TFI pozwalają zyskać dużo więcej niż lokaty albo... bardzo dużo stracić
Fundusze inwestycyjne mogą wypracować spory zysk. Ale takie inwestowanie lepiej najpierw przemyśleć.
Lokowanie kapitału w funduszach inwestycyjnych ma wiele zalet i tyleż wad. Z jednej strony inwestor ma możliwość pomnożenia pieniędzy czy zabezpieczenia kredytów bankowych poprzez fundusz. Z drugiej jednak — nie ma gwarancji, że wybrane fundusze pomnożą zainwestowane pieniądze czy może będzie wręcz przeciwnie.
— Teoretycznie fundusze inwestycyjne są dla każdego. Ale w przypadku zupełnego braku wiedzy ekonomicznej najlepiej jest pozostawić zarządzanie doradcom inwestycyjnym funduszu — podkreśla Adam Johaniuk, dyrektor ds. sprzedaży PKO TFI.
Bez ryzyka nie ma zysku
Fundusze inwestycyjnie w dużym uproszczeniu można podzielić na agresywne, mieszane i bezpieczne, w tym pieniężne i dłużne. Podstawowym kryterium wyboru funduszu jest decyzja, jakiego zysku klient oczekuje i na jakie ryzyko może sobie pozwolić. Najbardziej agresywne są fundusze akcji. Pozwalają wypracować największy zysk, ale jednocześnie obarczone są największym ryzykiem. Inwestują nie tylko w tzw. blue chipy, czyli stabilne spółki, ale także w firmy wschodzące z obiecujących branż, jak technologia czy farmaceutyka — i w tym tkwi największe ryzyko. Im jednak fundusz bezpieczniejszy, tym mniejszy zysk można z niego osiągnąć.
Zdaniem Adama Johaniuka, przy układaniu portfela najważniejsze jest to, by inwestować w co najmniej dwa fundusze, np. dłużne i akcji, i nie pomijać agresywnych, bo to one mogą wypracować największą premię inwestycyjną.
— Od początku istnienia rynku najczęściej wybieranymi funduszami były mieszane. Nie dawały tak dużych zysków jak fundusze akcji, ale gwarantowały większe bezpieczeństwo w czasie bessy. Obecnie klienci coraz częściej decydują się na połączenie funduszy akcji i bezpiecznych — dodaje Adam Johaniuk.
Dobór na samym początku odpowiedniego portfela ma duże znaczenie dla jego dalszej efektywności. Przed wyborem funduszu warto przeanalizować jego kilkuletnie wyniki inwestycyjne i stabilność jego zespołu zarządzającego. Ważne, aby klient w czasie bessy nie musiał wycofywać się z najbardziej agresywnych funduszy. Wówczas bowiem często traci, sprzedając jednostki znacznie taniej, niż je kupił. Kolejną metodą jest rozłożenie kupna w czasie, czyli regularne wpłacanie pieniędzy do funduszu. Pozwala to uśrednić cenę jednostki, a dzięki temu zwiększyć bezpieczeństwo inwestycji.
Jak więc ułożyć portfel, aby zminimalizować straty pod- czas bessy? Jak mówi Adam Johaniuk, w takiej sytuacji najlepiej nie zmieniać portfela. Powód? Uogólniając: bessa trwa z reguły dwa razy krócej niż hossa. Kiedy stracimy fundusze wypracowujące zysk, to w czasie hossy nasz portfel będzie mało efektywny w pomnażaniu kapitału.
Nie trzeba jednak się ograniczać wyłącznie do kilku rodzajów funduszy.
— Aby zmaksymalizować zyski w czasie hossy, warto przemyśleć wybór funduszy inwestujących w podmioty z najszybciej rozwijających się gospodarek. Nie należy również ograniczać zysków, czyli nie zamykać inwestycji po 5-procentowym wzroście wyceny funduszu — radzi Radosław Solan, prezes zarządu Copernicus Capital TFI.
FIO czy FIZ
Kolejne pytanie brzmi: czy bardziej opłaca się lokować kapitał w funduszach otwartych (FIO), czy w zamkniętych (FIZ)? Fundusz otwarty zapewnia maksymalizację zysku i stałą płynność, dzięki czemu klient w każdej chwili może realizować swój portfel. Natomiast FIZ charakteryzuje się większym bezpieczeństwem, zyskiem na poziomie lokaty bankowej.Różnica polega na płynności środków — fundusz zamknięty odkupuje certyfikaty w określonych odstępach czasu. Aby wycofać kapitał w innym terminie, należy posiadać np. rachunek inwestycyjny w biurze maklerskim.
— Fundusze zamknięte często tworzy się pod indywidualnego inwestora lub grupę inwestorów, którzy lokują w nich duży kapitał. Ale i w takim przypadku wszystko zależy od oczekiwań klienta — komentuje Adam Johaniuk.
Przyjrzyj się promocjom
Lokowanie kapitału w funduszach inwestycyjnych wiąże się z kilkoma opłatami. Pierwsza to opłata manipulacyjna, pobierana przy nabywaniu i umarzaniu jednostek uczestnictwa i certyfikatów inwestycyjnych przez inwestorów. Może ona wynieść do 5 proc. inwestowanego kapitału. Im bezpieczniejszy fundusz i im większa wpłata, tym mniejsza procentowa opłata manipulacyjna. Kolejna to tzw. management fee, czyli opłata związana z kosztami, które ponosi fundusz z racji swojej działalności. W tym przypadku koszty w granicach 1-4 proc. są naliczane w skali roku.
— Aby płacić mniej, warto się zorientować, czy w interesujących nas funduszach możemy liczyć na promocje. Czasami pozwalają one całkowicie uniknąć niektórych opłat — zauważa Adam Johaniuk.
Rafał Fabisiak