Zamiast reformy finansów będzie racjonalizacja

Marek Knitter
opublikowano: 2003-07-11 00:00

Nie będzie cięcia w rozpasanych wydatkach budżetu, tylko ich racjonalizacja — oświadczył wicepremier Jerzy Hausner. Przedsiębiorcy są oburzeni. Mimo że minister gospodarki i pracy twierdzi, że ich postulaty „znajdują się w centrum uwagi rządu”.

Po wczorajszych ustaleniach rządu z Komisją Trójstronną jasne jest tylko jedno — nie należy spodziewać się rewolucji w sprawie wydatków budżetowych.

Na posiedzeniu Komisji Trójstronnej wicepremier Jerzy Hausner stwierdził, że deficyt budżetowy w przyszłym roku musi być niższy od 47 mld zł. Ucieszyło to przedsiębiorców, którzy uznali, że to zapowiedź poważnej reformy wydatków państwa. Okazało się, że nie.

— Zamierzamy dokonać racjonalizacji wydatków, a nie dokonywać cięć — podkreślał wicepremier.

Dodał jednak, że deficyt na poziomie 47 mld zł jest zdecydowanie za wysoki, a w kolejnych latach obniżenie go będzie coraz trudniejsze.

Kwestia cięć w wydatkach jest też dla przedsiębiorców istotna w związku z postulatem wprowadzenia podatku liniowego. Podczas debaty w naszej redakcji przedstawiciele świata biznesu podkreślali, że gdyby połączyć zmiany w podatkach z reformą wydatków państwa, budżet by nie ucierpiał, a gospodarka zyskała. Jerzy Hausner powtórzył jednak tylko, że wprowadzenie podatku liniowego będzie wtedy możliwe, jeżeli nie pogłębi deficytu budżetowego i nie stracą na tym najubożsi.

Z kolei Jan Czekaj, wiceminister finansów, na posiedzeniu sejmowej Komisji Gospodarki wskazywał, gdzie w budżecie można szukać oszczędności.

— Rzeczywiście przychody funduszy celowych sięgają około 116 mld zł. 100 mld idzie na fundusz ubezpieczeń społecznych, a reszta zagospodarowana jest przez KRUS. Jeśli już mielibyśmy szukać jakichś oszczędności w przypadku funduszy celowych, to po stronie tych 16 mld zł — mówi Jan Czekaj.

I mimo że większość posłów była innego zdania, twierdząc, że z budżetu wycieka więcej pieniędzy, Jan Czekaj podkreślał, że rząd i tak zrobił już dużo, bo przecież partnerzy społeczni wstępnie zgodzili się na zamrożenie indeksacji i waloryzacji na poziomie z tego roku.

Przedsiębiorcy są rozczarowani postawą rządu. Przez ostatni rok Grzegorz Kołodko, ówczesny architekt polityki gospodarczej rządu, zapowiadał poważną reformę finansów publicznych, która jest potrzebna, by państwo nie hamowało rozwoju gospodarczego. Teraz okazuje się, że to kolejny rok stracony, a reformę zastąpi racjonalizacja. Jaka — nie wiadomo.

— Nie usłyszeliśmy żadnych konkretnych propozycji ze strony rządowej. Istnieje wiele możliwości, by budżet mógł oszczędzić pieniądze podatników. Uważamy, że środki są źle wydawane. Należy dokonać cięć w funduszach celowych, wszelkich sybwencjach budżetowych, poddać większej kontroli renty. Jeżeli nie zostaną teraz wprowadzone cięcia w wydatkach ani nie zostaną wprowadzone poważne zmiany w podatkach, to będzie to klęska polskiej gospodarki — mówi Marek Goliszewski z Business Centre Club.

Wtórował mu szef komisji gospodarki Adam Szejnfeld. Jego zdaniem, same dotacje budżetu do funduszy celowych to 48 mld zł. Jednak na dezyderat komisji w tej sprawie wicepremier Hausner odpowiedział jedynie, że sprawy te „znajdują się w centrum uwagi rządu i znajdą wyraz w realizowanych programach sektorowych.”

Politycy nie tracą jednak wiary, że — mimo braku reformy finansów publicznych — perspektywy naszej gospodarki są świetlane. Wicepremier Hausner nadal uważa, że w przyszłym roku wzrost gospodarczy przyspieszy do 5 proc.

— Na pewno jest to cel realistyczny. Teraz resort finansów musi dokonać pewnych założeń liczbowych. Jednak według wstępnych wyliczeń resortu finansów wzrost ten będzie się mieścił między 4,5 a 5 proc. — mówi Jerzy Hausner.