszcze w 2008 r. Niestety, nie podpisaliśmy w tej sprawie umowy na piśmie, ale McGovern zapewnił mnie, że jest człowiekiem honoru i umowa ustna w zupełności wystarczy. Jest tak samo ważna jak pisemna. Przedstawiciele AmRestu zapewniali mnie, że kupią ode mnie akcje w dwóch etapach: najpierw do poziomu 33 proc. (co rzeczywiście zrobili), a potem ogłoszą wezwanie na resztę. W grudniu zostałem jednak poinformowany przez McGoverna, że AmRest nie kupi reszty akcji. Jako powód podał m.in. zły stan Sfinksa. Henry McGovern oszukał więc mnie, podstępnie przejmując kontrolę nad Sfinksem — twierdzi Tomasz Morawski.

Spodziewając się domknięcia transakcji, oddał inicjatywę w spółce ludziom AmRestu, co wykorzystali do wymiany zarządu. AmRest nie ma sobie jednak nic do zarzucenia.

— Reakcja pana Morawskiego jest w pewnym sensie naturalną formą obrony w stosunku do ogłoszonych przez nowy zarząd Sfinksa faktów [problemy spółki ze spłatą długów — przyp. red]. AmRest nadal traktuje integrację działalności własnej z działalnością Sfinksa jako działanie strategiczne. Czekamy na oficjalne wyniki audytu, który w sposób bezstronny potwierdzi kondycję spółki Sfinks — odpowiada Wojciech Mroczyński, członek zarządu AmRestu, na pytanie o kulisy transakcji z Tomaszem Morawskim.

Dlaczego ten ostatni planuje zwołanie zgromadzenia akcjonariuszy? Jaki udział w problemach Sfinksa ma fundusz Enterprise Investors? Czytaj wtorkowy „Puls Biznesu”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane