Polskie drogi — jakie są, każdy widzi. Kazimierz Gaweł z Olsztyna może powiedzieć, że im gorsze, tym lepiej dla niego. Bo żyje z ich naprawiania.
Przez pięć i pół roku istnienia firma Frezdrog Kazimierza Gawła zerwała setki tysięcy mkw. nawierzchni bitumicznych na drogach i ulicach od Szczecina po Suwałki i Białystok, od Gdańska po Kielce i Kraków. Blisko 43,5 proc. sieci dróg krajowych jest w niezadowalającym stanie technicznym, a 37,7 proc. w stanie złym, więc roboty Kazimierzowi Gawłowi i jego pracownikom nie zabraknie jeszcze przez wiele lat.
Frezdrog jest podwykonawcą w przedsiębiorstwach budujących, modernizujących i remontujących drogi. Inwestorami są najczęściej samorządy. Niejednokrotnie są nimi również inne firmy, które modernizują drogi wewnętrzne i place na własnym terenie.
Zjadł zęby
Kazimierz Gaweł pracował długie lata w olsztyńskim Przedsiębiorstwie Urządzania Dróg i Zieleni (PUDiZ). Z wykształcenia operator maszyn drogowych, wyspecjalizował się w obsłudze frezarek. Technologia frezowania umożliwia zdejmowanie zniszczonej nawierzchni drogi lub jej fragmentów. W ten sposób przygotowuje się powierzchnię do położenia nowych warstw.
Na polskich drogach frezarki pojawiły się w pierwszej połowie lat 90. W 1995 r. jedną kupił olsztyński PUDiZ (dotychczas w Polsce były tylko dwie). Pan Kazimierz prędko opanował tajniki jej obsługi i od tej pory roboty miał co niemiara. W 1997 r. założył spółkę z kolegą i zaczęli świadczyć usługi frezowania nawierzchni asfaltowej i betonowej wydzierżawioną od PUDiZ maszyną.
Jednak pierwsze większe pieniądze zarobił na saksach w Grecji. Dzięki nim i oszczędnościom dwa lata później założył drugą spółkę, tym razem z żoną. Biuro mieli w domu. Kiedy już było go stać na kupno frezarki, na której dotychczas pracował, wystąpił z pierwszej spółki i rozpoczął działalność na własny rachunek.
Żona Barbara za wiele firmą się nie zajmuje. Jest nauczycielką w liceum, pochłaniają ją inne sprawy. Wie, że mąż zjadł zęby na tym, co robi, i jest spokojna, że firmę prowadzi profesjonalnie. Z początku miała mu za złe, że zwolnił się z posady, ale teraz uważa, że był to dobry wybór.
Park dumą rodziny
Dzisiaj rodzinna firma Gawłów mieści się na obrzeżach olsztyńskiej dzielnicy Gutkowo i — co ważne — na własnym gruncie. Wybudowała tam budynek garażowo-warsztatowy z częścią administracyjno-socjalną. Obok jest miejsce dla parku maszynowego. Wśród sześciu frezarek są zarówno kołowe, jak i gąsienicowe, dzieki czemu firma może przyjmować zlecenia na prace w różnych warunkach. Trzy naczepy niskopodłogowe ułatwiają przewożenie frezarek. Czterema ciężarówkami wywożony jest ich urobek. Trzy lata temu spółka zatrudniała cztery osoby, teraz piętnaście — operatorów, kierowców i dwie księgowe.
Frezowanie nawierzchni dróg i placów to robota sezonowa, od marca do listopada. Późna jesień i zima są czasem przeglądów technicznych, napraw, konserwacji maszyn i samochodów. To także okres teoretycznego szkolenia na kursach i zdawania egzaminów przez pracowników firmy (praktycznie uczyli się w sezonie pod okiem szefa lub innych doświadczonych kolegów).
Sprężanie na branie
Mimo że firma tylko frezuje nawierzchnie asfaltowe i betonowe, popyt na jej usługi nie maleje. Maszyny i samochody Frezdrogu są więc ciągle w ruchu. Gdy w zeszłym tygodniu odwiedziłem bazę firmy, frezarki pracowały na drogach w Augustowie, Wejherowie, Mogilnie koło Poznania i w Łebie, a o siódmej wieczorem wróciła frezarka z Suwałk. Od rana następnego dnia miała pracować w Olsztynie w dwóch miejscach, zaś o piątej po południu musiała już frezować nawierzchnię remontowanej ulicy w Toruniu.
— Żeby nas chcieli brać, musimy się sprężać. Takie są prawa rynku — podkreśla prezes.
A biorą Frezdrog wszędzie. Olsztyńska firma ma nowoczesny sprzęt, którym precyzyjnie frezuje remontowane nawierzchnie. Ta dokładność owocuje obniżeniem zużycia masy asfaltowej. Wpływa też ogromnie na jakość położonej nawierzchni. Dzięki precyzji Frezdrogu oszczędza się czas pracy ludzi i sprzętu innych firm. W efekcie koszt inwestycji maleje.
Innym atutem spółki z Olsztyna jest terminowość i szybkość frezowania. Te czynniki skracają czas prac przygotowawczych. Kolejne plusy to wysoka wydajność i bezawaryjność maszyn firmy oraz bezpieczne zrywanie przez nie nawierzchni, nie zagrażające użytkownikom dróg.
Koniec przyjemności
Dbałość o jakość usług i sprzętu wymaga inwestowania. A pieniędzy na to ciągle mało. Nadzieję stwarzają fundusze unijne. Frezdrog dzięki dotacjom z programu Phare 2000 kupił już dwie frezarki. Najnowsza — szósta już w firmowej „stajni”, jest w pełni skomputeryzowana, z automatyczną regulacją wszystkich procesów. Prezes Gaweł przyznaje, że sam musiałby się trochę poduczyć, by ją obsługiwać. A przecież dopiero niedawno przestał prowadzić maszyny. Niezwykle to lubił, ale nie ma już czasu na taką przyjemność, a zresztą któregoś razu kierownik robót dogadał mu: „Ale pan sknera. Sam pan jeździ na frezarce zamiast dać komuś zarobić”.
— A ja musiałem to robić, żeby poznać możliwości maszyny i nie wyjść z wprawy — tłumaczy Kazimierz Gaweł.
Warto pracować
Pomny nieciekawych doświadczeń z pracy w państwowej, potem komunalnej firmie Kazimierz Gaweł dba o pracowników. Wyszkolił ich osobiście, a pensje tak ustawił, by nie zgłaszali obiekcji, jakie on kiedyś miał. A operatorom frezarek za ciężką pracę w sezonie przyznaje w zimie dwa miesiące urlopu.
Kiedy przychodzi do rozliczenia Frezdrogu z głównym wykonawcą, bywa nieraz, że prezes firmy na fakturze napisze dodatkowo: „Dziękuję za bardzo dobrze wykonaną usługę”. Prezes Gaweł wraca wtedy z taką fakturą do firmy i mówi załodze: „Widzicie! Warto dobrze pracować!”.
Ostatnio taką fakturę pokazał synowi, który od jakiegoś czasu mu pomaga. Kazimierz Gaweł ma nadzieję, że za pięć lat, gdy Cezary skończy zarządzanie na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, też będzie chciał pracować w firmie rodziców.
